Nowy numer 5/2023 Archiwum

Walizki pakujemy co dzień

Śmierć zmieni nasze życie, ale go nie skończy. To pewne. Jak się do niej przygotować?

Na to pytanie odpowiadali 30 listopada goście spotkania z cyklu „Duchowość dla Warszawy”: ks. dr Bogdan Kulik ze Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny, wykładowca eschatologii i krajowy duszpasterz stowarzyszenia Apostolstwa Dobrej Śmierci oraz lekarz i filozof dr hab. Jakub Pawlikowski.

Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla, że dobra śmierć ma wymiar duchowy, że warto ten moment polecić Maryi, modlącej się za nas „teraz i w godzinę naszej śmierci” oraz św. Józefowi – patronowi dobrej śmierci. Żeby się do niej przygotować, musimy zrozumieć, czym tak naprawdę jest. Jak zaznaczył ks. B. Kulik, mówiąc o „dobrej śmierci”, jedni mają na myśli wydarzenie nagłe, bezbolesne, przychodzące we śnie, inni – takie, nad którym mogą mieć kontrolę (samobójstwo, eutanazja).

– Papież Benedykt XVI mówi, że najważniejsze jest nie samo wyobrażenie momentu śmierci, tego, jak on będzie wyglądał, lecz życie w świadomości, że cała egzystencja zmierza ku spotkaniu z Bogiem i naszymi bliskimi, którzy przeszli już na drugą stronę życia. Papież radzi spojrzeć na śmierć jako na ostateczne spotkanie. Takie myślenie wykracza poza śmierć i cmentarz, jest przepełnione nadzieją na przyszłe życie. U fundamentów tej nadziei leży śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Na tym możemy się oprzeć i uspokajać nasz paniczny lęk przed śmiercią, który, jeśli wychodzi poza ramy, jest lękiem diabelskim – podkreślał zakonnik. I pytał zebranych: – Czy mieliście takie chwile, kiedy wszystko się wam paliło i waliło, a w sercu był jakiś spokój? Jakieś głębokie przekonanie, że jest sens, bo Ktoś nad tym wszystkim czuwa? Takie chwile, kiedy człowiek ma świadomość cierpienia, bólu, wojny, choroby i zbliżającej się śmierci, a mimo to czuje w sercu pokój, są przedsmakiem wieczności.

Cytując XX-wiecznych teologów ks. B. Kulik zaznaczył, że Bóg sam uczy nas umierania, a właściwie dorastania do nieba, który to proces dzieje się przez całe życie. Trzeba go dostrzec i zaakceptować. Uczymy się pokonywania egoizmu, pychy, ćwiczymy się w coraz większej miłości do bliźnich i służeniu im na wzór Trzech Boskich Osób, które nieustannie wzajemnie się udzielają w miłości i wolności. Poprzez trudności, niepowodzenia, choroby, postępującą niepełnosprawność Bóg oczyszcza nasze myślenie z ziemskich przywiązań i kieruje nasz wzrok ku niebu.

Według jezuity o. Karla Rahnera umierać trzeba w Panu, czyli trzeba być z Nim połączonym. Ale ten ostatni akt naszego życia nie jest oderwany od poprzednich etapów. Śmierć będzie dobra wtedy, gdy zakończy życie, które wypełniały dobre, oparte na wierze decyzje. Papież Benedykt XVI dopowiada, że wprawdzie zdarzają się cuda, gdy ktoś w ostatnim momencie swojego życia się nawraca, ale nie należy zostawiać tej decyzji na ostatnią chwilę. Doświadczenie uczy bowiem, że ostatnia nasza decyzja w życiu jest wypadkową, konsekwencją naszych decyzji w ciągu życia. Dlatego tak ważne jest ciągłe nawracanie się i zbliżanie do Boga.

Zdaniem papieża seniora dobrym przygotowaniem do kresu życia będzie podejmowanie codziennych wyrzeczeń i przezwyciężanie egoizmu. Nastawienie na wieczność rozwija się w człowieku dzięki chrześcijańskiemu świętowaniu niedzieli, uczestnictwu w Eucharystii, zgodnie z maksymą: „Jaka niedziela, taki dzień sądu”. Ksiądz B. Kulik polecił zebranym wczytanie się w każde zdanie Mszy św. i zwrócenie uwagi na to, jak często jest tam mowa o śmierci, zmartwychwstaniu i życiu wiecznym. – Jeśli z życia człowieka nie zniknie niedziela, nie zniknie także Bóg, a wtedy będzie on umiał odpowiedzieć na niewyczerpane miłosierdzie Boże w godzinie śmierci – mówił zakonnik, cytując Benedykta XVI.

Jak zauważył drugi z prelegentów, dr hab. Jakub Pawlikowski, śmierć stała się tematem tabu. Zepchnęliśmy ją do szpitali i zredukowali do pomocy medycznej. – Człowiek, spotykając się ze śmiercią, może chcieć ją kontrolować (eutanazja), upor- czywie z nią walczyć albo zaakceptować jej nieuchronność. Jednak najlepszym przygotowaniem na jej przyjście jest po prostu dobre życie – mówił lekarz. Dobrze, żeby bliscy poznali i uszanowali wolę chorego w stanie terminalnym na takie tematy, jak chociażby gdzie chciałby spędzić ostatnie dni, czy życzy sobie odwiedzin dalszej rodziny, przyjaciół, czy w razie duszności chce podłączenia do respiratora. Lekarz wyraził zadowolenie z rozwijającego się ruchu hospicyjnego, który jest o wiele bardziej dostosowany do pomocy osobom w stanie terminalnym, niż placówki szpitalne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy