Nowy numer 39/2020 Archiwum

Samarytanie na peryferiach

Ławka przy metrze, plaża pod Mostem Świętokrzyskim czy pustostan przy CH „Arkadia”. Wspólnota Sant’Egidio dociera do „domów” 300 bezdomnych. Z ewangeliczną misją.

Niedzielne popołudnie. W podziemiach kościoła św. Teresy od Dzieciątka Jezus na Tamce praca wre. Członkowie wspólnoty Sant’Egidio przygotowują 300 paczek z suchym prowiantem, które – jak w każdą niedzielę – w ramach wyjazdów „na peryferia” rozwiozą bezdomnym. Magdalena Wolnik, odpowiedzialna za warszawską wspólnotę, dokładnie pamięta dzień, w którym po raz pierwszy pojechali „na peryferia”. Było to 10 kwietnia 2010 r. – w dzień katastrofy smoleńskiej. Do swojego „domu” zaprosiła ich wówczas bezdomna Gosia, uczestniczka organizowanych przez wspólnotę przy Dworcu Centralnym „kolacji na ulicy”.

– Długo szukaliśmy wskazanego miejsca. Okazało się, że „mieszkanie” to ciepłowniczy kanał – wspomina. Wolontariusze przyjeżdżali do niej raz w tygodniu, przywozili żywność, ubrania, rozmawiali o życiu, bezdomności... Odwiedzali ją także, kiedy z powodu choroby alkoholowej przebywała w szpitalu. Dzięki wsparciu wspólnoty wróciła do rodzinnego Wrocławia i zamieszkała w schronisku dla bezdomnych kobiet. – Wielu bezdomnych boryka się z samotnością i bezradnością wobec sytuacji, w jakiej się znaleźli. Obecność osób, które motywują, dają wsparcie, w wielu przypadkach ocala życie, bo okazuje się, że jest ktoś, komu na tobie zależy – mówi M. Wolnik. Tadeusz, po pożarze domu, wiele lat mieszkał w porozrywanym namiocie na Siekierkach. Właśnie tam spotkali go kilka miesięcy temu wolontariusze z Sant’Egidio. Szybko znaleźli wspólny język – Tadeusz pochodził z tego samego miasta, co Magda. Po pewnym czasie dał się namówić na zamieszkanie w schronisku dla osób chorych.

– Pomoc osobie doświadczającej bezdomności wymaga współpracy i zaangażowania wielu osób. Jesteśmy trochę jak miłosierny Samarytanin, który zatrzymuje się przy drodze, opatruje i zawozi rannego człowieka do gospody – mówi M. Wolnik. – Taką „gospodą” są np. schroniska dla osób bezdomnych, z którymi współpracujemy. Przed pandemią członkowie wspólnoty „na peryferiach” odwiedzali na stałe ok. 30 bezdomnych. Teraz jest ich 300. Wspólnota uruchomiła też specjalny telefon, pod którym osoby bezdomne mogą zgłosić swoje potrzeby, uzyskać informacje czy wsparcie.

– Nie mogliśmy zostawić naszych przyjaciół, poznanych podczas „kolacji na ulicy”, w potrzebie. Postanowiliśmy więc dotrzeć z pomocą do maksymalnej liczby miejsc, w których przebywają – mówi M. Wolnik. Razem z Asią, Michałem i Wiktorią jedziemy na Wolę. Do objechania mamy 6 lokalizacji. To m.in. przyczepa kempingowa na parkingu przy al. Prymasa Tysiąclecia. W bagażniku 12 paczek z żywnością. W pierwszej kolejności odwiedzamy „chłopaków z Arkadii”. Zaledwie kilkaset metrów od centrum handlowego, w pustostanie ukrytym w chaszczach, mieszka 5 mężczyzn – zrzucili się na kuchenkę gazową, dyktą zabili powybijane przez „małolatów” szyby, prąd podciągnęli z mieszczącej się po sąsiedzku budowy. Obok pustostanu buduje się apartamentowiec. – Za rok trzeba będzie się ewakuować, kupi się przyczepę i już – mówi bezdomny Tomek.

Szybko okazuje się, że „peryferia” to także lokatorzy spod Mostu Świętokrzyskiego, ławek przy placu Zbawiciela i metrze Świętokrzyska. – Następnym razem przyjedźcie wcześniej! – wita wolontariuszy Staszek, wychodząc z kempingowej przyczepy. Biała koszula, eleganckie spodnie. Na to spotkanie czekał cały dzień – członkowie wspólnoty Sant’Egidio są dla niego jak rodzina. Kilka lat temu, dzięki ich zaangażowaniu, na święta dostał „dom na kółkach”, który zaparkował na jednym z parkingów na Woli. – Mam telewizor, prąd, szafę z ubraniami, po wodę chodzę do pobliskiego warsztatu samochodowego. Wcześniej mieszkałem pod krzaczkiem numer pięć pod Pałacem Kultury i Nauki – mówi.

Michał jest adwokatem. Niedawno – za zgodą żony – dołączył do wyjeżdżającego „na peryferia” zespołu. – Mam samochód, więc pomyślałem, że mogę się przydać – mówi. Wielu bezdomnym oferuje także pomoc w rozwiązaniu problemów prawnych, uzyskania zasiłku czy emerytury. – Mam dwójkę małych dzieci i pracę zawodową. Wyjazd „na peryferia” daje mi pozytywnego kopa na cały tydzień. I poczucie, że razem, jako wspólnota, możemy rozwiązać wiele ludzkich problemów – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama