Nowy numer 31/2022 Archiwum

Życie to nie tęcza

To dobra książka na wakacje, bo przecież jest opowieścią o podróży. W dodatku najpiękniejszej, jaka może się w życiu zdarzyć.

Anna Hazuka lubi powtarzać, że dzieci są największą prowokacją dla rodziców: raczkującym, potem wrzeszczącym, marudzącym znakiem zapytania. „Wiele życiowych zranień przepracowałam ze spowiednikiem, dużo zrozumiałam dzięki rekolekcjom ignacjańskim i książkom psychologicznym, ale dopiero pojawienie się w moim życiu dzieci zdynamizowało proces zdrowienia – pisze już na początku książki „Druga”, wydanej staraniem „Stacji7”.

Prawniczka, dziennikarka i społeczniczka przyznaje, że im więcej zyskiwała dzięki dzieciom, im bardziej odkrywała, jak bardzo jest szczęśliwa mimo albo właśnie dzięki niekończącej się karuzeli zdarzeń, zwanej życiem matki wielodzietnej, tym bardziej pojawiało się w niej pytanie: „Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?”. O czym? Że dzieci są super, a macierzyństwo to najlepsza szkoła dojrzewania. Mówi szczerze, że ruchy feministyczne, walcząc słusznie o możliwość kształcenia i rozwoju dla kobiet, wylały przy okazji dziecko z kąpielą, wdrukowując w umysły wielu osób, może całego pokolenia, że dziecko jest przeszkodą na drodze pełnej realizacji siebie. Ważniejsze stały się kariera, doktorat, własna sylwetka i większe mieszkanie.

„Wiem, że istnieje wąska ścieżka pomiędzy falami lęku, wygody i rozpędzonego konsumpcjonizmu. Jeśli zdecydujesz się nią podążyć, odkryjesz, że spiętrzone fale z każdym twoim krokiem robią się mniejsze. Jak to możliwe? Zmniejszyło się morze ludzkich oczekiwań względem ciebie? Zniknął cały świat lęków i pragnień? Nie – to po prostu miłość wyniosła cię ponad przeciętność. Ta książka jest zapisem drogi, którą zaczynałam jako młoda prawniczka, głodna sukcesów i podboju świata, a kończę jako spełniona kobieta, która dzięki macierzyństwu całkiem niespodziewanie odnalazła sens życia, wymarzoną pracę i zwykłe-niezwykłe szczęście” – pisze mama piątki dzieci. Razem z mężem zachwycają się etymologią słowa „wychowanie”, jako wyciąganie tego, co schowane, czyli wszystkich talentów ich skarbów. To jednak nie książka o macierzyństwie, ale o dojrzewaniu do spokoju, wolności i pewności siebie. Przez wzloty, upadki i wskrzeszenia. Bez zbędnego lukrowania i udawania, że życie jest niekończącą się jazdą po zboczu tęczy. Autorka, tuż przed czterdziestką, żona Wojtka, zaprasza do podróży w głąb siebie. To także wielkie świadectwo dojrzewania w wierze, wpatrywania się w oblicze Maryi i bezgranicznego zaufania Opatrzności. Odkrywania, że największym sekretem ich życia jest służba życiu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama