Nowy numer 49/2018 Archiwum

Kto nas lepiej rozumie?

O zaletach siwizny i dojrzewaniu do nieba mówi ks. infułat Jan Sikorski, emerytowany proboszcz parafii św. Józefa Oblubieńca NMP na Woli i ojciec duchowny warszawskich kleryków.

Joanna Jureczko-Wilk: Zaraz po przejściu na emeryturę wyjechał Ksiądz z misją na Ukrainę. Dobry początek zasłużonego odpoczynku…

Ks. Jan Sikorski: Zgadza się . (śmiech) Ale to nie był mój pomysł. Wcześniej byłem na Ukrainie z referatem i gdy miałem wracać do Polski, tamtejszy biskup poprosił mnie: „Niech mi ksiądz poszuka takiego księdza jak ksiądz”. Okazało się, że tamtejsza diecezja potrzebowała doświadczonych kapłanów, którzy byliby przewodnikami, ojcami duchownymi kleryków i młodych księży. Poza tym wierni czasami wolą rozmawiać ze starszymi duszpasterzami, bo czują, że oni lepiej zrozumieją ich problemy.

Co zrobić, żeby – jak pisze psalmista – „nawet w starości wydać owoc, być pełnym soków i zawsze żywotnym”?

Do tego potrzebna jest wiara, z której wynika przekonanie, że każdy etap w naszym życiu jest potrzebny, ma sens, bo przygotowuje nas na spotkanie z Bogiem. Jeśli człowiek żyje tylko rozrywkami, przyjemnościami, to kiedy ubywa sił i przychodzi choroba, jest rozczarowany, ma pretensje, staje się zgryźliwy.

I mówi, że starość się Panu Bogu nie udała.

Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonany, że udała się, i to bardzo. Starość pomaga nam łagodnie przejść od aktywności zewnętrznej, która czasami nas pochłania bez reszty, do aktywności skierowanej do wnętrza, przygotowującej nas do życia w innym wymiarze. Jest też szansą na dojrzałe spojrzenie na życie, którym możemy dzielić się z młodym pokoleniem. Przejawem tej dojrzałości jest zgoda na to, co nas spotyka, powiedzenie Bogu „bądź wola Twoja” także wtedy, gdy tracimy sprawność, siły. Droga z Jezusem prowadzi na wesele w Kanie Galilejskiej, na Górę Błogosławieństw, ale też do samotności Ogrójca i na Kalwarię. Kiedy chodziłem z posługą duszpasterską do ludzi chorych, cierpiących i starszych, wielu budowało moją wiarę postawą całkowitego zawierzenia.

Moja babcia uczyła mnie pacierza, prowadziła do kościoła, a w okresie nastoletniego buntu przykazała: „Tylko mi wiary nie strać”. Podziałało.

Widzę na pogrzebach, jak młode osoby płaczą po babci czy dziadku, bo byli dla nich najbliższymi osobami. Potrafili przekazać wartości, które wypływały z ich głębi, ze świadectwa życia. To jest niezastąpione doświadczenie dla młodych. Dziadkowie są elementem stabilnym w rozedrganych dziś rodzinach. Nigdzie się nie spieszą, nie są zmęczeni pracą zawodową, troską o utrzymanie, zawsze są gotowi wysłuchać i wiele wybaczyć.

Ale mają też swoje zmartwienia: że dorosłe dzieci żyją bez ślubu, że wnuki przestały chodzić do kościoła…

Radziłbym w miejsce tych zmartwień wprowadzić gorącą modlitwę za pogubionych i niesfornych. Oczywiście w takich sytuacjach trzeba też jasno określić swoje stanowisko. Powiedzieć, że nie akceptuje się życia bez ślubu, że w oczach Bożych jest to grzech. Osobiste świadectwo i modlitwa w takich przypadkach są najbardziej owocne.

Tak jak biblijni Symeon i Anna – rozmodleni, służąc Bogu w świątyni, oczekiwali przyjścia Mesjasza.

To jest właśnie kwintesencja dobrze przeżywanej starości. Ze wzruszeniem przyglądam się starszym osobom z naszej parafii, jak dniem i nocą adorują Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To uwielbienie w naszym kościele trwa nieprzerwanie od 30 lat. Przez ten czas wielu już odeszło na wieczną adorację do Pana Boga. Ich miejsce zajęły nowe osoby. Przychodzą o laseczce, chociaż na dworze jest zimno, ślisko. Trwają na modlitwie jak prorokini Anna. Jak odgromniki sprowadzają łaski na ziemię, parafię, na swoje rodziny.

Dlaczego w parafiach nie ma duszpasterstw osób starszych, rzadko organizuje się dla nich stanowe rekolekcje?

Kiedy byłem proboszczem, próbowałem zorganizować taką grupę, ale okazało się, że młodsi seniorzy są zajęci opieką nad wnukami, a starszym często już trudno wyjść z domu. Bardziej sprawni angażują się w grupy parafialne, należą do Żywego Różańca, Akcji Katolickiej, trzecich zakonów. Sędziwym i chorym bardzo pomagają Radio Maryja i inne katolickie rozgłośnie, które jednoczą na modlitwie, a równocześnie proponują katechezy skierowane właśnie do tej grupy słuchaczy. Wobec Pana Boga jesteśmy dziećmi, i to ukochanymi na każdym etapie naszego życia. Starość to nie jest schodzenie do grobu, ale wspinaczka do nieba.• joanna.wilk@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy