Nowy numer 32/2022 Archiwum

Matka cierpiących

O geniuszu, mistycyzmie i drodze do światła sługi Bożej m. Kazimiery Gruszczyńskiej mówi o. prof. Zdzisław Kijas OFM Conv, relator w jej procesie beatyfikacyjnym.

Tomasz Gołąb: Czym zachwyciła Ojca matka Gruszczyńska, że zdecydował się poświęcić jej książkę?

O. prof. Zdzisław Kijas OFM Conv: Po pierwsze, sposobem podejścia do życia swojego i innych, odpowiedzialnością za siebie i najbliższych, czyli rodzinę: ojca, brata oraz dalszych, czyli potrzebujących wszelakiego wsparcia, materialnego i duchowego.

Po drugie, uderzył mnie jej sposób przyjmowania cierpienia oraz przeżywania go, kiedy stało się ono w jej życiu codziennością. Po trzecie, zachwyciła mnie jej mądrość w pobożności i inteligencja w pomaganiu. Co było w niej interesującego? Świadomość, że do chwalenia Pana i pomagania bliźniemu potrzeba wspólnoty. Praca indywidualna, aczkolwiek piękna i szlachetna, nie wystarcza. Ma też zawsze limit czasowy. Kazimiera gromadziła wokół siebie osoby o wrażliwym sercu, z którymi wspólnie świadczyła pomoc. Była w tym genialna.

Dziesięcioletnia Kazimiera złożyła ślub dozgonnej czystości. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to niemożliwe.

Tak, ma pan rację. Ale czy trzeba się tym martwić? Nie sądzę, bo ta „perspektywa” żyje tak krótko jak wysłanie SMS-a, jest ulotna i nietrwała. We współczesnym świecie już wieczorem zaprzecza się temu, co zostało sformułowane – niczym dogmat – w godzinach porannych. Nie ma więc potrzeby przejmowania się dzisiejszą perspektywą. Kazimiera – dziewczyna nad wyraz dojrzała – już w wieku dziesięciu lat odkryła, kto rządzi światem i komu warto zawierzyć. Złożony przez nią ślub dozgonnej czystości miał na uwadze właśnie Boga, zawsze wiernego i zawsze żyjącego. Zmieniają się lata, zmieniają ziemscy panujący, jedni odchodzą, inni przychodzą, przekonani jak ich poprzednicy, że są jedyni i wyjątkowi, a Bóg trwa. Ci, którzy Mu zaufali, żyją na wieki i nie przestają być nauczycielami.

Cierpienie nie wyniszczało jej, ale czyniło bardziej czułą na każdą ludzką biedę. Jak je przeżywała? Nie było w niej buntu?

Kazimiera cierpiała bardzo. Przewlekła i nieuleczalna choroba nie powstrzymała jej jednak przed szeroko zakrojoną działalnością charytatywną. Ufała w pomoc Bożą. „Piszę w łóżku, leżąc, nie bardzo to idzie. Już drugi dzień nie wstałam, jeszcze i jutro myślę leżeć. I kaszel się przyplątał, i wątroba” – pisała do bliskich. Nie dała się jednak złamać cierpieniu. Nie poddała się. Nie narzekała na to, co ją spotkało. Widziała w tym oko Bożej Opatrzności, niewidzialne źródło, z którego czerpała wrażliwość dla tych, którzy cierpią, lecz cierpienia nie akceptują, odrzucają je lub co gorsza – odrzucają Boga, obwiniając Go za to, co ich spotkało.

Czy była prekursorką nowoczesnej opieki dobroczynnej w Warszawie?

Może to za duże słowo, bo kiedy w 1882 r. objęła funkcję przełożonej w warszawskim Przytulisku, które znajdowało się przy ulicy Wilczej, instytucja ta miała już za sobą ponaddwudziestoletnią historię. Inicjatywa powołania do istnienia Przytuliska wyszła od członkiń Towarzystwa św. Wincentego a Paulo, które istniało w stolicy od 1854 r. Niektóre z tych pań należały też do kół Żywego Różańca. Kiedy Kazimiera przejmowała funkcję przełożonej, Przytulisko miało wiele poważnych problemów, było niemal na granicy upadku. A zatem wielką zasługą Gruszczyńskiej było wyprowadzenie go z trudności ekonomicznych i prawnych. Trzeba też pamiętać, że Warszawa była w owym czasie pod okupacją carską, z czym wiązał się cały splot innych trudności. Założenie Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od Cierpiących, i to potajemnie, bo władze carskie zakazywały zakładania zgromadzeń zakonnych, zapewniło lepszą opieką dla osób przetrąconych przez życie i zagwarantowało długotrwałość opieki. W tym znaczeniu można mówić o wyjątkowości jej pracy w Przytulisku.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama