Nowy numer 34/2019 Archiwum

Zakon to nie sanatorium

O siostrach z gitarami i siekierami opowiada Małgorzata Terlikowska, autorka książki „Dzięki Bogu jestem zakonnicą!”.

Joanna Jureczko-Wilk: Aktywna mama pięciorga dzieci, żyjąca w warszawskim pędzie, wchodzi do klasztorów i rozmawia o życiu. Zderzenie światów…

Małgorzata Terlikowska: Czasami, gdy w domu było za dużo hałasu i biegania, mówiłam do męża, że trzeba było iść do zakonu, tam mielibyśmy święty spokój i nikt by od nas niczego nie chciał. Teraz wiem, jak bardzo się myliłam. Rozmawiając z siostrami zakonnymi, zdziwiłam się, jak wiele nas łączy. Jako kobiety przeżywamy podobne emocje, odczucia, przezwyciężamy kryzysy, staramy się o wierność i czystość – ja w małżeństwie, one zgodnie ze złożonymi ślubami, dbamy o swoje wspólnoty, przedkładamy dobro wspólne nad własne. Natomiast zazdroszczę im czasu wyznaczonego na codzienną adorację, kontemplację, podczas których ładują duchowe akumulatory.

Siostry rzadko uchylają przed świeckimi drzwi do swojego świata.

To się zmienia, bo formacja młodych sióstr nastawiona jest już na większą otwartość wobec świeckich, współpracę, na nawiązanie relacji. Zwróciły mi na to uwagę s. Maksymilla Pliszka, przełożona generalna służebniczek dębickich i przewodnicząca Konsulty Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych w Polsce, oraz s. Mirona Turzyńska, przełożona prowincjalna franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej. Ta ostatnia wraz z siostrami dwa lata temu pomagała poszkodowanym po przejściu nawałnicy w Orliku na Pomorzu. Franciszkanki zakasały rękawy i usuwały połamane drzewa, ale też pomagały tym, którzy stracili nieraz cały dorobek życia. Opowiadała mi s. Mirona, że opiekowały się starszym mężczyzną, z którego domu ocalał tylko pokoik, w którym leżała jego chora żona. Stracili dach nad głową, on myślał o samobójstwie. Siostry pomogły mu przetrwać najtrudniejszy czas, przywrócić nadzieję.

Dominikanki nagrały „pingwinowy” film, kapucynki weszły na siłownię i w ten sposób zebrały fundusze na wielkie działa, które prowadzą. Nie pasują do wizji eterycznej zakonnicy, z odciskami na kolanach, prawie sunącej nad ziemią.

Współczesny świat potrzebuje świadków, chociaż w niektórych zakonach nadal pokutuje przekonanie, że dobro nie potrzebuje rozgłosu. Siostry zdecydowały się na większą obecność w przestrzeni medialnej, bo dzięki niej można wiele zdziałać, chociażby zebrać pieniądze na dom dla niepełnosprawnych chłopaków. Ta otwartość jest też odpowiedzią na bardzo negatywne historie, które zaczęły dominować w medialnym przekazie o życiu zakonnym. Krzywdzące stereotypy mogą zniechęcać kandydatki do zakonów. Dlatego warto pokazywać, jak naprawdę wygląda życie za klauzurą, że siostry są kobietami spełnionymi, odważnymi, rozwijającymi swoje pasje… Wystarczy spojrzeć na albertynkę śpiewającą więźniom piosenki Dżemu; na dyrektorkę domu samotnej matki, która potrafi przez całą noc tulić płaczące dziecko, na misjonarkę Chrystusa Króla, która w wieku 50 lat porzuciła ukochaną katechezę i pojechała do Chicago objąć opieką duchową kobiety po aborcji.

Klaryskę z zakonu kontemplacyjnego zapytałaś, czy nie nudzi się, spędzając każdy dzień tak samo, w tym samym miejscu.

Siostra Iwona Szwajca ze skaryszewskiego klasztoru jest uroczą, tryskającą humorem osobą, żyjącą za kratą od prawie 25 lat. Widać, że w tym świecie, gdzie wszystko ma swoją porę i jest przewidywalne, czuje się szczęśliwa. I chociaż siostry nie śledzą telewizyjnych wiadomości, wiedzą o wszystkim, co dzieje się na świecie. Kiedy zdarza się katastrofa albo coś niepokojącego, od razu dostają prośby o modlitwę w tych intencjach. Omadlają trudności w rodzinach, małżeństwa zagrożone rozwodem, kłopoty z wychowaniem dzieci, młodzież pogrążającą się w nałogach, brak pracy… Znają wszystkie nasze problemy. Osobom, które pukają do furty klasztoru kontemplacyjnego z nadzieją, że znajdą w nim spokój i ucieczkę od świata, s. Iwona od razu mówi, że to nie jest sanatorium i odpoczynku nie będzie.

Która z tych 13 zakonnych historii najbardziej Cię zaskoczyła?

Zachwyciło mnie wiele, ale najbardziej zadziwiająca była s. Maria Loyola, niepokalanka, która przyjechała do Polski w latach 90. jako baptystka z misją „wyciągania ludzi z Kościoła katolickiego”. Przez rodziców była wychowywana w przekonaniu, że katolicy to zło. Jej droga nawrócenia i powołania do zakonu maryjnego, do którego wstąpiła w wieku 47 lat, była fascynująca. Jak pokazują historie moich rozmówczyń, Bóg każdego powołuje inaczej i ma swoje sposoby, żeby być w tym skutecznym.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL