Nowy numer 48/2022 Archiwum

Pamiętać bez rozpamiętywania

O stracie w rodzinie, żałobie i chrześcijańskiej nadziei mówi ks. Wojciech Szychowski, psycholog, psychoterapeuta, rekolekcjonista.

Agata Ślusarczyk: Od 5 do 7 października w parafii św. Anny w Piasecznie odbędą się rekolekcje „Pożegnanie nieprzywitanych”. Do kogo są skiero-
wane?


Ks. Wojciech Szychowski: Raz w roku na jesieni, w okolicy 15 października, kiedy obchodzony jest Dzień Dziecka Utraconego, organizuję rekolekcje dla osób po stracie dziecka poczętego – w okresie prenatalnym i okołoporodowym, także w wyniku aborcji. W czasie trzech wieczorów, które rozpoczynać się będą o 19.30, uczestnicy rekolekcji dowiedzą się m.in., czym jest żałoba i jak ją przeżyć.

Będzie także okazja, by wziąć udział w nabożeństwie pożegnania, a ostatniego dnia odprawiona zostanie Msza św. dziękczynna za życie nienarodzonego dziecka. Rekolekcje pozwolą przeżyć tę stratę w taki sposób, który pomoże podejmować nowe wyzwania. Nie chodzi o to, by zapomnieć, ale pamiętać w dobry sposób – bez rozpamiętywania. Z pewnością pomaga w tym chrześcijańska nadzieja. Nie wszyscy są gotowi, by skonfrontować się z doświadczeniem straty – dlatego rekolekcje mają cykliczną formułę. Można z nich skorzystać w dowolnym momencie swojego życia.


Pierwsze rekolekcje dla osób po stracie dziecka poczętego zorganizował Ksiądz w 2019 r. w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP na Wrzecionie. Skąd pomysł na taką formułę?


Rekolekcje powstały na bazie osobistego doświadczenia. Pracowałem jako wikariusz w parafii na Wrzecionie, kiedy moja siostra straciła dziecko. Mocno to przeżyłem. Towarzyszyłem siostrze nie tylko w załatwianiu formalności, ale także emocjonalnie − w przejściu przez cały proces żałoby. To wydarzenie uwrażliwiło mnie na problem utraty dziecka w rodzinie, zdobyłem także wiedzę od strony formalno-prawnej. Niedługo po tym doświadczeniu zaczęły przychodzić do mnie osoby z prośbą o tzw. pokropek − pogrzeb nienarodzonych i nieochrzczonych dzieci, a także o rozmowę czy poradę. Z każdą taką rozmową nabierałem przekonania, że to Duch Święty zaprasza mnie, bym duszpastersko zajął się problemem straty. To w Kościele temat wciąż niezaopiekowany. 


Owocem tych rekolekcji jest książka, która ukazała się na początku roku pod takim samym tytułem, „Pożegnanie nieprzywitanych”. Na ile może być pomocna w przeżywaniu traumy związanej ze stratą dziecka nienarodzonego?


W Warszawie jest coraz więcej miejsc, w których można uzyskać pomoc psychologiczną i duchową w takiej sytuacji. Od wielu lat spotkania dla rodziców po stracie organizują na przykład dominikanie na Służewie, niedawno Fundacja Nagle Sami poszerzyła swoją ofertę pomocy psychologicznej właśnie w takim zakresie. Wobec skali problemu to jednak wciąż kropla w morzu potrzeb. Nie wynika to ze złej woli, ale z braku narzędzi i kompetencji w tej dziedzinie. Zaledwie kilkanaście lat temu zostało znowelizowane prawo kanoniczne odnośnie do pochówku martwo urodzonych dzieci. Książka „Pożegnanie nieprzywitanych” to praktyczny przewodnik po stracie. Nie każdy ma możliwość skorzystania ze specjalistycznej pomocy czy wzięcia udziału w rekolekcjach, dlatego ich treść – do samodzielnego odprawienia w domu – zawarta jest na końcu publikacji. Wiele miejsca poświęcam, także z racji swojej profesji, wyjaśnieniu, czym jest żałoba, jakie są jej etapy i jak przeżywają ją mężczyźni, a jak kobiety. Pokazuję także, jak na przestrzeni lat zmienia się podejście do nienarodzonych dzieci w Kościele i w świadomości społecznej. Dziś w wielu miejscach – także Warszawie i okolicy – na cmentarzach można spotkać symboliczne groby dzieci nienarodzonych, w mediach coraz częściej mówi się o doświadczeniu straty, przybywa także parafii, które z okazji Dnia Dziecka Utraconego organizują nabożeństwa. 


W publikacji nie ma świadectw. Celowo zrezygnował Ksiądz z historii par, które poradziły sobie ze stratą? 


Świadectwo kończy się happy endem. Tymczasem wiele par na etapie przeżywania traumy nie wie, czy kiedykolwiek będą mogły cieszyć się takim życiem jak dawniej. Perspektywa szczęścia w obliczu tragedii, której doświadczają, może być dla nich zbyt odległa. U takich osób świadectwo może wywoływać bardziej uczucie złości niż podnieść je na duchu. Każda para ma swoją dynamikę i jako duszpasterz chcę ją uszanować. Myślę, że jako Kościół jesteśmy na etapie uczenia się, jak wspierać małżonków po stracie dziecka.

agata.slusarczyk@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy