Nowy numer 42/2019 Archiwum

Człowiek dwóch powołań

Koledzy z teatralnych scen mówili pod nosem: „Ten to sobie życie ułożył. Cały czas na scenie, w dekoracji jak do najpiękniejszych oper i w dodatku wśród tłumów, które muszą go słuchać...”.

Księdza Kazimierza Orzechowskiego po prostu nie sposób nie słuchać. 18 lat grał na scenie – od krakowskiej Bagateli, po deski warszawskiego Teatru Polskiego. Urodzony w Gdańsku, 10 lat przed wybuchem wojny, lubił wszystkie swoje role: pazia u boku Niny Andrycz w „Marii Stuart”, księcia Floryzela z „Opowieści zimowej” Szekspira... Gdy od Iwona Galla zaraził się teatrem, miał zaledwie 16 lat. U Iwona uczyli się również Maciej Maciejewski, Renata Kossobudzka, Bronisław Pawlik. To było zaraz po wojnie. Dyplom Kazimierz Orzechowski zrobił w Łodzi, u Kazimierza Dejmka.

Był już dojrzałym aktorem, gdy poczuł, że Bóg chce, by grał także na innej scenie. To było 21 czerwca 1959 r., w kościele wizytek na Krakowskim Przedmieściu. Zobaczył, że ksiądz z ambony, opowiadając o św. Alojzym Gonzadze, wycelował wzrok w niego. W jednej chwili pomyślał: „Odejdę ze sceny. Pójdę za Chrystusem, jak w Ewangelii”. I poszedł, ku pożytkowi nie tylko wielu setek polskich aktorów. W tej samej świątyni tłumnie przyszli go pożegnać 8 sierpnia, a potem odprowadzili na cmentarz w Skolimowie, gdzie przez 25 lat był kapelanem Domu Aktora Weterana Scen Polskich, a później jego rezydentem. Jego pokój, przesiąknięty wonią egzotycznych olejków, ozdabiało zdjęcie ulubionej artystki – Edith Piaf. Przez wiele lat pielgrzymował do Ziemi Świętej. Za każdym razem zatrzymywał się w starym Domu Polskim przy Via Dolorosa w Jerozolimie i z namaszczeniem przemierzał ostatnią drogę Chrystusa.

Duszpasterzem aktorów uczynił go kard. Stefan Wyszyński, który zdecydował także, że jego powołanie jest na tyle silne i pewne, że może ukończyć seminarium, najpierw w Gnieźnie, a potem w Warszawie. Jego mama, która złożyła ślub, że jej syn będzie kapłanem, już chyba nie wierzyła. A stał się cud. Wzruszona stała w 1968 r. w Krakowie na Mszy św. prymicyjnej obok aktorów i kard. Karola Wojtyły. W kapłaństwie przeżył 51 lat. Po święceniach koledzy żartowali, że dobrze sobie życie urządził: cały czas „na scenie”, wśród tłumów, w przepięknej „dekoracji”. Ksiądz Orzechowski dla aktorów został po prostu „Kazikiem” i nie zerwał kontaktu z pierwszą pasją. Grał m.in. w „Człowieku z marmuru” i „Pannach z Wilka”. Występował w telenoweli „W labiryncie”. Ksiądz ze „Złotopolskich” był sobą: księdzem-rozjemcą, ciepłym i dobrym człowiekiem. Mówił, że spowiednik nie powinien się mądrzyć; niech zaznacza, że też jest grzesznikiem. Co więcej, wyznawał, że nie umie się modlić. Udawało mu się to tylko wtedy, gdy cierpiał. A to zdarzało się coraz częściej.

Zmarł 4 sierpnia w wieku 90 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL