Nowy numer 40/2022 Archiwum

Męczennicy warszawscy

Do końca trwały przy rannych i przed Chrystusem Eucharystycznym. W czasie całej II wojny światowej ofiara sióstr sakramentek była największą daniną krwi wśród osób konsekrowanych. Niestety niejedyną.

W klasztornej kronice z 26 sierpnia 1944 r. siostry zapisały: „Święto Matki Boskiej Częstochowskiej. Odprawiałyśmy gorliwą nowennę do Królowej Polski o ratunek dla naszej biednej stolicy. Tymczasem nie ma odpowiedzi z nieba. Najświętsza Matka patrzy w oczy Boże i widocznie widzi, że trzeba, aby Warszawa tak strasznie cierpiała! Fiat voluntas Dei!

Niech nam uprosi tylko siły do wytrzymania tego wszystkiego, bo u wielu wiara już się załamuje”. Sakramentki od początku przeczuwały, że powstanie może zakończyć się tragedią stolicy, ale gdy delegacja powstańcza zwróciła się z prośbą o otwarcie bram klasztoru, przeorysza m. Janina Byszewska nie zawahała się przed otwarciem klauzury. Zrobiono to po raz pierwszy od początku istnienia klasztoru, czyli od 1688 r., gdy jako wotum dziękczynne za zwycięstwo króla Jana III Sobieskiego nad Turkami pod Wiedniem fundowała go Marysieńka Sobieska. W pierwszych dniach Powstania Warszawskiego wspólnota sakramentek liczyła 48 sióstr. Klasztorne mury dały schronienie rannym żołnierzom i ludności cywilnej. Byli wśród nich także ocalali z rzezi Woli, którzy przynieśli wieści o bestialskich mordach, w tym o śmierci 30 zakonników z klasztoru redemptorystów przy ul. Karolkowej, rozstrzelanych w uroczystość Przemienienia Pańskiego przez oddziały SS i policji niemieckiej pod dowództwem SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha.

Stos ofiarny na Woli

6 sierpnia przypadało wspomnienie założyciela redemptorystów św. Alfonsa Liguoriego. Już w pierwszych dniach powstania w klasztorze przy ulicy Karolkowej został utworzony punkt powstańczy. Ojcowie przenieśli się do piwnic, udzielając pomocy i schronienia okolicznym mieszkańcom. 5 sierpnia oddziały powstańców były zmuszone wycofać się w kierunku Starego Miasta. Wczesnym rankiem 6 sierpnia zbrodniarze otoczyli klasztor, a potem wszystkie osoby w nim przebywające przeprowadzili pod eskortą do kościoła św. Wojciecha przy ul. Wolskiej, w którym był urządzony obóz przejściowy. Tam redemptoryści zostali oddzieleni od grupy i wyprowadzeni na teren pobliskiej fabryki Kirchmayera i Marczewskiego. „Gestapowiec podchodził po kolei do każdego z tyłu i strzelał w głowę. Pozostawił tylko ojca przełożonego. Gdy sadysta gestapowiec nasycił się widokiem morderstwa, obszedł trupy wokoło i zaszedł z przodu, wymierzył ojcu rektorowi w czoło i strzelił. Następnie kazano nam wszystkie trupy poukładać na dopalającym się stosie po poprzednich ofiarach” – wspominał świadek egzekucji Czesław Cieplik. Ojcowie do końca spowiadali, odprawiali Msze św., wydawali skromne posiłki, udzielali schronienia przerażonym parafianom i mieszkańcom Woli w piwnicach klasztornych i w pomieszczeniach pod kościołem. Spodziewali się, że po wkroczeniu Niemców do klasztoru czeka ich śmierć. Mieli propozycje ucieczki do Śródmieścia, a jednak wytrwali do końca. Dlatego na 2,5-metrowym pomniku, który kilka lat temu stanął w miejscu egzekucji, znalazły się słowa: „Pozostali wierni Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie”. Monument naprzeciw kościoła św. Wojciecha, zaprojektowany przez Marka Moderau i wyobrażający habit zakonny redemptorysty, wykonany w czarnym granicie, wtopiony w biały krzyż, zawiera nazwiska zamordowanych zakonników.

Żeby Polska była Chrystusowa

Historię ofiary obu zakonów, redemptorystów oraz sakramentek, przypomniał w wydanej w 2020 r. publikacji „Boję się śmierci pod gruzami” o. Paweł Mazanka CSSR. Pod koniec lipca otwarto także wystawę plenerową przed kościołem sakramentek, przypominającą heroiczną postawę i śmierć benedyktynek sakramentek z Nowego Miasta i redemptorystów z klasztoru na Woli. Autorem ekspozycji, która była już prezentowana dwa lata temu przy wolskim klasztorze redemptorystów, jest także o. Paweł Mazanka. Wśród wielu zdjęć na wystawie jest także przejmująca fotografia podziemi kościoła – grobu sakramentek. W każdą rocznicę tragedii w kościele św. Kazimierza na Nowym Mieście odbywa się modlitwa za dusze poległych. Po Eucharystii o godz. 17 mniszki otwierają do zwiedzania kryptę pod kościołem, gdzie grzebano siostry zmarłe od 1708 r. Są tu też szczątki zakonnic poległych podczas bombardowania w 1944 r. Gdy spadały bomby, siostry trwały na adoracji. Życie ofiarowały za wolną i Chrystusową Polskę. Wśród zabitych mniszek były te, które wcześniej świadomie oddały Bogu swoje życie jako zadośćuczynienie za wolność kraju. Prosiły, by ich ofiara wyjednała miłosierdzie dla ojczyzny. „Aby Polska, gdy powstanie, nie była ani biała, ani czerwona, ale Chrystusowa” – modliła się jedna z poległych zakonnic. Z całego zgromadzenia bombardowanie 31 sierpnia 1944 r. cudem przeżyły matka przełożona, 9 sióstr i 4 postulantki. – Uratowały się te siostry, które nie złożyły przyrzeczenia oddania życia. Jedna z nich, s. Celestyna Wielowieyska, nie bardzo czuła w sercu taką potrzebę, ale chciała ofiarować swoje życie w akcie solidarności z pozostałymi mniszkami. Z tą niepewnością poszła do matki przełożonej, a ta zabroniła jej tego surowo. Okazało się to opatrznościowe, bo s. Celestyna przeżyła bombardowanie, szybko wróciła na zgliszcza i energicznie zajęła się odbudową kościoła i zgromadzenia. Później została jego przełożoną – wyjaśnia matka Blandyna, przeorysza warszawskiej wspólnoty.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy