Nowy numer 42/2019 Archiwum

Anioł w mundurze

– Dzień dobry, czy wszyscy żyją...? – to pierwsze słowa, jakimi Alfred Paplak wita w pustostanach, ziemiankach czy zaroślach swoich podopiecznych. Dla niektórych jest dowodem na istnienie... Matki Bożej.

Marina przyjechała do Polski szukać lepszego życia. Nie tak sobie je wyobrażała, ale wrócić na Białoruś nie zamierzała. Przez kilkanaście lat marzyła o pracy, domu i rodzinie. Praca była, ale dorywcza. Dachu nad głową nie miała, więc jak myśleć o ślubie? W wietnamskim barze przy Dworcu Zachodnim poznała Bogdana. Bezdomnego bez perspektyw. Z problemem alkoholowym i groszami, które zarabiał na wskazywaniu wolnych miejsc i „pilnowaniu” samochodów na parkingu. Zamieszkali w namiocie w pobliżu dworca. Musiał im służyć za dom także w zimie.

To do takich osób na Woli i Bemowie dociera od kilkunastu lat st. insp. Paplak. Zna każdy właz, garaż i altankę śmietnikową. Czasem udaje mu się po kilku latach namawiania skłonić kogoś z podopiecznych do noclegów w schronisku. Choć bywa, że nawet odmrożenia i przypadki śmierci z zimna nie są w stanie przekonać bezdomnych do porzucenia dramatycznego stylu życia. – Nie mogę jednak tych ludzi zostawić na pastwę losu – mówi A. Paplak, który robi znacznie więcej, niż wymaga od niego funkcja miejskiego strażnika.

Swoich podopiecznych zna jak najbliższych. Po kilku latach tułaczki Marina i Bogdan Sawicki trafili do opuszczonych garaży żandarmerii przy ul. Obozowej. Tam poznali „strażnika bezdomnych”. – I to był dowód na to, że Matka Boska nad nami czuwała – wspominają. – To było na początku 2015 roku. Od razu zobaczyłem, jak byli w siebie wpatrzeni. Kiedy przywoziłem im paczki z jedzeniem lub ubraniami, on zawsze pamiętał o niej, a ona o nim. Nie nadużywali alkoholu, ona w ogóle nie piła. Pomyślałem, że razem mają szansę wyjść z bezdomności. Zacząłem im podpowiadać, żeby pomyśleli o wspólnej przyszłości – mówi A. Paplak.

W grudniu 2017 r. w Teatrze Kamienica, podczas spotkania przy opłatku dla bezdomnych, zapytali go, czy nie mógłby zostać świadkiem na ich ślubie. Zgodził się bez wahania. 30 grudnia stawił się w Pruszkowie w galowym umundurowaniu. Wesele dla kilku osób zorganizowali w pustostanie niedaleko Centrum Handlowego „Arkadia”. Tylko jedno z pomieszczeń miało drzwi. I tam zostali. Strażnik nie zostawił ich samych. Dostarczał ubrania, załatwiał wizyty lekarskie i pomagał w sprawach urzędowych. Razem z zupą i lekarstwami przywoził ludzi, którzy zajmowali się pomocą bezdomnym. 1,5 roku namawiał, by złożyli wniosek do urzędu o przydział lokalu socjalnego. Nic dziwnego, że starszy inspektor był nominowany do Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody”, przyznawanej współczesnym bohaterom za poczucie odpowiedzialności, ochronę i opiekę nad podwładnymi, kolegami, otoczeniem oraz wiarę w przewagę dobrych cech ludzkich nad złymi. – Był dla nas jak starszy brat – wspomina M. Sawicka.

Gdy dawna garbarnia przy ul. Burakowskiej miała zostać zburzona, A. Paplak wybłagał, by mogli pozostać w niej jeszcze jedną zimę. Wiosną komisja przyznająca dzielnicowe lokale socjalne zakwalifikowała małżeństwo bezdomnych do przydziału mieszkania. Gdy Bogdan pod koniec czerwca poszedł do urzędu zapytać, który mają numer w kolejce oczekujących na lokal, usłyszał, że dzielnica ma niewielkie mieszkanko – pokój z kuchnią – które musi zaczekać na remont. Oczy zrobiły mu się wielkie jak bombki. – Bierzemy takie, jakie jest. Sami przeprowadzimy remont – zadeklarował. Marina Sawicka myje właśnie lustro w pokoju nowego mieszkania. Nad nim wisi święty obrazek z Matką Bożą. Brakuje im wszystkiego, ale jednocześnie wszystko mają. Sprzęty, szafy, meble kuchenne dla kogoś, kto kilkanaście lat tułał się po pustostanach, ma drugorzędne znaczenie. Za regał i stół służą na razie pomalowane na biało skrzynki po jabłkach, ale nie pada im na głowę, jest ciepło i bezpiecznie. Ktoś podarował lodówkę, ktoś inny kuchenkę mikrofalową. – Pomalujemy, powiesimy żyrandole, zamontujemy brodzik. Powoli to wszystko zrobimy. Ważne, że mamy już gdzie mieszkać. Już zapomnieliśmy, co znaczy nosić klucze od domu. A najważniejsze, że na swojej drodze spotkaliśmy Fredzia Paplaka. Kto by pomyślał, że strażnik miejski będzie naszym aniołem stróżem? Aniołem, który odmieni nasze życie – wzrusza się M. Sawicka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL