Nowy numer 27/2020 Archiwum

Sztuka prawdy

Zaczęli od jasełek, wystawianych w Zespole Społecznych Szkół Specjalnych „Dać szansę” w Warszawie. Ale gdy po trzech latach trafili ze spektaklem na deski Teatru Dramatycznego, nie chcieli już wracać do szkoły. Chcieli grać.

Justyna Sobczyk, reżyserka i założycielka Teatru 21, potencjał osób niepełnosprawnych dostrzegła podczas studiów z pedagogiki specjalnej w Toruniu. Prof. Andrzej Wojciechowski, który prowadził tam Fundację św. Brata Alberta, nauczył ją, by nie nazywać niepełnosprawnych podopiecznymi, ale artystami. By nie wpływać na ich przeżywanie sztuki, ale dać im tworzyć. By nie dawać im odgrywać tekstu, ale towarzyszyć im w jego powstawaniu. Po powrocie ze studiów z pedagogiki teatru w Berlinie wiedziała, że chce pracować z osobami z zespołem Downa i tworzyć z nimi teatr. Trafiła na Mokotów, do „Dać szansę”.

Nie interesowały jej diagnozy medyczne i zdolności aktorskie. Nie chciała pomagać niepełnosprawnym, ale czerpać z ich obecności. Nie traktowała też ich jak dzieci, którymi trzeba się opiekować czy rehabilitować. Chciała wolności, kreatywności i możliwości funkcjonowania, jakie daje teatr profesjonalny. Dlatego każdy aktor dostaje też za występ gażę.

Radość większa. Smutek też

Tak zrodził się Teatr 21 (zespół Downa zwany jest też trisomią 21) i sukcesy, których miarą były występy na deskach warszawskich teatrów: Powszechnego, Nowego, Baj, Soho oraz w Muzeum Polin i Instytucie Teatralnym, ale także na licznych festiwalach w kraju i za granicą. Grają trzy, cztery razy w miesiącu, czasem z profesjonalnymi aktorami. Z Biura Kultury stołecznego ratusza otrzymali trzyletni kontrakt na stworzenie społecznej instytucji kultury – Centrum Sztuki Włączającej, przy pl. Hallera. Tuż przed pandemią weszli do wnętrz. Od razu zrodziło się tysiąc pomysłów: tu stanie bar, tam szatnia, tu będzie biuro, a tu niewielka scena. Wreszcie będą mieli swój lokal, po 15 latach tułaczki. 17 aktorów i współpracownicy Teatru 21 mają nadzieję, że już jesienią będą mogli ruszyć z regularnymi próbami i spotkaniami. Na razie muszą wystarczyć próby online co środę i poniedziałkowe rozgrzewki przed monitorem. Artyści czasu nie marnują: wymyślają nowe formy dramatyczne, piszą wiersze, malują, projektują…

– Nie traktujemy sztuki jako formy terapii, ale jako przestrzeń twórczej pracy, która otwiera zarówno aktorów, jak i widzów na nowe doświadczenia. To odświeżające spotkanie. Uczestnicy widzą profesjonalny teatr – ze scenografią, kostiumami i muzyką, po raz pierwszy często spotykając w takiej liczbie aktorów z niepełnosprawnościami, którzy z tak dużą intensywnością, zaangażowaniem i charyzmą mówią o ważnych dla siebie sprawach. Skala ich radości jest znacznie szersza niż nasza, ale i smutek jest wyraźniejszy – podkreśla J. Sobczyk.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama