Nowy numer 20/2022 Archiwum

Gotowi? Start!

Spotykają się przed kościołem św. Aleksandra. Godzinę biegu kończy wspólne rozważanie Ewangelii przy kubku gorącej kawy.

Książęcą w dół, do pomnika Chwały Saperom nad Wisłę, kładką nad Czerniakowską do Łazienek, ścieżką na tyłach Sejmu z powrotem na pl. Trzech Krzyży. Za pierwszym razem może wydać się daleko, ale pogawędka z ks. Bartoszem Kuczmarskim skraca dystans. Czas biegnie zadziwiająco szybko. Ani się obejrzałem, a już piłem zimową herbatę w pobliskiej kawiarni, dyskutując o tym, czy Jezus odnalazłby się we współczesnej Warszawie. A raczej, czy my byśmy potrafili rozpoznać w nim Zbawiciela.

Radość biegacza

Na razie to kilka, w porywach do dziesięciu osób. Są tacy, którzy biegają w maratonach, i ci, którzy raczej wolą spacery po kampinoskich bezdrożach. Pomiędzy nimi ci, którzy w życiu nie przebiegli jeszcze siedmiu kilometrów, a miłe towarzystwo sprawiło, że niemożliwe stało się realne. Ksiądz Bartek Kuczmarski mówi, że to piękny obraz Kościoła, który nikogo nie chce zostawić z tyłu, samotnego. Nie można nikogo stracić z oczu. Cezary pracuje w pobliskim ministerstwie. Dla niego to żaden dystans. Właśnie szykuje się do kolejnej imprezy biegowej. Bez trudu razem z Jędrzejem robią dodatkowe kółka wokół nas. Annę, prawniczkę, cieszy wspólne wyjście. Dla niej tak powinna wyglądać wiosna Kościoła. Za mało w nim miejsc, gdzie ludzie znaliby się z imienia, gdzie łączyłyby ich pasje, gdzie widać byłoby, że Ewangelia jest Księgą Życia i daje radość. Chce wychodzić do ludzi i ceni w kapłanach otwartość. – To duszpasterstwo na nasze czasy, bo pozwala z anonimowego zgromadzenia stworzyć wspólnotę – mówi wprost. Zaczynają o 10.00, na tyłach kościoła św. Aleksandra. Ksiądz Bartek nie był pewien, czy jego pomysł chwyci. W końcu uprzedzano go, że śródmiejska parafia to wspólnota ludzi starszych, ewentualnie niezwiązanych emocjonalnie z prowadzonym tu duszpasterstwem singli, którzy w centrum Warszawy mieszkają krótko. W sobotę oprócz niego przyszły trzy osoby. Plus dziennikarz, który chciał na własne oczy zobaczyć, czy to działa.

W odległej galaktyce?

„Ale komu się będzie chciało zrywać w weekend na bieganie” – ostrzegali sceptycy, proponując zajęcie się bardziej tradycyjnymi formami ewangelizacji. – Pomyślałem, że można nie zaniedbywać tamtego, a spróbować także czegoś nowego – mówi ks. Bartłomiej Kuczmarski, który do parafii św. Aleksandra trafił we wrześniu. W poprzedniej parafii Opatrzności Bożej w Wilanowie też biegał, ale sam. Motywacja była prosta: zrzucić kilka kilogramów, które zyskał w czasie pandemii. Pochodzi z Żoliborza. Równie dobrze, jak o Jezusie czy teologii Josepha Ratzingera, można z nim pogadać o Star Wars, Tolkienie, C.S. Lewisie, współczesnym kinie i muzyce, od Góreckiego po Pink Floyd. Ci, którzy po raz pierwszy słuchają jego kazań, zwykle są zdumieni liczbą nawiązań do współczesnej popkultury. A później przekazują sobie linki do internetowych archiwów.

W dresie o Jezusie

Bieg kończy się w którejś z okolicznych kawiarni. Ksiądz Bartek czyta Ewangelię z dnia. O tym, że lekarza nie potrzebują zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Jezus siadał do stołu z celnikami, grzesznikami i pijakami. Cezary śmieje się, że dlatego ogłoszenie o inicjatywie wikariusza rozesłał po ministerialnym intranecie. Ciekawe, czy ktoś się odważy w kolejną sobotę. Każdy przy stole ma jednak świadomość, że to on jest tym wyróżnionym przez Jezusa. Nawet jeśli w tej chwili ma na sobie dres. W sobotni ranek na „Bieganiu z Dobrą Nowiną” w adidasach stawił się także Jędrzej, sześciokrotny ojciec. Tym razem sam, bo dzieci wymówiły się innymi zajęciami. Biega z ks. Bartkiem od września. Dla niego także forma połączenia treningu biegowego z rozwojem duchowym ma wyjątkowe znaczenie. Ksiądz Kuczmarski liczy, że znajdą się kolejni chętni. Może nawet powstałaby grupa dla seniorów, która podobną aktywność podejmie w wolniejszym tempie. – To dosłownie Kościół w drodze, zgodnie z tym, co mówi papież Franciszek. I to przeżywany w duchu synodalnym, wspólnotowym i dialogowym. Bo, jak mówi kard. Kazimierz Nycz, dziś coraz częściej przyjdzie nam przeprowadzać ewangelizację nie z pomocą sieci, ale wędki. A okazuje się, że osób, które biegają, wcale nie jest tak mało – mówi wikariusz parafii św. Aleksandra. Jakby na dowód, po drodze mijamy ks. Kazimierza Sowę, który biegnie w drugą stronę, mostkiem nad ulicą Górnośląską. Z tym, że on biegnie na razie sam.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama