Nowy numer 42/2019 Archiwum

7700 kilometrów modlitwy

Miłosława Koszałka mówi o nietypowej pieszej pielgrzymce od grobu św. Stanisława Papczyńskiego do Rzymu i Santiago de Compostela.

Agata Ślusarczyk: Pamięta Pani moment, kiedy po raz pierwszy pojawiła się myśl, żeby wyruszyć w drogę?

Miłosława Koszałka: Od dawna czułam potrzebę wyjścia na pustynię, pragnienie, by totalnie powierzyć się Bogu i zdać się na działanie Ducha Świętego. Najbliższą formą była dla mnie samotna wędrówka.

Z jakimi założeniami wyruszyła Pani na szlak?

Chciałam być klasycznym pielgrzymem, który wychodzi z progu własnego domu – w moim przypadku było to sanktuarium św. Stanisława Papczyńskiego w Górze Kalwarii – zostawia wszystko i idzie.

Nie bała się Pani samotnej drogi?

Zanim podjęłam decyzję, było wiele wątpliwości i obaw. Nie znałam języków obcych, nie miałam doświadczeń z podróżowaniem, nie jestem dobra w biwakowaniu, ostatecznie nie wiedziałam, jak sobie poradzę. Miałam świadomość, że będę musiała zmierzyć się z wieloma trudnościami. Wiedziałam jednak, że jeśli będzie to droga z Bogiem, On mi pomoże. Gdy wyruszyłam z domu, towarzyszył mi fragment psalmu 121: „Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia”.

Miała Pani pewność, że to Bóg, tak jak kiedyś Abrahama, wzywa Panią do opuszczenia rodzinnego domu?

Było wiele różnych wydarzeń, które odczytałam jako Boże znaki. Na przykład kiedy czytałam słowo Boże, mocno przemawiał do mnie fragment z Księgi Ozeasza: „Chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca”. W podjęciu decyzji pomogły mi także życiorysy świętych: św. Stanisława Papczyńskiego, który dwukrotnie pielgrzymował pieszo do Rzymu, oraz św. Ignacego z Loyoli. Czułam, że chcę tak jak oni wyruszyć w poszukiwaniu siebie i Boga.

Samotna wędrówka zajęła Pani ponad rok. Jak spakować się w jeden plecak na cztery pory roku?

Czytałam wiele poradników, w tym survivalowe. Szukałam w nich prostych i optymalnych rozwiązań. W 15-kilogramowy plecak spakowałam dwie pary butów, trzy koszulki, bluzkę z długim rękawem, ciepły polar, wiatrówkę, płaszcz przeciwdeszczowy i trzy pary spodni. Jedną zostawiłam na drodze już po pierwszym tygodniu.

Miała Pani przy sobie telefon i pieniądze?

W komórce miałam wgrane mapy i Pismo Święte. Pieniędzy z założenia nie brałam. Czasami na szlaku dostawałam jakiś grosz od ludzi, pieniądze na drogę dali mi także znajomi.

Gdzie spędziła Pani pierwszą noc?

W rowie przy ulicy. Nikt nie przyjął mnie na nocleg. Było to dla mnie bardzo trudne doświadczenie, które szybko uświadomiło mi, że pielgrzymowi nic się nie należy, a wszystko, co dostaję, mam z Bożej łaski. Nigdy potem nie miałam oczekiwań, wędrując od parafii do parafii, pokornie prosiłam o dach nad głową. Często nocowałam u rodzin.

Gospodarze przyjmowali Panią „na wiarę”?

Miałam ze sobą paszport pielgrzyma, list polecający od kustosza sanktuarium św. Stanisława Papczyńskiego, z którego wyruszyłam, oraz list od biskupa miejsca Michała Janochy, przetłumaczony na kilka języków. To uwiarygodniało moją podróż.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL