Nowy numer 26/2022 Archiwum

Ona podaje dłoń

W warszawskiej wspólnocie Wojowników Maryi formuje się ponad 200 mężczyzn. W całej Polsce i za jej granicami ponad 7 tysięcy.

Historie wielu z nich nadają się na film z happy endem. Tak jak opowieść Krzysztofa Cieślara, który zanim stał się wojownikiem Maryi, przez 33 lata był… protestantem.

Łzy miłości

Jak mówi, jego przejście na katolicyzm zaczęło się przypadkiem od znalezionego w sieci nagrania ze świadectwem założyciela i opiekuna duchowego Wojowników Maryi ks. Dominika Chmielewskiego SDB, zatytułowanego „Od mistrza sztuk walki do kapłana”. – Zaciekawiło mnie to, gdyż sam także ćwiczę karate. Historia wydała mi się irracjonalna – wspomina początki swojego nawrócenia Krzysztof Cieślar. Podczas półtoragodzinnego świadectwa ks. Chmielewski opowiadał o pasji do karate, wschodnich medytacjach i spotkaniu z Maryją w Medjugorju, które całkowicie odmieniło jego życie. – Nie słyszałem nigdy o objawieniach Matki Bożej. Nie wiem, co się ze mną stało, ale kiedy usłyszałem o miłości Maryi, zacząłem płakać. Za wszelką cenę chciałem poznać tego księdza i przekonać się, czy mówi prawdę – wspomina Krzysztof Cieślar. Tydzień później przejechał ponad 400 km, by uczestniczyć w jednym z ogólnopolskich, otwartych spotkań Wojowników Maryi w Lądzie. – Zobaczyłem kościół wypełniony po brzegi modlącymi się mężczyznami. Postanowiłem z nimi modlić się na różańcu, choć nigdy tego nie robiłem. Z każdym „Zdrowaś, Maryjo” robiło mi się coraz cieplej na sercu. Przestraszyłem się, że mam zawał… – wspomina. – Kiedy ks. Dominik Chmielewski wziął gitarę i zaczął śpiewać „Cały jestem Twój, Maryjo”, zrozumiałem, że to Jej miłość rozlewa się w moim sercu. Rozpłakałem się. Chciałem, żeby to doświadczenie trwało całą wieczność – dodaje. Po powrocie do domu Krzysztof codziennie starał się modlić na różańcu. – O nic nie prosiłem. Po prostu się modliłem. Po tygodniu zauważyłem, że ustępują lęki, z którymi w tym czasie się zmagałem. Mogłem w końcu normalnie spać. Nawet nie wiedziałem, że można prosić Maryję o uwolnienie, Ona sama wyprosiła dla mnie tę łaskę – przyznaje. – Ponieważ jestem ratownikiem medycznym, wytłumaczyłem sobie to tak: każdy człowiek może sam pójść do lekarza, ale może także opowiedzieć o swojej chorobie specjaliście, który przedstawi ją we właściwych słowach lekarzowi. Tak też robi Maryja: doskonale przedstawia nasze prośby Jezusowi – dodaje. Po ośmiu miesiącach od spotkania w Lądzie Krzysztof „wrócił do źródła”, czyli przyjął wiarę katolicką i wziął sakramentalny ślub. Dziś wraz z żoną prowadzą sklep internetowy Ave Maria z własnoręcznie wykonanymi różańcami m.in. dla Wojowników Maryi.

Walczą różańcem

W założonej w 2015 r. przez salezjanina ks. Dominika Chmielewskiego wspólnocie obecnie formuje się ponad 7 tys. mężczyzn w Polsce i poza jej granicami. – To największa i najbardziej dynamicznie rozwijająca się wspólnota męska w Kościele – zauważa Andrzej Grabowski, koordynator Wspólnoty Wojowników Maryi, odpowiedzialny również za region warszawski. – Wojownicy Maryi spotykają się 70 miastach w Polsce, m.in. Łodzi, Poznaniu, Rzeszowie, Białymstoku, Krakowie i Warszawie. Nasze grupy obecne są także w 11 państwach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Austrii, Danii, Szwecji, Niemczech, Francji i USA. Kolejne powstaną w Afryce i Australii – dodaje. Od trzech lat mężczyżni formują się również w  Warszawie. – Zaczęliśmy od comiesięcznych zjazdów w Niepokalanowie, ale grupa szybko zaczęła się powiększać. Przenieśliśmy się więc do sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki Młodzieży na Siekierki, od lutego tego roku spotkania Wojowników odbywają się także w parafii św. Tomasza Apostoła na Ursynowie. Trzecia grupa jeszcze przed wakacjami ma powstać w parafii Bogurodzicy Maryi na Bemowie – wyjaśnia koordynator wspólnoty. – Aktualnie w Warszawie formuje się prawie 200 mężczyzn – dodaje. Spotkania odbywają się raz w miesiącu. Rozpoczynają się modlitwą Różańcową, następnie jest Eucharystia, konferencja tematyczna – w tym roku prezentująca męskie postacie biblijne, braterskie grupki dzielenia oraz agapa. Po dwóch latach formacji, podczas której mężczyźni pogłębiają swoją wiarę, poznają nauczanie Kościoła katolickiego, Pismo Święte oraz zdobywają wiedzę mariologiczną, zostają uroczyście pasowani na Wojowników Maryi. – Wiele osób pyta nas, dlaczego nazywamy się wojownikami. Wierzymy, że Bóg stworzył mężczyzn do walki. Na początku o nasze nawrócenie i naszą świętość, a następnie o świętość osób, które Bóg dał nam w opiekę: naszych żon, dzieci i członków rodzin. Codziennie w modlitwie różańcowej prosimy Boga, by ci, których nam dał, nie zginęli na wieki – mówi Andrzej Grabowski. W walce o zbawienie swoje i bliskich pomaga wojownikom przede wszystkim codzienna modlitwa różańcowa, częsta spowiedź i Komunia Święta, pokuta i wynagradzanie za grzechy oraz nieustanne pogłębianie wiary. Mężczyźni dbają nie tylko o rozwój duchowy, ale i fizyczny i rozwój relacji rodzinnych. – Raz na kwartał w spotkaniach Wojowników uczestniczą nasze rodziny. Rodzinę i przyjaciół zapraszamy także na organizowane przez nas publiczne wydarzenia. Swoje spotkania formacyjne chcą mieć także nasze żony – mówi koordynator warszawskiego regionu.

Z modlitwą na ulicy

Choć wojownicy spotykają się w kościele, coraz częściej widać ich także na ulicach Warszawy. Od 4 lat w każdą pierwszą sobotę miesiąca kilkuset mężczyzn wyrusza z archikatedry św. Jana Chrzciciela przez plac Zamkowy przed figurę Matki Bożej Passawskiej. Znak rozpoznawczy: czarna bluza z ryngrafem Matki Bożej i skrzyżowanymi za nim dwoma mieczami, w dłoni różaniec. – Realizujemy prośbę Matki Bożej, która prosiła w Fatimie, by w pierwsze soboty miesiąca wynagradzać Jej Niepokalanemu Sercu obelgi i bluźnierstwa popełniane przeciwko Matce Bożej – mówi. – W pierwszą sobotę kwietnia w modlitwę wynagradzającą włączyło się także kilkadziesiąt parafii w Ukrainie i Rosji, które tego dnia łączyły się z nami duchowo – dodaje. Z kolei z katedry św. Floriana Męczennika i św. Michała Archanioła w kierunku pl. Zamkowego co dwa miesiące wyruszają Męskie Procesje Pokutne, podczas których uczestnicy modlą się za Polskę i pokutują m.in. za grzechy przeciwko życiu. Z kolei w Wielkim Poście ulicami Starego Miasta przechodzi współorganizowana z innymi męskimi wspólnotami Męska Droga Krzyżowa, w której uczestniczyło w tym roku 4 tys. osób. Wojownicy Maryi włączają się także w inicjatywy warszawskiego Kościoła współorganizując Centralną Drogę Krzyżową, peregrynację kopii cudownego wizerunku Matki Bożej Łaskawej czy Marsz dla Życia i Rodziny. – Działamy także na skalę ogólnopolską. Już po raz drugi w Niepokalanowie odbyło się modlitewne czuwanie Noc Walki o Błogosławieństwo dla Polski, w którym wzięło udział kilka tysięcy osób. Pierwsza taka inicjatywa zgromadziła w Licheniu 12 tys. osób. W ubiegłym roku wiele parafii w całej Polski włączyło się w Wielką Nowennę do św. Andrzeja Boboli o Boże błogosławieństwo i ochronę dla Polski – mówi Andrzej Grabowski. Wojownicy Maryi coraz częściej widoczni są także w parafiach. – Bycie wojownikiem Maryi to przede wszystkim służba na rzecz Matki Bożej, by była bardziej znana i kochana – mówi Dariusz Kukawski, lider grupy z Ursynowa. Dlatego mężczyźni w swoich parafiach włączają się organizację pierwszosobotnich nabożeństw, w duchu pokuty w sanktuarium św. Jana Pawła II w Radzyminie i kościele św. Jana Pawła II w Wesołej organizują także 24-godzinne rozważanie Męki Pańskiej, zakładają męskie róże różańcowe, które z inicjatywy Wojowników Maryi funkcjonują już w kilkunastu stołecznych parafiach. W sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki Młodzieży w każdą trzecią sobotę miesiąca o godz. 19 mężczyźni prowadzą modlitewne czuwanie „Pod płaszczem Maryi”. Modlitwą otaczają także kapłanów, za każdego biskupa w Polsce modli się 10 wojowników.

Z Maryją na zawsze

Formować się w męskiej wspólnocie mogą mężczyźni w wieku 18–50 lat, niezależnie od stanu życia. Zakładając Wojowników Maryi, ks. Dominik Chmielewski chciał, by mężczyźni poprzez modlitwę i braterskie relacje stawali się coraz lepszymi mężami i ojcami, a nieżonaci dorastali do tej roli. – I tak jest. Wielu z nich porządkuje tu swoje życie, wychodzą z nałogów, ratują swoje małżeństwa, na nowo wchodzą na drogę sakramentów – mówi Dariusz Kukawski. O tym, jak Maryja podaje pomocną dłoń, godzinami może odpowiadać Przemysław Mordyl. – Mam 46 lat i cały czas składam w całość tę układankę. Pochodzę z rozbitej rodziny, przez całe życie robiłem jedno: piłem i handlowałem narkotykami. Miałem dom, rodzinę, pieniądze, ale moje życie było puste. Zacząłem błagać Boga i Maryję, by zesłali mi chorobę, bo sam z siebie nie jestem w stanie odmówić alkoholu. Gdy wylądowałem w szpitalu z zapaleniem trzustki, wiedziałem, że nie był to przypadek – mówi o swoim życiu Przemysław. Od tego momentu, jak mówi „zaczął trzeźwieć”. Niedługo po tym przyszła choroba syna. – Zacząłem codziennie chodzić na Eucharystię i prosić Matkę Bożą, by wyzdrowiał – mówi. Kiedy wychodził z synem ze szpitala, kapelan pomodlił się nad nimi i powiedział: „Maryja już z wami będzie na zawsze”. – Wtedy nie rozumiałem jeszcze, że to Ona każdego osobiście przyprowadza do wspólnoty – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama