Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Skazani na… nawrócenie

Grypsujący twardziele po kilkudziesięciu kilometrach miękną. – Przed tobą otworzy się kiedyś brama więzienia, a ja na tym wózku spędzę dożywocie – mówi im Irek z Legionowa, któremu skazańcy pomagają dotrzeć na Jasną Górę.

Mówi, że złamał chyba wszystkie paragrafy Kodeksu karnego. Jednak dziś Piotr jest kierowcą w Belgii, a jego życie pokazuje, że cuda się zdarzają. Siedem lat starał się, by pójść na pielgrzymkę z niepełnosprawnymi.

Pielgrzymka wolności

Dla części skazanych pierwsza pielgrzymka to odskocznia od monotonnego więziennego życia. Piotr zdał sobie sprawę, że po 15-letnim wyroku coś zmieni albo wróci za kraty. W więzieniu na Rakowieckiej trafił na Marka Łagodzińskiego, założyciela fundacji „Sławek”, zajmującej się początkowo jedynie pomocą więźniom, a dziś wszystkim wykluczonym. To on zabrał go na pielgrzymkę z niepełnosprawnymi. Był 2007 rok.

− Po raz pierwszy od wielu lat przystąpiłem wtedy do spowiedzi. Opiekowałem się Zdzisiem z porażeniem mózgowym. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem – mówi.

Na pielgrzymce osób niepełnosprawnych nie tylko doświadczył Bożej łaski, ale dotknął ludzkiego cierpienia. Takiego, którego w swoim przestępczym życiu on też był sprawcą. W więzieniu skończył szkołę, napisał maturę, nauczył się introligatorstwa. Na drugą pielgrzymkę wybrał się wtedy, gdy kończył się jego wyrok. – W połowie drogi musiałem wrócić na jedną noc za kraty. Załatwiłem formalności, przespałem się i na Jasną Górę wchodziłem już jako człowiek wolny – mówi.

Na kolanach powinien iść

Więźniowie mogą starać się o pierwsze przepustki po odsiedzeniu jednej czwartej wyroku. Przy recydywie bywa trudniej. Ten czas powinni spędzić z rodziną, bo to najlepsza resocjalizacja. Ale niektórzy wybierają się na pielgrzymkę z niepełnosprawnymi. I nie żałują. W tym roku jeden z więźniów będzie szedł z kościoła św. Józefa na Kole razem z żoną i dzieckiem.

Na pytanie, jak udało mu się przekonać służby więzienne, by wypuściły skazanych na pielgrzymkę, M. Łagodziński odpowiada: − To już sprawa ks. Jana Sikorskiego. To był pomysł Pana Boga, który w tym samym czasie podsunął go naczelnemu kapelanowi więziennictwa i mnie – mówi prezes Fundacji „Sławek”. Zanim wraz z żoną założył fundację, sam zmagał się z chorobą alkoholową. Nie pije od 31 lat.

− Moja świętej pamięci mama Anna mówiła, że na kolanach powinienem iść za to do Częstochowy. Byłem – trzy razy z „17”, potem z paulińską, a pod koniec lat 90. trzykrotnie z Suwałk do Wilna – mówi. Twierdzi, że to Jan Paweł II, z którym spotkał się na audiencji w 1988 roku, wymodlił mu i pomógł zmienić życie.

Dzięki mityngom AA na Rakowieckiej zetknął się z problemami więźniów. Kilka lat później, z żoną i dziećmi, dzięki którym każdego dnia zwycięża z uzależnieniem, założył fundację, która pomaga stanąć na nogi tym, którzy wyszli z więzienia. Nazwali ją imieniem mężczyzny, który po 18-letnim wyroku dzięki Markowi stał się innym człowiekiem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL