Nowy numer 3/2021 Archiwum

Nie zabijaj nigdy i nikogo

Starotestamentalnego proroka przypominał nie tylko z wyglądu. Charyzmatycznie głosił to, czym żył: wierność Ewangelii i miłość do człowieka – każdego.

Poznałem go już jako blisko dziewięćdziesięcioletniego starca. Wysoki i wychudzony, z długą siwą brodą, orlim profilem i bladoniebieskimi oczyma bijącymi niezwykłym blaskiem (…). Ci, którzy słuchali jego homilii, wspominają, jak wspaniałym był kaznodzieją − mówi Jacek Moskwa, autor najnowszej, obszernej biografii ks. Ziei pt. „Niewygodny prorok”, która powstała na podstawie szerokich badań archiwalnych, świadectw współczesnych, a także rozmów z samym bohaterem. Książka pod koniec listopada br. ukazała się nakładem Wydawnictwa ZNAK.

19 października 2021 r. minie 30 lat od jego śmierci i pogrzebu w podwarszawskich Laskach. Ksiądz Zieja przeżył prawie cały XX w., z jego niepokojami, nieszczęściami, zmaganiami. W historycznych zawirowaniach nie brakowało mu też osobistej walki: o wiarę, kapłaństwo, wierność służbie Bogu i bliźnim, o siłę, która nie pozwalała zadowolić się tym, co przeciętne, wygodne, łatwe. W filmie biograficznym „Zieja”, w reżyserii Roberta Glińskiego, którego premiera odbyła się w lutym tego roku, jest scena, w której młody kapelan walk polsko-bolszewickich 1920 r. chodzi po pobojowisku usłanym ciałami poległych Polakówi i Rosjan, a potem na pogrzebie poległych wygłasza ostre kazanie o tym, żeby już nigdy nie brać karabinu do ręki. „Całkowicie się wtedy nawróciłem na przekonanie, że boskie przykazanie »nie zabijaj« znaczy: nigdy, nikogo i że udział w wojnie jest przeciwny woli Bożej” − wspominał w książkowej biografii ks. Zieja, chociaż po pogrzebowym kazaniu o mało nie został aresztowany za podważanie morale żołnierzy.

Często szedł pod prąd ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tego radykalizmu uczył się z Ewangelii, którą jako jedenastoletni chłopiec ze wsi Osse po raz pierwszy zobaczył w witrynie sklepowej, idąc na Mszę św. do warszawskiej katedry. Kupił ją, czytał, podkreślał ważne dla niego fragmenty, robił wypisy. „Ewangelię czytałem tak, że potem nie widziałem nic wyższego przed nią i do tej pory nie widzę” − wspominał w 1985 r. Ewangeliczną mądrością chciał żyć i według niej budować parafie na wzór pierwszych chrześcijańskich wspólnot, opisanych w Dziejach Apostolskich. Z zasady za kościelne posługi nie brał pieniędzy, podczas Mszy św. nie zbierał tacy, zamiast tego stawiał skarbonę na dobrowolne ofiary. Zachowywał franciszkańskie ubóstwo i całkowite oddanie na rzecz biednych, pomijanych, skrzywdzonych, żyjących na marginesie. Zniechęcony materializmem i biurokracją, która wkradła się do życia niektórych kapłanów, bardziej radykalnego ubóstwa szukał w zakonie kapucynów. Ale kiedy po sytym obiedzie w zakonnym refektarzu zobaczył lichą zupę przygotowaną dla ubogich, oburzony opuścił kapucyński nowicjat.

Dane mu było asystować przy pierwszych zakonnych ślubach św. s. Faustyny Kowalskiej, przyjmować konspiracyjną przysięgę Witolda Pileckiego, współpracować w Laskach ze sługą Bożą m. Elżbietą Różą Czacką i ks. Władysławem Korniłowiczem, na Polesiu zaś z założycielką urszulanek św. Urszulą Ledóchowską, a także prowadzić rekolekcje, w których uczestniczył bp Karol Wojtyła. Był niestrudzonym działaczem na rzecz wsi, w czasie wojny kapelanem AK i Szarych Szeregów, a potem jednym z pierwszych członków Komitetu Obrony Robotników. W wirze zmian i wydarzeń zawsze pozostawał sobą, ale swojej osoby nigdy nie eksponował. Starał się godzić, jednoczyć i wychodzić do każdego człowieka. Rozmawiał z ateistami, ludźmi innych wyznań i narodowości, pod jego wpływem na katolicyzm nawróciło się wielu żydów. Ale w rozmowach niczego nie narzucał, po prostu starał się dzielić z innymi tym, co miał najcenniejszego: Ewangelią.

Chociaż ks. Zieja był ważną postacią Kościoła nie tylko warszawskiego, a dla wielu stał się duchowym przewodnikiem, to w biografii wspomina się również o jego uporze i niekonsekwencji, które prowadziły do konfliktów, chociażby z kard. Stefanem Wyszyńskim. Był człowiekiem wielkiego zapału, wielu aktywności, wykraczających formatem poza obowiązki proboszcza małej parafii, o których marzył. Chciał „pracować u podstaw”, ale sięgał o wiele dalej, czasami aż gdzieś na obrzeża; uciekał od zamkniętych, elitarnych środowisk, jednak wyraźnie wpisał się w nurt środowisk opozycyjnych lat 70. i 80. ubiegłego wieku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama