Nowy numer 48/2020 Archiwum

Z imieniem Jezus na ustach

Ksiądz Józef Naumowicz, patrolog, opowiada o tym, jak modlić się zawsze, nawet gdy nie ma na to czasu.

Tomasz Gołąb: Czy można nie pościć długie lata, nie wdziewać włosienicy, nie uciekać od świata, ale modlić się nieustannie?

ks. Józef Naumowicz: Jak najbardziej. Przecież w ciągu dnia istnieje wiele okazji, by skierować swoją myśl do Boga, powiedzieć akt strzelisty, odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego czy dziesiątkę Różańca. Do tego nie jest potrzebna ucieczka od świata ani od życia.

Gdy uczniowie prosili Jezusa, by nauczył ich modlić się, On przekazał im „Ojcze nasz”. Może więc tyle wystarczy, by osiągnąć życie wieczne?

To prawda, że Jezus nauczył krótkiej modlitwy „Ojcze nasz”, ona jest istotna i trzeba odmawiać ją codziennie. Ale polecił On także, by modlić się zawsze i nie ustawać. Dobrze więc, jeśli modlimy się regularnie rano i wieczorem, ale jeszcze lepiej, gdy czynimy to częściej. Temu służy też modlitwa Jezusowa, bardzo popularna na Wschodzie. Polega ona na powtarzaniu krótkiego wezwania „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”. Na jej odmawianie można poświęcić wydzielony czas w ciągu dnia, na przykład kwadrans, ale można do niej wracać często w ciągu dnia, niemal w każdej sytuacji. Ona wtedy bardzo zbliża do Jezusa, sprawia, że tworzy się z Nim więź, i nas prawdziwie przemienia.

Modlitwie Jezusowej poświęcił Ksiądz Profesor już drugą książkę. Więcej – mówi Ksiądz, że włożył w nią całe swoje serce. Dlaczego?

Bardzo lubię teksty zebrane w „Filokalii”, która jest najbardziej znaną antologią pism duchowych powstałych na przestrzeni wielu wieków na chrześcijańskim Wschodzie. Z tej obszernej antologii wybrałem, moim zdaniem, najcenniejsze fragmenty, przetłumaczyłem je z języka greckiego. Musiałem je także przemedytować, by ułożyć w nowym, oryginalnym układzie i przedstawić jako propozycję życia duchowego na dzisiaj. Obcowanie z tymi tekstami sprawiło, że jeszcze bardziej mnie one poruszyły i zafascynowały, i mam nadzieję, że poruszą również czytelnika. Utwierdziły mnie w tym, jak pożyteczna jest dobra lektura na temat modlitwy. Bo dobra książka przybliża do Boga, nie tylko prowadzi do modlitwy, ale właściwie nią się staje. Nadto, przy tworzeniu „Nowej Filokalii” towarzyszyła mi inna myśl: wielu chrześcijan szuka technik skupienia, uważności czy medytacji w obcych tradycjach Dalekiego Wschodu, nie znając własnego dziedzictwa. Ta książka uświadamia nam, że mamy własną, pełną, piękną i niezwykle cenną chrześcijańską tradycję modlitwy serca, angażującej całego człowieka, jego ciało, umysł, ducha i... całe serce.

Na czym polega modlitwa serca?

Jest ona swoistym fenomenem. Otóż modlitwa nie może się zatrzymać na tym, by powtarzać ją tylko ustami. Nie może też ograniczyć się do myślenia o Bogu, rozważania o Nim, ale musi prowadzić do więzi z Nim, do żywej relacji. Ma więc zstąpić z umysłu do serca, a więc stać się stanem miłości z Bogiem. Co więcej, ma ogarnąć całego człowieka, nie tylko jego wnętrze, ale także ciało. Bo cały człowiek się modli.

Dlaczego mądrość Ojców Kościoła, którzy często wybierali jako miejsce odosobnienia pustynię, miałaby się sprawdzać w dzisiejszych czasach? Gdzie znaleźć pustynię w dwumilionowym mieście, w zatłoczonym autobusie, wśród tysięcy reklam, które kuszą życiem pełnym wrażeń i raczej nie ciągną do tego, co w górze?

Wbrew pozorom, bogaty świat nie może nam w tym przeszkadzać. Przecież człowiek, który kogoś kocha, w ciągu dnia wraca myślami do kochanych osób. Taka miłość bardzo porządkuje nasze życie, pracę, relacje. Podobnie jest z modlitwą, bez której niemożliwe jest życie religijne. Gdy braknie modlitwy, zamiera wiara, wyziębia się relacja z Bogiem, nasze serce staje się niespokojne, jak mówił św. Augustyn. A trzeba pamiętać, że istotą chrześcijaństwa jest nie tylko uczciwe życie i spełnienie przykazań, ale żywa relacja z Bogiem, więź z Nim, przeżywanie Jego obecności. Stąd potrzebna jest modlitwa, która jest wyrazem tej miłości i która tę miłość rozwija. Ona pozwala kierować ku Bogu nie tylko nasze słowa, ale także myśli, pragnienia, pracę, wszystkie nasze czyny. Całe życie ma być przedłużeniem modlitwy, zarówno tej indywidualnej, codziennej, jak też wspólnotowej, której najdoskonalszym wyrazem jest Msza św. A temu pomaga modlitwa Jezusowa, która staje się także modlitwą serca, gdy Imię Jezusa jest nieustannie nie tylko w naszych ustach, ale także w naszych myślach i sercu.• tomasz.golab@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama