Marina przyjechała do Polski szukać lepszego życia. Nie tak sobie je wyobrażała, ale wrócić na Białoruś nie zamierzała. Przez kilkanaście lat marzyła o pracy, domu i rodzinie. Praca była, ale dorywcza. Dachu nad głową nie miała, więc jak myśleć o ślubie? W wietnamskim barze przy Dworcu Zachodnim poznała Bogdana. Bezdomnego bez perspektyw. Z problemem alkoholowym i groszami, które zarabiał na wskazywaniu wolnych miejsc i „pilnowaniu” samochodów na parkingu. Zamieszkali w namiocie w pobliżu dworca. Musiał im służyć za dom także w zimie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








