Nowy numer 42/2021 Archiwum

Otrzeć łzy, zatrzymać ból

Była tak roztrzęsiona, że potrafiła wydusić zaledwie: „Ja tego nie przeżyję”. Umierał jej syn. Po trzech tygodniach po pogrzebie znowu zapukała do hospicjum. – Chciałam podziękować. Tych 10 dni było najszczęśliwszym okresem choroby. Wszystko dzięki wam – powiedziała.

Myśmy nigdy nie powiedzieli sobie tylu dobrych słów – wspomina Krystyna, której 40-letni syn przez ostatnie chwile życia był pacjentem Archidiecezjalnego Zespołu Domowej Opieki Paliatywnej.

Od 25 lat na Bielanach

W hospicjum wiedzą, jak zająć się terminalnie chorym, ale także tymi, których oni osierocają. Rodziny po pogrzebach dziękują: „Sami byśmy przez to nie przeszli”. – Gdy umiera ktoś bliski, choruje cała rodzina. Czasem nawet więcej pracy trzeba włożyć w oswajanie ich z nową sytuacją niż w opiekę nad umierającym. Fizyczny ból potrafimy stosunkowo łatwo uśmierzyć, ale jak sobie poradzić, gdy cała rodzina choruje ze strachu? Dużo rozmawiamy, dbamy, by nie czuli się sami, dajemy poczucie, że stoimy zawsze przy nich. Rodzina ma telefon do pielęgniarek czy lekarza. Nieważne, czy to sobota, święto czy środek nocy... – mówi Dorota Sadowska, wojewódzki konsultant ds. pielęgniarstwa i opieki paliatywnej oraz przełożona pielęgniarek w Archidiecezjalnym Zespole Domowej Opieki Paliatywnej.

Od 25 lat mieści się on w podziemiach kościoła św. Zygmunta na Bielanach. Ale chorzy i umierający już wcześniej otrzymywali tu pomoc w ramach Warszawskiego Hospicjum Społecznego. Jego dobrym duchem była Katarzyna Dembińska. W 1987 r. zebrała przy kościele przy pl. Konfederacji 55 grupę pierwszych wolontariuszy, którzy opiekowali się potrzebującymi. Obdarzona niezwykłą charyzmą 80-latka zaangażowała w pomoc wielu studentów i środowisko Klubu Inteligencji Katolickiej.

W 1989 r. na prośbę proboszcza ks. Kazimierza Kalinowskiego prymas Polski kard. Józef Glemp przeniósł z parafii w Zalesiu Górnym na Bielany ks. Władysława Dudę. Hospicjum szukało stałego kapelana, a kapłan już od dwóch lat odprawiał dla pracowników i podopiecznych placówki Msze św. –

Pomysł zaangażowania w działalność hospicyjną chodził za mną od seminarium. Podczas praktyk poznałem o. Placyda Galińskiego, dawnego opata tynieckiego, który podsunął mi do przeczytania artykuł o pierwszym hospicjum domowym w Pradze. Wiele o tym rozmawialiśmy, a ponieważ przed seminarium ukończyłem też studium pielęgniarskie, naturalnie zaangażowałem się w działalność powołanego przez Katarzynę Dembińską zespołu – wspomina. Żartuje, że jest „dyplomowaną pielęgniarką”, choć przecież marzył, by być historykiem sztuki. Święcenia kapłańskie przyjął w 1986 roku.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama