Nowy numer 46/2019 Archiwum

To miejsce potrzebuje nas

Władza wielokrotnie próbowała przepędzić zakonników z Zakroczymskiej. A oni z uporem powracali.

Cała historia naszej obecności na Nowym Mieście przeplatana jest wygnaniami i powrotami – zaczyna opowieść o. Marek Sykuła, franciszkanin.

Wypędzenia i powroty

Dzieje franciszkanów w stolicy zaczynają się od… muzycznej pasji.

Król Władysław IV, by zatrzymać na swoim dworze kapelmistrza i spowiednika o. Wincentego Scapita de Valentia, w uznaniu jego zasług zezwolił na powstanie franciszkańskiego klasztoru. W 1646 r. przy Trakcie Zakroczymskim powstał niewielki drewniany kościół pod wezwaniem św. Franciszka Serafickiego. W stolicy rezydował ówczesna elita franciszkańskiego zakonu – kaznodzieje, królewscy spowiednicy, kapelmistrzowie. – Podczas potopu szwedzkiego, kiedy miasto było okupowane przez protestantów, jeden z mieszczan zwany „kapelusznikiem”, chcąc nas przepędzić, podpalił świątynię – wyjaśnia franciszkanin.

Po raz drugi zakonników z Zakroczymskiej chciała przepędzić natura. W 1708 r. miasto zdziesiątkowała zaraza. W klasztorze został tylko jeden zakonnik. – Nasza obecność na Nowym Mieści znów zawisła na włosku – mówi o. M. Sykuła. Trzecią próbę wypędzenia franciszkanów podjęli pruscy zaborcy. Ostatecznie udał się to carowi, który po powstaniu styczniowym zmusił zakonników do opuszczenia Warszawy na 50 lat.

Opuszczony kościół został przeznaczony na świątynię garnizonową dla katolików służących w armii carskiej, a następnie sprzedany na świeckie cele. Dopiero w 1919 r. na zaproszenie abp. Aleksandra Kakowskiego franciszkanie powrócili do stolicy.

Msza św. na zgliszczach

Czas międzywojnia to niełatwy proces odzyskiwania zakonnego mienia i powrotu do otwartego duszpasterstwa. Reaktywowany został Trzeci Zakon Franciszkański, męski chór „Lutnia” i Bractwo św. Antoniego. Z ogromnym zapałem przystąpiono też do rewitalizacji kościoła – zainwestowano w elektryczne ogrzewanie, duże organy i rzeźbione konfesjonały. – Zakroczymska stała się na nowo centrum duchowym stolicy – mówi franciszkanin.

W czasie Powstania Warszawskiego kościół i klasztor były miejscem schronienia dla setek uchodźców. Zakonnicy czynnie angażowali się w pomoc duchową i materialną cywilom i powstańcom. Prowadzili kuchnię polową i punkt opatrunkowy. Niemieccy okupanci znów chccieli przesiedlić franciszkanów – ta część miasta miała być przeznaczona na getto. Ostatecznie jego granice kończą się na linii kościoła, a o dawnych dziejach świadczy m.in. stalowy ślad na ulicy i chodniku, przylegających do muru kościoła.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama