Nowy numer 39/2020 Archiwum

Pokochać cierpienie?

„Moje męczarnie miały głębokość morza, ale było w nich również sięgające nieba szczęście” – pisała węgierska mistyczka, która przez 42 lata była przykuta do łóżka, brała na siebie choroby innych i nosiła stygmaty.

Ta książka albo głęboko poruszy, albo oburzy. Nie pozostawi czytelnika obojętnym. „Miłość nie zna granic” to zapiski węgierskiej katoliczki Erzsebet Galgóczy (1905–1962), którą Jezus wybrał do misji wynagradzania za grzechy innych. Do misji cierpienia, znoszenia nieustannych i wielorakich chorób, które na 40 lat przykuły ją do łóżka, oraz do współuczestnictwa w męce i konaniu Jezusa na krzyżu. Cierpienie nie tylko przyjęła, ale i pokochała. „Nie ma na ziemi człowieka, z którym chciałabym się zamienić, nawet dzisiaj, gdy w moim ciele nie ma nic zdrowego. Jest mi bardzo dobrze” – pisała w pamiętnikach.

Ich lektura to trudna lekcja dla nas, żyjących w kulcie zdrowia i długiego, szczęśliwego życia, szukających u Boga uzdrowienia, pomocy w życiowych problemach i ulgi w niedogodnościach. Przyjąć chorobę, śmierć bliskich, brak pracy, krzywdy i zranienia, a nawet je ukochać? To nie było łatwe także dla Erzsebet, która chorowała i ulegała wypadkom od najmłodszych lat, a po świadomym ofiarowaniu swojego cierpienia Jezusowi, praktycznie z jednej choroby wchodziła w drugą. Jej pamiętniki pokazują proces, jaki dokonywał się w jej wnętrzu: od lęku przed cierpieniem, uciekaniem przed nim, buntu, aż po stopniowe rozumienie jego wartości w oczach Boga i chęć jak największego wynagradzania za grzechy. Nauczycielką na tej drodze była sama Matka Boża, która kazała siebie nazywać „Marysieńką”, codziennie odwiedzała Erzsebet, a w piątki opatrywała jej rany na rękach, stopach i głowie. „W tej zdumiewającej książce Erzsebet wyprowadza nas na teren wręcz przeklęty, w obszar ludzkiego cierpienia, gdzie wydaje się, że Bóg zbankrutował, by w samym środku osobistego piekła na ziemi ogłosić nam potęgę Zmartwychwstałego, zaświadczyć o tym, że miłość Boga pełnym blaskiem potrafi zajaśnieć w samym sercu ludzkiej kruchości. (…) Co Bóg chciał zakomunikować współczesnemu pokoleniu poprzez znak, jakim była historia tej kobiety, żyjącej w trudnych czasach, gdy Węgry zanurzone były najpierw w mroku wojen, a potem w chorej rzeczywistości ateistycznego komunizmu?” – pyta we wstępie do książki ks. prof. Robert Skrzypczak i powraca do odwiecznego zmagania się z kwestią cierpienia, zwłaszcza niezawinionego. Przypomina, że krzyż pojmowany jako kara, brak Bożego błogosławieństwa, w Jezusie zyskał wymiar chwalebny, bo właśnie przez cierpienie, umęczenie i śmierć przyszło nasze zbawienie. Ksiądz Skrzypczak przywołuje również postaci innych stygmatyków z odległej historii i tej całkowicie bliskiej, chociażby zmarłą w 2003 r. w podwarszawskich Chyliczkach s. Wandę Boniszewską ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Zauważa, że w minionym stuleciu Bóg powołał wielu do współcierpienia z Jego Synem. Obecnie na świecie 45 osób zostało obdarzonych noszeniem na swoim ciele śladów męki Pańskiej. Dla Czytelników mamy 3 egzemplarze książki, ufundowane przez wydawnictwo Fronda. O tym, jak je uzyskać, można przeczytać na warszawa.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama