Nowy numer 48/2020 Archiwum

Młodszy brat świętego

To on zawiózł kard. Wojtyłę na konklawe w 1978 r., a wcześniej ostrzygł go i zapytał, czy zostanie papieżem. Po Janie Pawle II zostały mu… włosy, rower i wspomnienie wielkiej przyjaźni.

W Rzymie, gdzie zamieszkał w styczniu 1977 r., był kierowcą kard. Wojtyły. Woził więc krakowskiego kardynała na większe i mniejsze uroczystości: fordem escortem albo bardziej reprezentacyjnym beżowym audi 60.

Gdy po 33 dniach pontyfikatu zmarł Jan Paweł I, 3 października miał odebrać Karola Wojtyłę z rzymskiego lotniska. Nie poznał kardynała. – Jego zachowanie i wygląd były jakieś inne. Zapytałem, czy zostanie papieżem. Był poważny, zamyślony. Chyba przeczuwał, że będzie musiał wziąć na swoje barki odpowiedzialność za cały Kościół. „Duch Święty zdecyduje” – odpowiedział. Ale już podczas konklawe usłyszałem, że jeden z kardynałów wychodzących do ks. Dziwisza zapowiadał, że jeśli nie będzie głosów na kogoś z Włoch, będą optować za Karolem Wojtyłą – wspominał br. Marian w przeddzień rocznicy rozpoczęcia pamiętnego konklawe z 1978 r.

Z lotniska zawiózł kardynała do Kolegium Polskiego, gdzie ten długo modlił się w kaplicy. Zwykle, gdy ktoś wchodził, unosił głowę i dawał znak, że pozdrawia. Teraz było inaczej, cały czas klęczał i trzymał głowę w dłoniach. Wraz z księdzem Stanisławem Dziwiszem zawieźli więc walizki kardynała Wojtyły do małego pokoju nr 96 pod piętrem papieskim. Po powrocie ze Mszy św. usłyszał: – Marianku, a ostrzygłbyś mnie, żebym jakoś wyglądał na tym konklawe?

Brat Marian strzyc nauczył się w nowicjacie, więc chwycił za nożyczki. – Inny by się pochwalił, a ja tylko powiem, że na pierwszych zdjęciach po wyborze Jan Paweł II wystąpił w mojej stylizacji. Dopiero później zajęli się nim watykańscy krawcy i fryzjerzy… Ale wówczas coś mnie tknęło, żeby te włosy przechować. Po beatyfikacji siostry pomagały mi dzielić je i umieszczać w małych relikwiarzach, które trafiły na cały świat: od Chin po Chile.

Brat Marian śmieje się, że skoro relikwią jest wszystko, czego dotykał święty, to jest nią także jego nos, za który złapał któregoś dnia papież. Dziś te historie i zdjęcia, połączone z gawędziarskim talentem br. Mariana Markiewicza, wprawiają w zachwyt więźniów i młodzież z poprawczaków, osoby starsze i dzieci w szkołach. Podobnie jak biały rower, który przekazał mu Jan Paweł II. Miał służyć papieżowi do przejażdżek po Ogrodach Watykańskich. Jest zresztą sprawny do dziś.

W Watykanie zjawili się na 10 minut przed zamknięciem Bramy Spiżowej. Chwilę pożegnania kard. Wojtyły z br. Marianem zarejestrowała telewizja francuska.

– Ucałowałem pierścień. Przytulił mnie, jak zawsze, do swojej piersi. Po ojcowsku.

Takich zdjęć br. Marian ma najwięcej. Jak z rodzicami, których miał okazję przedstawić w Watykanie. – Ładnie żeście tego synka wychowali. Zawiózł człowieka na konklawe i zostawił – „wypominał” wówczas papież. O br. Marianie Markiewiczu najczęściej mówił: „winowajca”.

Różańcami, jakie otrzymał od papieża, mógłby obdzielić pół parafii katedralnej, w której służy do dziś. Przyjaźń z Ojcem Świętym trwała przecież do ostatnich jego dni. Świadczą o tym setki zdjęć, o których br. Marian chętnie opowiada. O tych przy XVII-wiecznym stole inkrustowanym kością słoniową z abp. Deskurem; o tych z Kolegium Polskiego, w którym przycinał żywopłoty z krzaków laurowych; z Matką Teresą, której również był kierowcą. Z pielgrzymek, w czasie których woził za papieżem mobilny szpitalik z zapasem krwi i leków; z posługi Janowi Pawłowi II przy ołtarzu; z grupami pielgrzymów, które sobie znanymi sposobami wprowadzał na papieskie audiencje, i z Domu Arcybiskupów Warszawskich, gdzie służąc kard. Józefowi Glempowi, miał okazję spotykać Jana Pawła II, ale też na przykład prezydenta Georga Busha seniora.

„Marian, pomódl się, tak blisko byłeś, to ciebie wysłucha” − słyszy często. – Papież zawsze mnie przyuważył i pogroził. Był mi jak starszy brat. Jakby św. Piotr miał problem, by mnie wpuścić do nieba, to będę patrzył tylko, gdzie stoi Ojciec Święty. Może wstawi się po góralsku, po swojemu: „A, św. Piotrze, wpuść go, znom go”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama