Nowy numer 26/2022 Archiwum

Wbrew nadziei

W klasztorze ojców dominikanów odbyło się autorskie spotkanie promujące najnowszą książkę Katarzyny Olubińskiej „Szczęście w wielkim mieście”.

Choć mają dobre wykształcenie, nie pracują w zawodzie. Piszą ikony, wykonują różańce, robią konfitury, biżuterię, malują. Dla wielu z nich porzucenie zawodowej pracy i odnalezienie tego, co sprawia im radość, było jak podróż na drugi koniec świata. Cztery z siedmiu bohaterek najnowszej książki K. Olubińskiej podczas spotkania autorskiego, które odbyło się 28 kwietnia w auli im. o. Jacka Woronieckiego w klasztorze dominikanów, opowiedziało o swojej drodze do szczęścia, w której niejednokrotnie zaczynały wszystko od nowa. – Sama także go doświadczyłam podczas pielgrzymki do Medjugorja, na którą wybraliśmy się całą rodziną, by spełnić marzenie mojej mamy. Od tej podróży wszystko się zaczęło, bo droga do szczęścia to właśnie taka podróż. Ona była inspiracją do napisania tej książki – wyjaśniła K. Olubińska, dziennikarka DDTVN, autorka bloga „Bóg w wielkim mieście”.

Wstęp do książki napisał o. Krzysztof Pałys, dominikanin. Pisze w nim, że każdy doświadcza w swoim życiu „próby sieci” – niespodziewanych wydarzeń, takich jak: utrata pracy, śmierć kogoś bliskiego, życiowe niepowodzenia, choroba, które wystawiają naszą wiarę na próbę. „To bolesny, ale piękny moment, punkt zwrotny, osobisty kopernikański przewrót – nie ja, ale Chrystus jest moim ratunkiem” – wyjaśnia we wstępie dominikanin. „Kasię Olubińską znam prawie osiem lat i wiem, że ona także przeżyła swoje »próby sieci«. Jedną z nich była niespodziewana śmierć ukochanej mamy. Myślę, że te doświadczenia jeszcze bardziej uwrażliwiły ją na ludzki ból, ale i na piękno ukryte w ludzkich sercach. Kasia niewątpliwie otrzymała od Boga dar odnajdywania osób, których nadzieja – wbrew wszystkiemu – silniejsza jest od rozpaczy” – napisał.

Życie Dominiki Butkiewicz, jednej z bohaterek książki, wywróciło się do góry nogami, gdy poszła na urlop macierzyński. – Miałam wtedy dużo czasu, żeby pomyśleć nad tym, co lubię robić. Zaczęłam rozważać, czy praca, którą do tej pory wykonywałam, jest rzeczywiście dla mnie – wspomina. – Od dziecka przecież lubiłam artystyczne rzeczy – dodaje. Pierwszy różaniec zrobiła własnoręcznie. – Po prostu chciałam mieć ładny różaniec, a nigdzie nie mogłam takiego dostać. Pochwaliłam się nim na Instagramie i już wiedziałam, że na jednym się nie skończy – wspomina D. Butkiewicz. Dziś Dominika prowadzi profil „Taniec i różaniec”, na którym prezentuje wykonane przez siebie kolorowe różańce. Dostaje także wiele świadectw wymodlonych na nich łask. – Bóg daje w sercu pragnienia, a co człowiek z tym zrobi, to już jego decyzja. Tak miałam z różańcami – wspomina.

Kolejna książkowa bohaterka Monika Mazurkiewicz pracowała w jednej z największych na świecie firm z branży lotniczej. Coraz bardziej doskwierał jej brak czasu dla rodziny i dzieci. – Chciałam robić karierę, prowadzić „życie na poziomie” i mieć czas dla bliskich – wspomina. –  I zdarzyło się tak, że moja bliska dobra koleżanka, która miała firmę z domowymi konfiturami, postanowiła ją sprzedać. A ja byłam zawsze w jej firmie zakochana – dodaje. Koniec końców zostały wspólniczkami i razem prowadzą konfiturowy biznes. – Mam więcej czasu dla dzieci, ale one dorastają i mają już go coraz mniej dla mnie – śmieje się.

Joanna Kotas, jedna z czterech bohaterek książki obecnych na promocji książki, pisze ikony. Ale nie zawsze tak było. Gdy po urodzeniu dziecka przyszedł moment powrotu do pracy, stanęła przed trudnym wyborem. – Zaczęłam zastanawiać się, czy jestem w stanie zostawić własne dziecko, by pracując w przedszkolu, zajmować się dziećmi innych ludzi. Ostatecznie zostałam w domu z Hanią, potem Olą i Jasiem – wspomina. Przygoda z ikonami zaczęła się przypadkowo. Już wcześniej pisała je dla teściów i swoich rodziców. – Wtedy wieść o nich rozeszła się po rodzinie i znajomych... Nie wiedziałam jeszcze, że będę je tworzyć dla tylu ludzi – mówi. – Mąż podsunął mi pomysł, żebym stworzyła stronę internetową, ale trudno mi było sobie wyobrazić, że ktoś chciałby mieć w domu moje obrazy – wspomina. Przypadkowo na jej drodze pojawił się o. Krzysztof Pałys OP, który umieścił na swoim profilu w mediach społecznościowych zrobioną przez nią ikonę. Wtedy posypały się zlecenia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama