Nowy numer 3/2021 Archiwum

Ksiądz Wojtek z ulicy Żytniej

Wiele osób wspomina go jako świętego kapłana. Gdy było trzeba, spał w stolarni albo schowku na karmę dla kur. Oddałby wszystko dla potrzebujących. Są tacy, którzy mówią o nim: Warszawski Brat Albert.

Podniósłszy z ruin dawną kaplicę klasztoru, do którego pół wieku wcześniej wstąpiła św. siostra Faustyna, jako pierwszy proboszcz wolskiej parafii Miłosierdzia Bożego stworzył tu prawdziwe centrum miłosierdzia – napisał prezydent Andrzej Duda, nadając pośmiertnie ks. Wojciechowi Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. W pogrzebie ks. Wojciecha Czarnowskiego uczestniczyły tłumy jego przyjaciół. Zmarł ponad rok temu, 5 sierpnia. W rocznicę przy wejściu do kościoła ks. Krzysztof Stosur, obecny proboszcz, wraz z parafianami umieścili tablicę ze słowami ks. Wojciecha: „Tylko się martwiłem, czy dobrze odczytam znaki, jakie Pan Bóg stawia na mojej drodze. Czy czegoś nie sknocę... i zaczął się Kościół”.

Wstąpić do raju

Za życia ks. Wojciech Czarnowski tego medalu nigdy by nie przyjął. Robił dokładnie to, czego oczekiwał od swoich uczniów Jezus, ale pozostawał niesłychanie skromny. I takiego wielu go zapamiętało: jego dziurawe buty, schodzone na budowie domu dla bezdomnych, połataną sutannę i podartą kufajkę, koparkę, którą nauczył się obsługiwać… Pełnego energii tytana pracy, eksplodującego pomysłami, natchnionego, twórczego, charyzmatycznego i zawsze skromnego, ciepłego człowieka, który lubił powtarzać: „Zaufaj Duchowi Świętemu – wszystko będzie dobrze!”. Chyba tylko on mógł wejść do ruin kościoła, w którym modliła się św. s. Faustyna, i stworzyć w nim tętniącą życiem parafię.

– Po raz pierwszy spotkałam go, gdy miałam 8 lat. Religia z ks. Wojciechem robiła ogromne wrażenie i ukształtowała moją dorosłą wiarę. Do dziś mam poczucie, że spotkałam prawdziwego apostoła – mówi Katarzyna Krzeszowska. – Przez wiele lat całą rodziną żyliśmy i oddychaliśmy atmosferą, którą stworzył w parafii przy ul. Żytniej. Pamiętam, że w liceum mówiłam koleżance, że muszę wstąpić do raju. Ona pomyślała, że to jakaś kawiarnia, a poszłyśmy do kościoła. Może komuś wyda się to przesadą, ale tam czuliśmy się jak w niebie: docenieni, szanowani, kochani – dodaje.

Urodził się 25 kwietnia 1940 r. w Ciborach-Krupach, zmarł 5 sierpnia 2019 r. w Warszawie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1963 r. Pracował kolejno jako wikariusz w Lubochni, parafii św. Wawrzyńca w Kutnie, parafii Opatrzności Bożej w Warszawie-Wesołej (lata 1966–1968) oraz w duszpasterstwie akademickim przy kościele św. Anny w Warszawie.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama