Nowy numer 47/2022 Archiwum

Widziałem przedsionek piekła

Od pierwszych dni wojny pytał Pana Boga, co oprócz spowiedzi, odprawiania Eucharystii, modlitwy i rozmowy z ludźmi mógłby jeszcze zrobić. Ksiądz Vyacheslav odpowiedź znalazł w przypowieści o dobrym Samarytaninie.

W 2009 r. skończył Archidiecezjalne Seminarium Misyjne „Redemptoris Mater”. Od 2014 r. ks. Vyacheslav Bystrytskiy, jako kapłan archidiecezji warszawskiej, pracuje na centralnej Ukrainie. Jest wikariuszem w parafii Chrystusa Króla w Chmielnickim. Tam zastała go wojna.

Od pierwszych dni walk zastanawiał się i pytał Pana Boga, co mógłby jeszcze czynić. Pan, jak zawsze, zaczął sam go prowadzić. Odezwali się znajomi, pytając, w czym mogą pomóc. Kupował najpotrzebniejsze rzeczy. Na przykład dużą partię termicznej bielizny, bo na początku marca było bardzo zimno. Potem kilka razy załadował busa jedzeniem i wodą, by rozdawać je ludziom uciekającym przed wojną. Bardzo szybko okazało się, że potrzebnych rzeczy nie można już kupić na miejscu. Trzeba było zorganizować zbiórki w krajach Unii Europejskiej i transportować jako dary do Ukrainy. – Pan Bóg znowu zaradził. Poznałem Rycerzy Jana Pa- wła II, którzy pomagają przewozić dary zbierane w Polsce i w Warszawie, wśród parafii, księży i wspólnot – mówi kapłan z Chmielnickiego. Tylko w jego mieście na przełomie lipca i sierpnia przebywało około 80 tys. uchodźców. – Pomoc z Polski trafia jednak także do Sewierodoniecka, Kramatorska, za Charków, do Buczy i Borodzianki. Także do miejscowości na linii frontu – opowiada. – Oprócz leków, środków higieny, ubrań, a przede wszystkim jedzenia o długim terminie przydatności, o które nieustannie zwracają się potrzebujący, udało się zorganizować dość drogie aparaty do podciśnieniowego leczenia ran, o które prosiły szpitale. Lekarze byli bardzo wdzięczni – dodaje kapłan. Kilkakrotnie jeździł z transportami na wschód. Był wśród pierwszych, którzy dotarli z pomocą po wyzwoleniu Borodzianki, Buczy i Irpienia. – To, co zobaczyliśmy po drodze, wyglądało jak obrazy z gry komputerowej albo apokaliptycznych filmów: spalone czołgi na drodze szybkiego ruchu, pociski od gradów sterczące z asfaltu pośrodku ulicy, bariery wygięte jak druciki po eksplozji pocisku, kilkunastometrowe dziury w domach czarnych od wybuchów. Kiedy dotarliśmy do Borodzianki, stanąłem przed blokiem, który był w połowie zniszczony przez bomby lotnicze. Spod gruzów wyciągnięto 44 ciała. To było jak przedsionek piekła. Zobaczyłem, jakiego zniszczenia dokonuje diabeł, którego dziełem jest każda wojna – mówi. Niedawno ks. Vyacheslav Bystrytskiy z pomocą dotarł do Cyrkuny i Rogania, 40 km od granicy z Rosją, gdzie artyleria wciąż ostrzeliwuje te tereny. Gdy z przyjaciółmi rozdawał żywność, nieustannie było słychać wybuchy. Szybko jednak wojskowa eskorta nakazała wycofanie się konwoju. Został dostrzeżony przez rosyjskie drony i w każdej chwili mógł znaleźć się w intensywnym ostrzale. Przemieścili się więc do Rogania, kolejnego miasta położonego blisko Charkowa. W Saltiwku, dzielnicy Charkowa, która najbardziej ucierpiała od rosyjskiej agresji, znowu przeraziły ich widoki kilkunastopiętrowych bloków z przeogromnymi dziurami w ścianach i dachach. – Wyglądały jak rozwalone konstrukcje z klocków. Podobnie jak wypalone prawie do pnia drzewa na ulicach, które kiedyś tętniły życiem. Ludzie spodziewali się nas, więc załadowany po sufit darami samochód szybko został opróżniony– wspomina ks. Bystrytskiy. – Od początku wkroczenia Rosji Ukraina otrzymała bardzo dużo pomocy, szczególnie z Polski. Widać wielką wdzięczność, ale wojna trwa i potrzeby, niestety, nie zmalały. Wciąż otrzymuję kolejne prośby o leki, przyrządy medyczne, żywność. Nie ustaję więc w poszukiwaniu możliwości pomocy – zapewnia. Walerij, jeden z gospodarzy, pokazał mu odłamek pocisku sterczący z drzewa, który kilka dni wcześniej przeleciał pół metra od niego. Na polu za jego domem i sadem, między domami, straszyła dziura w ziemi, wielkości wykopu pod budowę. Pobliski dom został całkowicie zniszczony, cała rodzina zginęła. Kilka innych zabudowań też zostało zrujnowanych. Poza modlitwą niewiele można było pomóc. – Często ludzie mnie pytają: skoro Pan Bóg jest dobry, to dlaczego dopuścił wojnę i bestialstwa, które się dokonały w Buczy, w Borodiance... Dlaczego tego wszystkiego nie powstrzyma? Dlaczego cierpią niewinni? Dla mnie to okazja, by głosić im Ewangelię. O wolności, która pozwala stanąć po stronie diabła, grzechu, wojny i śmierci, lub po stronie Chrystusa, który zwyciężył demona i chce dać nam udział w tym zwycięstwie. Zmartwychwstały każdego dnia objawia nam oblicze kochającego Boga Ojca, który nigdy nie zapomina o swoich dzieciach. Nawet w sytuacji wojny – wyznaje ks. Vyacheslav Bystrytskiy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy