Nowy numer 6/2023 Archiwum

Matusia, która ocaliła świat

Gdyby chcieć pokazać wszystkie świadectwa uratowanych dzieci żydowskich, fabularyzowany dokument Macieja Fijałkowskiego o bohaterskiej franciszkance rodziny Maryi musiałby trwać nie 50 minut, a 50 godzin.

Kościół św. Antoniego przy ul. Senatorskiej w Warszawie. Młoda, piękna dziewczyna klęka do spowiedzi, ale prosi jedynie o radę. „Pójdziesz do Rodziny Maryi, bo trzeba teraz ratować biedne dzieci i pracować w kraju” – słyszy, a słowa z konfesjonału utwierdzą ją w tym, co później będzie robiła przez całe życie.

Gdy w Niedzielę Palmową 10 kwietnia 1887 r. wstąpiła do zgromadzenia przy ul. Żelaznej 97, Matylda Getter, córka Karola, rzeźnika, i Matyldy z Niemyskich dobrze wiedziała, co robi. Wychowana przy ul. Krochmalnej, w dzielnicy niewyobrażalnej żydowskiej biedoty, sama posiadająca dziewiątkę rodzeństwa, młoda warszawianka była szczególnie wyczulona na krzywdę najmłodszych. Od pierwszej sceny „Matusia” wciąga widza w orbitę dobra, które rozlewało się obficie przez ręce m. Matyldy Getter pośród oceanu zła. Najpierw zniewolenie carskie, wojna, chwila oddechu przed II wojną światową, która pozwala tytułowej Matusi pokazać swoje wszystkie talenty organizatorskie. Cierpiała dla słów Chrystusa, wpisanych przez założyciela sióstr rodziny Maryi w ustawy zgromadzenia: „Kto by przyjął jedno takie dzieciątko, w imię moje, Mnie przyjmuje”.

Obraz w reżyserii Macieja Fijałkowskiego to fabularyzowany dokument o heroicznej zakonnicy, która uratowała co najmniej 300 dzieci żydowskich w czasie II wojny światowej, organizując w Warszawie i okolicach niezwykłą sieć pomocy. Złożony z kilkunastu aktorskich scen, przeplecionych świadectwami ocalonych, świadków, sióstr zakonnych oraz historyków i badaczy życia m. Getter opowiada historię jednej z najodważniejszych osób w okupowanej stolicy. – Kręcąc ten film, mieliśmy poczucie, że to będzie opowieść o niemal świętej – mówił podczas premiery 1 grudnia Maciej Fijałkowski. Czarno-białe obrazy z warszawskiego getta przyprawiają o ciarki, ale opowieści narratora i świadków pomocy, którą niosła jako przełożona zgromadzenia i warszawskiego domu, wprawiają już w osłupienie. Jak udało się jednej zakonnicy, niemal w centrum niemieckiej dzielnicy, ratować w ten sposób żydowskie dzieci? Nawet pytania mogłyby okazać się niebezpieczne, dlatego siostry nie dokumentowały swojej pomocy.

„Czy przyjmie siostra błogosławieństwo Boże?” było jednym z tajemnych haseł, które oznaczało potrzebę ocalenia kolejnego dziecka. Matka Getter, mimo zagrożenia śmiercią, zobowiązała się przyjąć każde dziecko wyprowadzone z getta. Mur getta przebiegał kilka metrów od Domu Centralnego Sióstr Rodziny Maryi przy ul. Żelaznej 97. Matusia rozsyłała dzieci do swoich licznych placówek wychowawczych, pomagała w wyrabianiu metryki chrztu. W filmie pokazane są sceny, gdy dziewczęta przebierane są w czasie rewizji w zakonne habity, dzieci ukrywane w piwnicach domów albo charakteryzowane, by udawały chore. – Siostry musiały wymodlić to, bo żadne z tych dzieci nie zginęło, nie zostało odkryte. To tajemnica wiary i Bożej opatrzności. To historia traumy i panowania miłosierdzia w potwornym klimacie zła. Bez Kościoła nie byłoby tego na ziemiach Polski, nie dalibyśmy rady ich ocalić – podkreślał prof. Jan Żaryn, dodając, że film „Matusia” pomoże zwalczyć sączone przez dziesięciolecia kłamstwo, że Polacy współuczestniczyli w Holokauście.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy