Nowy numer 44/2020 Archiwum

Jak odzyskać młodzież?

– Albo będziemy mieli dobrą katechezę, albo Polska nie będzie katolicka – mówi ks. dr hab. Paweł Mąkosa z KUL. Polska jest najszybciej laicyzującym się państwem świata, a Warszawa jednym z niechlubnych liderów statystyk.

Młodzież i Kościół: ku odnowie relacji – to jeden z tematów spotkania kard. Kazimierza Nycza i biskupów archidiecezji warszawskiej z proboszczami podczas dorocznego dnia formacyjnego, który odbył się 29 lutego w Dobrym Miejscu na Bielanach. Wykład poświęcony szansom współczesnej katechezy wygłosił ks. dr Paweł Mąkosa z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przedstawił on liczby świadczące o dramatycznym spadku uczestnictwa młodzieży w szkolnej katechezie i Mszy św. oraz akceptacji norm moralności chrześcijańskiej.

– W Warszawie realnie w Eucharystii uczestniczy 8–10 proc. młodych. Systematycznie rośnie liczba tych, którzy deklarują, że nigdy nie uczestniczą w Mszy św. Wskazania moralne przyjmuje jedynie 7 proc., odrzuca je jednoznacznie aż 72 proc. z nich. Od 2013 r. około 30 proc. uczniów szkół średnich zrezygnowało z katechezy, w Warszawie – nawet 44 procent. W 1747 polskich szkołach nie ma już lekcji religii, bo nie było chętnych – mówił ks. Mąkosa, dodając, że polska młodzież odchodzi od wiary najszybciej spośród rówieśników z 46 rozwiniętych krajów. Wśród przyczyn katechetyk wymienił m.in. brak przekazu religijnego w rodzinie, materializm i panseksualizm oraz błędy ludzi Kościoła. – Ale błędem jest przede wszystkim to, że nie potrafimy dotrzeć do młodych ludzi. Katecheza używa języka, którego nikt nie rozumie, odpowiada na pytania, których sobie nikt nie stawia, i porusza problemy, którymi nikt nie żyje – mówił, przywołując słowa biskupów Ameryki Łacińskiej.

Bez Narzekania

Według specjalistów od 2013 r. w warszawskiej katechezie ubyło ok. 44 proc. uczniów. Dlaczego? Bo jest nieobowiązkowa, podobnie jak etyka. Uczniowie, których rodzice się zgodzą, by nie chodzili na religię, mają po prostu wolną godzinę. Kuszące? Bardzo. Lenistwo jest, według deklaracji, podstawową motywacją rezygnującej młodzieży. Zapytani chętnie wypisaliby się także z matematyki i polskiego, ale tego im nie wolno. 37 proc. uczniów dodaje do tego, że katecheza jest prowadzona w nudny sposób. W panelu dyskusyjnym wystąpiło trzech warszawskich duszpasterzy, którzy podzielili się swoimi doświadczeniami. Ksiądz Marcin Jurak MIC podkreślał, że 8 lat proboszczowania w parafii MB Królowej Polski na Marymoncie nauczyło go doceniać każdy przejaw zaangażowania wiernych. – Wystarczy wyrazić radość z ich obecności, przyjścia do kancelarii, by nawiązać osobistą relację. Najważniejsza jest postawa Chrystusowej służby i szukanie w ludziach dobra, a nie zła. Narzekanie jest językiem diabła – mówi ks. Marcin Jurak. Ksiądz Damian Wyżkiewicz CM, katecheta od 2012 r., wyróżniony w konkursie „Nauczyciel Roku”, podkreślał konieczność profesjonalizacji pracy. – Bywa, że nawet rodzice z Domowego Kościoła wypisują dzieci z religii z powodu niskiego poziomu nauczania. Ale żeby dobrze prowadzić katechezę, trzeba mieć dużo czasu na przygotowanie – mówi, dodając, że powrót katechezy do salki parafialnej nie ocali wiary młodzieży.

Potrzeba nam więcej Szustaków?

W dyskusji zabrał głos jeden z warszawskich proboszczów, który pokazał, że może być jednak inaczej. – W mojej parafii dyrektor szkoły poprosił o ograniczenie liczby lekcji religii z powodu ciasnoty w szkole. Zaproponowaliśmy wówczas, by druga lekcja odbywała się w parafii. Pomysł chwycił: do kościoła przychodzą nawet ci, którzy tego dnia nie byli w szkole z powodu choroby. Do bierzmowania przygotowujemy niemal tylu uczniów, ilu mamy w ósmych klasach – zaznaczył, dodając że nie uda się złapać wspólnego języka z młodzieżą, jeśli katecheci nie będą umieli być aktywni w internecie i mediach społecznościowych. Ksiądz Mąkosa podkreślił, że dobre wychowanie religijne młodych ludzi wymagałoby przeprowadzenia ich przez wszystkie etapy formacji chrześcijańskiej: preewangelizację, ewangelizację, mistagogię (wtajemniczenie) i katechezę. Przyznał, że o ile szkolne lekcje mogą pełnić tylko funkcję preewangelizacji, kolejne etapy są możliwe jedynie w ramach katechezy przyparafialnej. – Jeśli chcemy znaleźć wspólny język z młodzieżą, pierwszą kwestią musi być zmiana naszej mentalności: musi nam na tym zależeć, musimy być gotowi poświęcić czas i pieniądze. Nie pociągniemy młodych ludzi posępną i smutną wizją chrześcijaństwa. Inaczej będzie tak jak w Szwajcarii, gdzie zdarzało mi się odprawiać w barokowym kościele Mszę św. odpustową dla 13 osób, z których najmłodsza miała 75 lat – mówił ks. Paweł Mąkosa, postulując wprowadzenie katechezy przeżyciowej, która pozwoli na doświadczenie bliskości Boga i sprawi, że młodzi zapragną być w Kościele.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama