Nowy numer 44/2020 Archiwum

Utkane sercem

To jedne z najpiękniejszych sukien i koron zdobiących maryjne wizerunki w stolicy. Delikatnie i dyskretnie otulają Matkę Bożą, jak wdzięczność tych, którzy od ponad 120 lat przed muranowskim obrazem otrzymują tak wiele.

Monika Skowrońska przed ołtarzem Matki Bożej Częstochowskiej w kościele na Nowolipkach przez lata wypłakiwała swój strach i ból. Historia heroicznego rodzicielstwa jej i męża Adama jest znana w parafii św. Augustyna.

– Maryja wie, co to cierpienie. Patrzyła na śmierć swojego Syna i jestem pewna, że towarzyszyła mi także przy śmierci mojego Wojtka. To był ekstremalnie trudny czas. Najpierw straciłam rodziców, a krótko potem zaczął odchodzić Wojtuś, który od urodzenia cierpiał na pęcherzowe oddzielanie się naskórka, genetyczną i nieuleczalną chorobę. Trzynaście lat przeżył w ciągłym bólu, w postępującej niepełnosprawności, a my cierpieliśmy z nim w totalnej bezsilności. W ostatnich tygodniach jego życia czuwałam przy nim w szpitalu i karmiłam piersią 5-miesięczną Liliankę. W domu było jeszcze dwoje dzieci. Wszystko oddawałam Matce Bożej i wołałam: „Pociesz mnie, bo po ludzku już nie daję rady!” – wspomina Monika. Choć od tych wydarzeń minęło pięć lat, nadal nie da się ich opowiedzieć bez chusteczki. Choroba genetyczna, na którą cierpiał najstarszy syn Moniki, mogła dotknąć także kolejne dzieci. Z drugiej strony bardzo chciała mieć większą rodzinę. Po cichu więc umawiała się z Maryją. Po sześciu latach od narodzin Wojtka przyszedł na świat Franek. Potem jeszcze Helena, Lilianna i Mikołaj. Wszyscy zdrowi. – A teraz lada dzień urodzę kolejnego syna. I wiem, że za tymi łaskami macierzyństwa stoi moja Matka w niebie – mówi Monika Skowrońska. I jak dodaje, ma za co dziękować. Kiedy więc 20 czerwca w kościele św. Augustyna kard. Kazimierz Nycz nałożył korony na obraz Matki Bożej Muranowskiej, na zakończenie uroczystości rodzina Skowrońskich, w imieniu wszystkich rodzin i parafian, zawierzyła całą parafię opiece Maryi.

Za wyjście z nałogu i uratowane małżeństwo

Ponad tysiąc osób przyniosło Matce Bożej dziękczynne wota, z których artystka Manuela Kornecka i warszawski jubiler Benedykt Wiśniewski stworzyli ażurowe, lśniące drogocennymi kamieniami korony i suknie. Koronacja miała się odbyć w marcu, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, ale wybuch epidemii pokrzyżował plany. – Matka Boża Muranowska wyprasza parafianom i nie tylko im wiele łask. Więc chcieli Jej podziękować, fundując korony podobne do tych, jakie nosiła przed wojną – mówi ks. prałat Walenty Królak, proboszcz parafii św. Augustyna na Nowolipkach. Wymienia podziękowania powtarzające się w świadectwach: „za ocalenie małżeństwa, za cud narodzin dziecka dla rzekomo bezpłodnych małżonków, za wyjście z nałogu, uzdrowienie z choroby nowotworowej, wymodloną żonę lub męża, za dorosłe dzieci, które powróciły do wiary…”. Przed muranowskim obrazem Ewelina Dmowska, matka dwóch synów, wymodliła wymarzoną córeczkę. – W naszej parafii powstało kilkanaście róż Różańca Rodziców modlących się za dzieci. Razem z mężem i dziećmi co wieczór klękamy wspólnie do Różańca. Lubię przy Maryi tak po prostu posiedzieć. Ona nas słucha, jest współczująca i pomaga nawet w codziennych, niepozornych sprawach – mówi Ewelina. O tym, jak zadziwiająca może być to pomoc, przekonała się aktorka Małgorzata Buczkowska, która uprosiła przed Matką Bożą Muranowską nawrócenie męża. – Zrezygnowałam ze spotkań Odnowy w Duchu Świętym, bo na tym tle w domu ciągle dochodziło do tarć. Mąż był raczej „niedzielnym katolikiem” i wspólnoty kojarzyły mu się z dewocją. Wtedy powiedziałam Matce Bożej, że może jakoś pokierowałaby mężem, a ja już pójdę za nim do wspólnoty, którą on wybierze. Na samą myśl o mężu we wspólnocie w duchu się uśmiechałam, bo to było absolutnie nieprawdopodobne. Później nadszedł trudny dla nas czas. Podczas rodzinnego spotkania od jednego z krewnych mąż dostał w prezencie opakowanie „Misericordiny”. Myślał, że to naprawdę jest lek na serce, bo wtedy miał problemy ze zdrowiem. Kiedy w domu go otworzył, z pudełka wypadł różaniec. Tydzień później wieczorem powiedział, że idzie do kolegów modlić się na różańcu. Jasne, że mu nie uwierzyłam. Aż kiedyś pojechałam z nim, żeby sprawdzić. I rzeczywiście zobaczyłam młodych facetów z różańcami. Potem mąż zainteresował się katechezami neokatechumenalnymi, które wtedy odbywały się w kościele św. Augustyna. Skoro obiecałam Matce Bożej, musiałam też z nim pójść. Na początku nic nie rozumiałam, to nie były moje klimaty, ja chciałam do Odnowy… Ale słowa dotrzymałam. Teraz, po pięciu latach w neokatechumenacie, widzę, jak moje jedno zdanie, marzenie wypowiedziane z głębi serca przed obliczem Matki, pomyślane tak nieśmiało, się spełniło – mówi Małgorzata Buczkowska. Maciej Krasuski przypomina, że u podstaw zarówno Żywego Różańca, jak i mocno rozwijającej się w parafii św. Augustyna Drogi Neokatechumenalnej leży natchnienie udzielone przez Maryję. – Kult Niepokalanej jako Tej, która prowadzi do Chrystusa, jest bardzo żywy w parafii św. Augustyna. Terytorialnie to nie jest moja parafia, ale właśnie w niej czuję się u siebie, otoczony duchową rodziną i gorliwymi kapłanami – przyznaje członek neokatechumenatu.

Maryjny Muranów

– Od lat to miejsce na Muranowie jest pod szczególną opieką Maryi – podkreśla ks. Walenty Królak. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w czasie wojny kościół położony na terenie żydowskiego getta zachował się w prawie nienaruszonym stanie, wznosząc się wysokimi wieżami nad gruzowiskiem zbombardowanego Muranowa? Po wojnie zaś, w 1959 roku, w trudnych dla katolików czasach socjalizmu, na złotej kuli na wieży kościoła miała ukazywać się Matka Boża. Zjawisko trwało kilkanaście dni, poruszając mieszkańców Warszawy i przyczyniając się do licznych nawróceń, także milicjantów i członków służb bezpieczeństwa, którzy przybywali na Muranów, żeby rozpędzać tłum modlący się przed „odbiciem świateł ulicznych w wieży kościoła” lub „fosforyzującą patyną na pokryciu dachu”. Ale świadkowie tamtych zdarzeń wiedzą, że to nie były przebłyski świateł ani patyna. Do dzisiaj proboszcz przechowuje w opasłym segregatorze setki świadectw osób, które na wieży widziały jasność, a w niej piękną Panią w koronie z dwunastu gwiazd. – I ja im wierzę. Ale lata komunizmu to nie był dobry czas na cuda i na dochodzenie ich autentyczności – zaznacza proboszcz, wyjaśniając, dlaczego władze kościelne nie zajęły wówczas stanowiska w sprawie tzw. cudu na Nowolipkach.

W „Małej Częstochowie”

Jak zaznaczył kard. Kazimierz Nycz, uroczystość nałożenia koron wskazuje na tożsamość miejsca na Muranowie, od lat związanego z Matką Kościoła. Przypomniał, że już fundatorzy świątyni św. Augustyna przeszło 120 lat temu wybrali ją jako miejsce kultu Maryi. Wtedy na zwieńczeniu lewej nawy budowli w 1902 roku zawisł obraz Matki Bożej Szkaplerznej. Dziewięć lat później obok niego umieszczono kopię jasnogórskiego wizerunku, do którego parafianie mieli wielkie nabożeństwo. W 1931 roku skradziono z niego srebrne korony i aksamitne suknie oraz kosztowne wota, którymi była przyozdobiona. Podczas II wojny światowej obraz zaginął. W jego miejsce w 1952 roku biskup piński Karol Niemira (proboszcz muranowskiej parafii w czasach, gdy skradziono korony) podarował parafii obecny wizerunek. – To jest w Warszawie, w tym kościele, taka wasza mała Częstochowa – podkreślał metropolita warszawski. – Przychodzicie przed ten obraz, jak mówił św. Jan Paweł II, przyłożyć swoje ucho do bijącego serca Matki Bożej i wsłuchać się w rytm serca Maryi – Matki Kościoła. Przychodzicie zobaczyć w Jej oczach Jezusa Chrystusa, do którego Ona nas prowadzi. I spełnić Jej jedyną prośbę wypowiedzianą w Kanie Galilejskiej: żebyśmy czynili to, czego pragnie Syn. Kardynał podkreślił, że zdarza nam się w życiu gubić Jezusa, a wtedy Maryja może pomóc nam Go odnaleźć. – Także w sytuacji pandemii, w jakiej dzisiaj znaleźli się ludzie na całym świecie, kiedy niektórzy stawiają pytania o wiarę, o obecność Boga w świecie i Jego miłosierdzie. Zbyt wielu daje wtedy proste, a czasami prostackie odpowiedzi: że Pan Bóg nas karze, że zawiesił miłosierdzie, bo nie wytrzymał ogromu naszych grzechów... Brzmi prawie jak herezja! Ale dla wielu ludzi są to pytania bardzo trudne, egzystencjalne, które mogą sprawić, że człowiek na jakiś czas zgubi Jezusa. Dlatego potrzebuje Maryi – przewodniczki na ten trudny czas – powiedział kardynał.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama