Nowy numer 26/2022 Archiwum

Święta w cieniu wojny

Na terenie Ukrainy pracuje dziewięciu księży archidiecezji warszawskiej. Mimo ryzyka śmierci pozostali z parafianami i potrzebującymi.

Ksiądz Witalij Kashchuk urodził się w 1983 r. w Chmielnickim w środkowej Ukrainie. W 2001 r. został przyjęty do Archidiecezjalnego Seminarium Misyjnego „Redemptoris Mater” w Warszawie. Jeszcze w trakcie seminarium miał praktyki misyjne w różnych regionach Polski, Białorusi, Gruzji, Rosji, Kazachstanu i Włoch.

Ale chyba żadne nie mogły go przygotować na koszmar, w którym przychodzi mu teraz posługiwać. Święcenia przyjął 11 lat temu. Po siedmioletnim okresie pracy duszpasterskiej w Warszawie, od 2018 roku, posługuje jako wicerektor i prefekt studiów Międzynarodowego Seminarium Misyjnego „Redemptoris Mater” w Winnicy. Jest proboszczem tamtejszej parafii Ducha Świętego. Miasto położone na wschodnim Podolu, około 120 km od granicy z Mołdawią, nie ucierpiało tak jak przedmieścia Kijowa czy Mariupol. Ale od 24 lutego nikt nie czuje się w nim bezpiecznie. – Na początku marca wojska rosyjskie zaatakowały nasze lotnisko, wieżę telewizyjną i obiekty wojskowe – opowiada ks. Witalij Kashchuk. Od eksplozji wyleciały okna w okolicznych blokach. Na miasto co jakiś czas zrzucane są bomby i rakiety. Codziennie odzywają się alarmy przeciwlotnicze wzywające do schodzenia do schronu. – Świadkiem bombardowania lotniska był nasz parafianin, który pełni służbę w tamtejszej jednostce wojskowej. Widział nadlatujące rakiety. Później dało się zobaczyć już tylko ogromne kłęby czarnego dymu. Dzięki ogromnej pomocy ze strony Polaków byliśmy w stanie wesprzeć tych żołnierzy – opowiada ks. Witalij, który osobiście widział błysk i słyszał huk dwóch eksplozji podczas ataku na wieżę telewizyjną w Winnicy. Ksiądz Michał Brankiewicz, który posługuje w kościele św. Aleksandra w Kijowie, relacjonował na początku marca dla portalu Stacja7 trudności w dotarciu wiernych na Mszę św. Każdego dnia z tymi, którym udało się przybyć do kościoła, odmawiał Koronkę do Miłosierdzia Bożego, Różaniec, trwała też adoracja Najświętszego Sakramentu. Winnica, choć sama jest zagrożona atakami, aktywnie włączyła się w pomoc uchodźcom. Do tej pory dotarło do niej kilkadziesiąt tysięcy osób, szczególnie z Mariupola, Kijowa i innych wschodnich miast. Parafia Ducha Świętego ściśle współpracuje z lokalnym ośrodkiem Caritas. Codziennie pomaga grupa złożona z kilkudziesięciu wolontariuszy. – Nasze pomieszczenia parafialne służą jako magazyny rzeczy, które dostajemy z Polski, Włoch i ze Słowacji. Otrzymane dary przekazujemy potrzebującym, uchodźcom, żołnierzom Obrony Terytorialnej oraz ludności cywilnej. Dla osób chętnych organizujemy także szkolenia z zakresu pierwszej pomocy medycznej – informuje proboszcz. Podobnej pomocy udziela parafia Chrystusa Króla ks. Wiaczesława Bystryckiego w Chmielnickim. On sam bał się zwłaszcza wtedy, gdy nad miastem latały samoloty i rakiety wycelowane w odległą o 30 km bazę wojskową w Starokostiantyniwie. Od początku agresji Rosji w Chmielnickim gromadzili się uchodźcy ze wschodniej Ukrainy, czasem w kościele przebywało 40–50 osób naraz. Każdemu trzeba było pomóc, duchowo lub materialnie. Tak samo jest w Użhorodzie, blisko granicy ze Słowacją. Tam rektorem Eparchialnego Seminarium Misyjnego „Redemptoris Mater” jest ks. Francesco Andolfatto, Włoch, który święcenia kapłańskie przyjął w Warszawie w 2010 r. – Użhorod nie jest dotknięty działaniem wojsk rosyjskich, ale wielu ludzi i tak szuka u nas schronienia. Jako seminarium pomagamy osobom, które stoją w kolejce do przejścia granicznego. Rozdajemy gorącą herbatę, zupę, kanapki, wodę i dobre słowo. Od wybuchu wojny posługa duszpasterska trwa nieprzerwanie. Jest więcej adoracji, modlitw i katechez. Kościół żyje i działa, a my pozostajemy na miejscu naszego pasterzowania – mówił w marcu dziennikarzom Stacji7. Od wybuchu wojny w dolnym kościele parafii ŚwiętegoDucha w Winnicy odbywa się całodobowa adoracja. Wierni spotykają się na wspólnej Drodze Krzyżowej oraz biorą udział w rekolekcjach wielkopostnych. – Widzę, jak ta wojna przemienia serca naszych parafian. Są osoby, które intensywniej przygotowują się do sakramentów. Jednak największym zaskoczeniem jest dla mnie fakt, że osoby prawosławne same przychodzą i proszą o posługę – mówi ks. Kashchuk. Proboszcz widzi, że wielu mieszkańców żyje w stanie szoku i załamania. – Obserwuję, jak ci ludzie staczają wewnętrzną walkę z ogarniającą ich nienawiścią, apatią i poczuciem beznadziei. Nam, kapłanom, nie pozostaje nic innego, jak tylko przy nich być, głosić Chrystusa i dodawać odwagi – podkreśla.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama