Nowy numer 34/2019 Archiwum

I tak będziesz biskupem

Gdy 6 stycznia 1986 r. przyjął z rąk kard. Józefa Glempa święcenia biskupie, obrał za dewizę zawołanie: „W krzyżu zbawienie”. Moc tych słów najbardziej objawiła się jednak w ostatnich latach posługi biskupa Mariana Dusia.

Kardynał Józef Glemp bardzo mu ufał, więc powierzył najwięcej zadań: od budowy kościołów po sprawy sakramentalne i personalne. Ten ostatni wydział uchodzi za najtrudniejszy, bo należy do niego przygotowywanie zmian proboszczowskich i wikariuszowskich.

Ale bp Marian Duś radził sobie doskonale. Choć niektórzy nadużywali jego dobroci. Bliscy współpracownicy żartują, że jego poczciwość jest wprost proporcjonalna do potężnej, choć dziś przygniecionej chorobą sylwetki. Podobno na palcach jednej ręki można policzyć sytuacje, w których kogoś źle potraktował. Nawet gdy musiał pogrozić palcem, robił to po ojcowsku. A chwilę później prosił na obiad. Potem jeszcze wielokrotnie modlił się za delikwenta. I robi to do dziś, pamiętając zwłaszcza tych, którzy sprzeniewierzyli się kapłańskiemu powołaniu. Marian Duś urodził się 25 czerwca 1938 r. w Róży k. Dębicy, w rodzinie rolniczej. Często wracał do podtarnowskiej wsi, zwłaszcza gdy żyła jego głęboko wierząca mama. Biskup lubi też muzykę klasyczną. Góry i muzyka zawsze pozwalały mu odpocząć od trudów kapłańskiego i biskupiego życia, dając wewnętrzny spokój. Nie od razu jednak wybrał takie życie. W latach 1952–1956 kształcił się w Technikum Mechanicznym w Dębicy. Potem przez rok pracował w Zakładach Gumowych w Dębicy. Ale uznał, że bardziej pociąga go filozofia, więc podjął studia w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku, które ukończył na KUL w 1963 r. Choć ciągnęło go do kapłaństwa, zanim zapukał do drzwi seminarium warszawskiego, przez rok pracował jeszcze w Puławskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłowego. W 1964 r. w progach WMSD witał go wicerektor ks. Eugeniusz Szlenk. Zaprowadził go od razu na drugi rok, do kleryka Jana Byrskiego. „Niech go ksiądz oprowadzi po seminarium” – poprosił. – Był z nami cztery lata. To był trudny rocznik, rozbity jeszcze przez obowiązkową służbę wojskową. Żartowaliśmy z Mariana: „Maniuś, i tak będziesz biskupem”. Był bowiem nieco starszy od nas i miał już za sobą studia. Został więc priorem [starostą – przyp. red.] na naszym roku – wspomina dawne lata ks. infułat Jan Byrski, który 11 czerwca koncelebrował Mszę św. z okazji jubileuszu sakry biskupiej swojego seminaryjnego kolegi. – Kardynał Wyszyński wyświęcił z naszego rocznika 21 diakonów seminarium. Do dziś żyje nas dziesięciu. Siedmiu zdołało przyjść na ten jubileusz. Mamy za co dziękować: to 50 lat wielkich darów Pana Boga. Choć trzeba Boga przeprosić także za grzechy – mówi ks. Marek Kiliszek, który także odprawiał Mszę św. za 50 lat kapłaństwa bp. Mariana Dusia i swojego. Gdy kard. Józef Glemp przekazywał ks. Dusiowi prośbę papieża Jana Pawła II o przyjęcie biskupstwa, dotychczasowy proboszcz w Pyrach, wykładowca katolickiej nauki społecznej w seminarium i dziekan dekanatu piaseczyńskiego, miał niecałe 18 lat kapłaństwa. Nominat miał stanąć obok zasłużonych dla Kościoła biskupów pomocniczych największej w Polsce diecezji: abp. Dąbrowskiego, biskupów: Modzelewskiego, Miziołka, Kraszewskiego i Romaniuka. Musiał przeżywać rozterki, bo pokochał duszpasterstwo i swoich parafian. Podczas ingresu do archikatedry św. Jana Chrzciciela, w uroczystość Objawienia Pańskiego 1986 r., kard. Glemp mówił o świetle, które mędrców zaprowadziło do Betlejem: „I Ciebie, drogi biskupie Marianie, światło powołania prowadziło różnymi drogami aż do pełni kapłaństwa Chrystusowego – biskupstwa. Ów promień wiary otrzymany na chrzcie św. wiódł Cię do odkrycia blasku krzyża, w którym ma zatopić się każde działanie kapłańskie”. – Szybko zakomunikował nam, że na żadną taryfę ulgową z racji koleżeństwa liczyć nie możemy – śmieje się dziś ks. Jan Byrski. Ale dobrze pamięta, że ks. Marian, któremu z kolegami „przepowiedział” biskupstwo, był człowiekiem o gołębim sercu. Zwłaszcza wobec potrzebujących i kapłanów. – Biskup Marian ma taką naturalną łatwość dzielenia się z innymi. Bardzo troszczył się o chorych kapłanów. Wykorzystywali tę dobroć ludzie biedni, którzy przychodzili po pomoc. A on przez wiele miesięcy im pomagał, czasami ku zdziwieniu otoczenia – mówi ks. Grzegorz Kozicki, proboszcz parafii w Babicach, który 19 lat pracował z nim w kurii warszawskiej. – Dziś biskup sam wymaga stałej opieki. Ale w chorobie ma wiele pokory i cierpliwości. Nie słyszałem, by kiedykolwiek miał pretensje, że Bóg każe mu dźwigać na starość zbyt ciężki krzyż.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL