Nowy numer 3/2021 Archiwum

Chryzantema musi być?

O skoku przez cmentarny płot i epidemii, która jest sprawdzianem naszej miłości, mówi ks. dr hab. Piotr Kieniewicz MIC, teolog moralista.

Joanna Jureczko-Wilk: Kiedy zobaczyłam tłumy pędzące 30 października po ciemku na Powązki, pomyślałam, że z katolickiej eschatologii niewiele rozumiemy.

Ks. Piotr Kieniewicz: Spoglądałem na to w szerszym kontekście obecnej sytuacji i towarzyszącego jej niepokoju. Epidemia, której istnienie jedni wciąż negują, a drudzy przeżywają w bolesny sposób, próby ratowania sytuacji ze strony rządu przez zamykanie kolejnych obszarów gospodarki, kryzys polityczny – wszystko to pokazuje pewien dramat, który można nazwać paniką. Działają w społeczeństwie potężne emocje, które odbierają zdolność logicznego myślenia i wzięcia odpowiedzialności za siebie i innych. I to uwidoczniło się 30 października, kiedy wiele osób z pośpiechem szło na cmentarz, żeby zdążyć z kwiatkami i zniczami. To zdarzenie odsłoniło też nasz egoizm: bo ważniejsze były moje poglądy, moje chcenie niż myślenie o dobru wspólnym, które w dobie epidemii wymaga przestrzegania obostrzeń i dbania o innych. A przecież w centrum modlitwy za zmarłych jest właśnie troska o bliźnich, pomoc tym, którzy sami sobie pomóc nie mogą. Smutne, że pomimo nieustannej katechezy Kościoła, ukierunkowanej na modlitwę za zmarłych, wynikającą z miłości do innych, w tym przypadku coś zawiodło. Górę wzięły rytuały i tradycja.

Co zawiodło?

Proszę zauważyć, że tłumaczenie wartości i świętości życia od poczęcia do naturalnej śmierci, całej logiki i obrony życia, było jednym z najczęściej i najszerzej podejmowanych tematów w nauczaniu Kościoła w ostatnich dziesięcioleciach. Ostatni Strajk Kobiet pokazał, że ta nauka przez wielu nie jest słuchana i nie jest przyjmowana. Na szczycie hierarchii zamiast Boga postawiono wolność i własne poglądy. Przy takim podejściu przyjęcie postawy ucznia, a więc kogoś poszukującego, chętnego do słuchania i poznania, jest niezwykle trudne.

Tak samo jest z nauczaniem o rzeczach ostatecznych. Słuchamy o Kościele pielgrzymującym – czyli o nas – który powinien być solidarny z Kościołem cierpiącym, to znaczy z cierpiącymi w czyśćcu. Słuchamy o tym, jak wielką pomocą jest dla zmarłych nasza modlitwa, ofiarowywane za nich Msze św., jałmużna, inne akty miłosierdzia…. Słuchamy, ale czy słyszymy, czy ten przekaz dociera do naszych serc?

„Przepraszam tato, zamknęli mi cmentarz” – napisał ktoś na banerze zawieszonym na bramie cmentarza 1 listopada. Jakby groby bliskich można było odwiedzić tylko raz w roku.

To jest napis uderzający wyłącznie w emocje, ale nijak ma się do chrześcijańskiej wizji pomocy zmarłym. Decyzja o zamknięciu cmentarzy, wywołująca u niektórych oburzenie i przez nich kontestowana, miała racjonalne uzasadnienie. Wiadomo, że w czasie epidemii należy unikać tłumów, tłoku w komunikacji miejskiej, masowego przemieszczania się po całym kraju, żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Głosy oburzenia były tym bardziej bezzasadne, że przecież nie zamknięto cmentarzy do wiosny, ale tylko na trzy dni. Pojawili się i tacy, którzy przekornie chcieli przechytrzyć rząd i próbowali zakaz obejść. Nie było refleksji, o co w dniach Wszystkich Świętych i Zadusznym naprawdę chodzi. Nie było skupienia się na tym, że istotą pomocy zmarłym jest modlitwa, a nie świeczka i chryzantemy.

Niechlubnie zasłynął też ksiądz z podłódzkiego Ksawerowa, który na tych kilka dni zamienił miejscową nekropolię w „park cmentarny” i otworzył jej bramy.

Oczywiście ta postawa jest żenująca. Ksiądz starał się przechytrzyć system, nie rozumiejąc powagi sytuacji, nie zważając na informacje o codziennych rekordach zakażeń, o braku wolnych łóżek i respiratorów w szpitalach, o lekarzach wyczerpanych pracą, braku pracowników w domach pomocy społecznej, do których wtargnął wirus. Mamy sytuację naprawdę dramatyczną. Możemy ją poprawić, tylko stawiając dobro innych, narodu, państwa ponad własną wygodę i interes. To wymaga zdyscyplinowania i myślenia o dobru człowieka. Kiedy miłość własna nie jest wzorem do miłości innych, staje się demonem.

Może właśnie nagle opustoszałe cmentarze, przedłużenie uzyskania odpustu zupełnego za zmarłych na cały listopad coś zmieni w naszym myśleniu?

Przypuszczam, że wielu oburzonych decyzją o zamknięciu cmentarzy 1 i 2 listopada w kolejnych dniach już na nie nie pójdzie. Bo zakłócony został ich coroczny rytuał: umycie pomnika, zapalenie zniczy, postawienie kwiatów, spotkanie przy grobie z krewnymi. Proszę zauważyć, jak mało jest w tym cmentarnym rytuale wspólnej modlitwy, odmawiania Różańca…

W tym roku sporo mówi się o przedłużonym czasie uzyskania odpustu za zmarłych, którego jednym z warunków jest nawiedzenie cmentarza. Pamiętajmy jednak, że odpust możemy uzyskiwać każdego dnia w roku pod zwykłymi warunkami: nie mając przywiązania do grzechu, nawet lekkiego, będąc w stanie łaski uświęcającej, przyjmując Komunię św., odmawiając pobożnie modlitwy w intencjach Ojca Świętego. Okazją do uzyskania odpustu mogą być adoracja Najświętszego Sakramentu, lektura Pisma Świętego przez pół godziny, pobożnie odprawione nabożeństwo Drogi Krzyżowej czy odmówienie części Różańca. I taki odpust możemy ofiarować za osobę zmarłą.

Myślę, że ten inaczej obchodzony w tym roku listopad skłania nas nie tylko do modlitwy za bliskich zmarłych, ale też do pamięci o tych, którzy z powodu epidemii zmarli w samotności w szpitalach, o tych, których choroba dopadła nagle, przez co nie zdążyli przygotować się na śmierć, którzy z powodu zakażenia koronawirusem mieli utrudniony dostęp do posługi sakramentalnej kapelana. Za nich powinniśmy się teraz gorąco modlić, chociażby za wstawiennictwem założyciela naszego zgromadzenia św. o. Stanisława Papczyńskiego, który za swojego życia towarzyszył żołnierzom na polach walk, udzielając umierającym Wiatyku. Ale także za wstawiennictwem św. s. Faustyny, apostołki Miłosierdzia Bożego.

Święty Stanisław Papczyński wielokrotnie miał wizję dusz czyśćcowych i tak go ona przeraziła, że do swoich braci wołał: „Błagam, módlcie się za zmarłych, bo straszne cierpią męczarnie!”. Odtąd jednym z charyzmatów zgromadzenia księży marianów jest modlitwa za zmarłych i umierających.

Ta modlitwa towarzyszy nam codziennie. W listopadzie ponadto odmawiamy za zmarłych nieszpory, pamiętając szczególnie o tych, którzy nie byli przygotowani na śmierć. Myśleliśmy, że tegoroczny listopad, w ramach obchodów jubileuszowych 350-lecia istnienia zgromadzenia księży marianów, będzie okazją do szerszej katechezy w tym względzie. Ale Pan Bóg miał inny plan i pokornie to przyjmujemy. W naszych domach zakonnych też walczymy z koronawirusem, kilku współbraci jest w szpitalach. Za zmarłych, oprócz modlitwy, ofiarujemy teraz naszą chorobę, cierpienie, słabość.

Dla wielu epidemia była pojęciem abstrakcyjnym do momentu, kiedy nie dotknęła ich bliskich, znajomych czy ich samych. Portale społecznościowe powoli zamieniają się w strony z nekrologami. Teraz bardziej doświadczamy kruchości życia i częściej myślimy o własnej śmierci.

I oby ta refleksja przełożyła się na nawrócenie. Ale obserwując doniesienia nie tylko z Polski, ale też z krajów Europy Zachodniej, widzimy, jak wielu ludzi reaguje na zagrożenia wręcz przeciwnie: ucieczką w szaleństwo. Zdawałoby się, że właśnie teraz w kraju w większości katolickim powinniśmy uderzyć się w piersi, chóralnie wznosić do Boga przebłagania, prośby… A co mamy? Dzieją się na dużą skalę dewastacje, profanacje, zakłócenia Mszy św., malowane są na murach bluźniercze napisy, protestujący dumnie niosą wypisane przez siebie wulgarne i pełne nienawiści hasła. Ta ofensywa bierze się z pewnego zatracenia się w złu, z którego spirali bardzo trudno wyjść. Każdy z nas jest grzesznikiem, ja również, ale uznanie grzechów ma prowadzić do żalu i nawrócenia, a nie do dumnego obnoszenia się z nimi na transparentach. Bez pokornego stanięcia przed Bożym miłosierdziem człowiek może się zatracić w złu do końca, odtrącając zaofiarowane mu zbawienie. Tym bardziej trzeba się modlić za tych, którzy epatują swoją nieprawością.• joanna.wilk@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama