Historia tego niezwykłego zabytku sięga 1525 roku, kiedy to zamożny warszawski kupiec i rajca, Jerzy Baryczka, sprowadził go z Norymbergi. Według starych przekazów Baryczka miał uratować rzeźbę z ogniska, do którego wrzucili ją protestanci w czasach reformacji, a następnie przywieźć do Warszawy jako cenną pamiątkę. Choć badacze wskazują raczej na zakup dzieła w jednym z warsztatów snycerskich, legenda o ocaleniu z płomieni na trwałe zrosła się z historią krucyfiksu.
Abp Galbas obdarował 102-letnią Barbarę Gancarczyk-Piotrowską wizerunkiem Krzyża Baryczkowskiego.Gość Warszawski
Obiekt jest wybitnym dziełem sztuki rzeźbiarskiej, wykonanym z drzewa lipowego i wiązanym ze szkołą Wita Stwosza. Charakteryzuje się niezwykłym realizmem i znajomością ludzkiej anatomii – artysta z precyzją oddał napięte żyły, zmarszczki oraz fałdy skóry, a także detale twarzy, która mimo oznak męki emanuje głębokim spokojem. Cechą wyróżniającą figurę są naturalne włosy. Dawniej wierzono, że odrastały one w cudowny sposób, co miało stanowić dowód wdzięczności Chrystusa za ratunek. Współczesne badania konserwatorskie wyjaśniły jednak, że była to peruka, którą okresowo wymieniano.
Katedra z cudownym krucyfiksem od wieków pełni rolę najważniejszego sanktuarium stolicy, zyskując miano „serca Warszawy”. Przed figurą modlili się polscy królowie, w tym Zygmunt August, Zygmunt III Waza, który odwiedzał kaplicę niemal codziennie oraz Stanisław August Poniatowski. W czasach zaborów i narodowych tragedii krzyż stał się dla mieszkańców symbolem trwania i nadziei, a w XIX wieku otoczono go szczególnym kultem, jednoczącym wszystkie warstwy społeczne.
Najbardziej dramatyczny rozdział w historii zabytku zapisała II wojna światowa. 16 sierpnia 1944 roku, w czasie Powstania Warszawskiego, gdy archikatedra św. Jana płonęła po niemieckim ostrzale, podjęto ryzykowną akcję ratunkową. Kluczową rolę odegrał w tym ks. Wacław Karłowicz, a także Teresa Potulicka-Łatyńska (ps. „Michalska” lub „Teresa”), sanitariuszka harcerskiego Batalionu „Wigry” i jej koleżanka z oddziału, Barbara Gancarczyk-Piotrowska (ps. „Pająk”). Wspólnie z kapelanem dziewczęta zdjęły ciężką, naturalnej wielkości figurę z ołtarza. Aby przecisnąć się przez wąskie przejścia, piwnice i barykady, konieczne było odjęcie ramion Chrystusa od korpusu.
Figurę przeniesiono do szpitala polowego w kościele św. Jacka na ulicy Freta. Tam rzeźba leżała na podłodze przykryta żołnierskim płaszczem, towarzysząc setkom rannych i umierających powstańców. Realizm rzeźby był tak duży, że w ciemnościach jeden z kapelanów pomylił figurę z rannym człowiekiem i próbował udzielić jej ostatniego namaszczenia. Dla Teresy Potulickiej-Łatyńskiej, Barbary Gancarczyk-Piotrowskiej i innych świadków bliski kontakt z „żywym spojrzeniem” figury stał się jednym z najważniejszych duchowych przeżyć wojny.
Po wojnie krucyfiks powrócił do odbudowanej katedry w 1948 roku, co dla warszawiaków stanowiło symboliczne zmartwychwstanie miasta. W latach 2019–2020 obiekt poddano gruntownej konserwacji w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej pod kierunkiem prof. Marii Lubryczyńskiej. Badania tomograficzne wykazały wówczas, że korpus rzeźby jest w środku wydrążony – była to dawna technika zapobiegająca pękaniu drewna. Dziś Krucyfiks Baryczkowski pozostaje nie tylko cennym zabytkiem, ale przede wszystkim świadkiem historii.
Wyniosła Chrystusa z płonącej katedry
- Pani Barbaro, gdyby nie Pani, ta katedra i Warszawa nie miałyby tego klejnotu. Jest Pani wielka. Dziękuję! - mówił w czasie uroczystości zakończenia obchodów 500-lecia obecności Krzyża Baryczkowskiego w Warszawie abp Adrian Galbas. - Przychodźmy, Bracia i Siostry, pod ten cudowny krzyż jak najczęściej, napełniajmy się Jego spokojem. Spokojem Ukrzyżowanego Pana, wsysajmy w siebie piękno Jego oblicza. Napełniajmy się prawdziwą, czyli Bożą radością - zaapelował metropolita warszawski.
Wyniosła Chrystusa z płonącej katedry
Rocznica ingresu abp. Adriana Galbasa










