GN 42/2020 Archiwum

Ostatnia homilia ks. Piotra

Niezwykły paradoks: ksiądz, który gromadził podczas każdych rekolekcji tłumy spragnione jego anegdot, przypowieści i prawdziwych historii, odszedł, nie niepokojąc nikogo, po cichu, w nocy. Tak, że nawet księża domownicy byli zaskoczeni. Przecież jeszcze wczoraj jadł z nimi kolację. W kościele Nawiedzenia NMP w Warszawie na Nowym Mieście, gdzie mieszkał od blisko 20 lat, pożegna go kard. Kazimierz Nycz, ale to ks. Piotr opowie ostatnią swoją homilię.

Kapłan, na którego Msze św. o 15.00 do kościoła św. Anny zjeżdżała młodzież z całej Warszawy, w ostatnią swoją drogę wyruszy niemal samotnie, bo nie będzie nikogo oprócz najbliższych. Uroczystości pogrzebowe zgromadzą za to przed ekranami komputerów na transmitowanej w internecie Mszy św. tysiące jego duchowych córek i synów. Wysłuchają ostatniej nauki i może im tylko płakać będzie łatwiej.

Choć on sam uśmiechnąłby się pewnie do nich dobrotliwie i starał się opowiedzieć raczej coś do śmiechu. W końcu mówił o niebie, w kontekście ofiar katastrofy smoleńskiej: „To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni żyją, a my umieramy”. Urodził się 10 kwietnia 1960 r. w Warszawie. Był doktorem teologii pastoralnej, ale przede wszystkim cenionym rekolekcjonistą, autorem książek i audiobooków o tematyce religijnej. Jego nauczanie było obrazowe, szczere, trafiające w czułe punkty. Zapadało w pamięć i serca tysięcy młodych ludzi. „Być świętym to postawić na Pana Boga. Na Jego program, chociaż on się niekiedy wydaje absurdalny i szalony. Zaufać, że On zawsze mnie przyjmie z powrotem i nigdy nie powie: »No to klops, tak narozrabiałeś, że ja już nie wiem, co zrobić«. On zawsze ma dla nas pomysł, drogę wyjścia, oderwania się od zła” – odpowiadał na pytanie Szymona Babuchowskiego w wywiadzie udzielonym półtora roku temu „Gościowi Niedzielnemu”.

„Miał dar. Był siewcą, a jego ziarno przynosiło owoc więcej niż tysiąckrotny. Pokorny, a jednak doskonale wiedzący, kim jest i po co jest. Potrafił opowiadać nam o Bogu tylko prawdę, bez zbędnego patosu i maniery. Był doskonale przygotowany do swojego powołania i wykorzystywał ten dar skwapliwie i sumiennie. Karmił tysiące” – napisał ktoś we wspomnieniu pod wiadomością o jego śmierci. W latach 80. założył zespół Kontrast, wykonujący muzykę chrześcijańską w stylu soft rock. Głosił homilie w kościele Świętego Krzyża w Warszawie podczas transmitowanej przez radio Mszy św. o 9.00. Współpracował z Radiem Plus Warszawa, gdzie prowadził audycję „Katechizm poręczny”, poświęconą przede wszystkim odpowiedziom na pytania słuchaczy o praktyczne aspekty wiary. Głosił kazania dla studentów w warszawskim kościele św. Anny. Był prefektem alumnów Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie i prowadził dla nich wykłady z homiletyki. Przez kilka był lat kapelanem kaplicy w Sejmie RP i duszpasterzem parlamentarzystów.

Przez wiele lat ks. Pawlukiewicz zmagał się z chorobą Parkinsona. Przyznał kiedyś, że o chorobie dowiedział się w 2007 r. Nie kłopotał nią nikogo, choć musiał ją głęboko, po chrześcijańsku przeżywać. „Pan Jezus dał nam wolność, sam wytyczył sobie linię – jak sędzia na murawie, przez którą nie może przejść. Patrzy, jak idziemy w złą stronę, ale nie zostawia nas samych. Wymyśla w naszym życiu niesamowite historie, żeby nas z tej drogi zawrócić” – mówił rozchwytywany rekolekcjonista. Wielu pomógł zawrócić, innym przetrwać najtrudniejszy czas. W grudniu 2019 r. kilka tysięcy internautów zgłosiło chęć podjęcia postu w intencji ks. Piotra Pawlukiewicza. Jego homilie i nauki rekolekcyjne publikowane na YouTubie notowały rekordowe liczby odsłon. – Jeden z księży mówił o niebie kazanie. Mówił przekonująco, chociaż przecież Pan Jezus mówił, że „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”. Ksiądz jednak znalazł odpowiednie słowa i przedstawił to niebo w bajecznych kolorach – opowiadał ks. Piotr w jednej z nauk. – Ludzie byli zachwyceni tym kazaniem, aż jedna pani westchnęła: „O, żeby to Bóg dał doczekać…” – zakończył, wzbudzając salwy śmiechu. Sam doczekał. I opowiada pewnie teraz te wszystkie historie, gromadząc wokół siebie starych i nowych znajomych. Oby tylko nie doprowadził ich do łez. Ze śmiechu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama