Nowy numer 28/2020 Archiwum

Cierpiała za kapłanów. Będzie sługą Bożą?

Nosiła stygmaty jak o. Pio, żywiła się Komunią św. jak Marta Robin, z polecenia Jezusa pisała dziennik jak s. Faustyna i niczym Mała Tereska obiecała zesłać po śmierci na ziemię płatki kwiatów – wyproszonych łask.

Nawracała naczelników

„Naczelnik skopał mnie butami”. „Bił głową o ścianę”. „Zdechniesz tutaj, nie zobaczysz już ojczyzny” – słyszała w obozie. W swoich obozowych dziennikach s. Wanda, jak zawsze powściągliwa w słowach i oszczędna w opisach, przyznaje, że często Matka Boża i Jezus ratowali ją przed gwałtem i innymi niebezpieczeństwami. Także przed pokusą odebrania sobie życia i złączenia się już na zawsze z Najukochańszym. Więźniarkę polityczną oprawcy straszyli rewolwerem, poddawali elektrowstrząsom, zamykali w zimnym karcerze ze szczurami, oskarżali o przygotowywanie spisku (pomagała schorowanym więźniom, modliła się z nimi, rozdawała różańce z chleba).

Jednego naczelnika ruszyło sumienie – przyszedł do celi, przeprosił. Potem wyrzucili go z pracy i partii, bo twierdził, że Bóg naprawdę istnieje. Kolejny przyniósł do celi cukierki, prosił o modlitwę za siebie i rodzinę. Po odsunięciu od pracy z więźniami trzeciego naczelnika, którego s. Wanda nawróciła, przyszedł nakaz, żeby żaden do celi Boniszewskiej nie wchodził sam. Do Polski s. Boniszewska wróciła po odwilży październikowej, w 1956 r., kiedy uznano, że została bezpodstawnie skazana. Swoje więzienne dzienniki zakończyła: „Na tym mniej więcej mój »czyściec« się kończy. Zaczął się inny, może bardziej dotkliwy, bo od najbliższych”.

Taka zwyczajna

Zakonnicą chciała być od dziecka. Rozważała wstąpienie do benedyktynek albo bernardynek, aż wreszcie poszła śladem rodzonej siostry Urszuli i wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. – Jako siostry bezhabitowe pozostajemy raczej w ukryciu. I tak ukryte było mistyczne życie Wandy. Jej misja wpisała się w nasz charyzmat modlitwy za kapłanów i pomocy im w dziele ewangelizacji – mówi s. Alicja. – Ona niczym się nie wyróżniała, żyła w prostocie. Używała form modlitwy, które są w zgromadzeniu, obchodziła pierwsze piątki, przestrzegała godzin rozmyślań, a oprócz tego prowadziła kursy maszynopisania, katechizowała, opiekowała się pielgrzymami przybywającymi na Jasną Górę. – Tylko przełożone generalne i spowiednicy wiedzieli o mistycznych przeżyciach Wandy. Inne siostry widziały, że coś się wokół niej dzieje, ale nie zawsze to rozumiały. To rodziło napięcia – dodaje s. Aleksandra.

Bywało, że zakonnice, zniecierpliwione kolejnymi chorobami Wandy, opuszczaniem zajęć we wspólnocie, wypominały jej nadwrażliwość, wykręcanie się od codziennych obowiązków, nazywały histeryczką i dziwaczką. Bo jak traktować ją poważnie, gdy przez kilka tygodni leżała w łóżku słaba i nagle oświadczyła, że idzie z Pryciun na pielgrzymkę do Ostrej Bramy! – I za pozwoleniem przełożonej pojechała. Na furmance, bo nie była w stanie iść – tłumaczy s. Alicja – O  pielgrzymkę w intencji zagrożonych piekłem kilku dusz kapłanów poprosiła ją osobiście Matka Boża. Kiedy ledwo żywa Wanda dotarła do Wilna, Maryja powiedziała, że dusze zostały uratowane.

„Twoje życie będzie na krzyżu, czuwaj, byś z niego nie schodziła” – prosił Zbawiciel. Nie zeszła. Była orędownikiem księży i zakonów przez całe 96-letnie życie. I jeszcze dłużej. – Wielu księży, członków zakonów przeżywających trudności, kleryków, osób rozeznających powołanie prosi o modlitwę za wstawiennictwem s. Wandy. Piszą też parafianie w intencji swoich kapłanów – mówi s. Alicja. – Niedawno napisała do nas matka, której syn chciał odejść ze stanu kapłańskiego. Po kilku miesiącach nadeszło podziękowanie za otrzymaną łaskę. •

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama