O pięknie przyrody, macierzyństwie, zaufaniu i wyzwaniach mówi Anna Wilińska, dyrektor Kampinoskiego Parku Narodowego.
Agnieszka Kurek-Zajączkowska: Ma Pani ulubione miejsca w KPN?
Anna Wilińska: Tak! Niektóre są bardzo blisko Izabelina, w którym mieszkam. To miejsca codziennego wytchnienia, gdzie można pospacerować choćby przez pół godziny. Bardzo lubię Granicę z jej ośrodkiem edukacyjnym, skansenem i muzeum. Cenię też otwarte przestrzenie, gdzie w oddali widać wierzby. Czuję się związana z Laskami, z drewnianą kaplicą sióstr. Park to także pejzaże mojego dzieciństwa. Tu bawiłam się z przyjaciółmi wśród drzew i z rodzicami odwiedzałam na przykład owiane aurą tajemniczości Zamczysko.
Od 1 grudnia 2025 roku jest Pani dyrektorem KPN. Jak to się da pogodzić z wychowywaniem piątki dzieci?
Dwoje jest już dorosłych, jedno uczy się w liceum, a najmłodsze są w podstawówce. W okolicy mieszkają moja rodzina, rodzeństwo i przyjaciele i kiedy jest taka potrzeba, mogę liczyć na ich pomoc i wsparcie. Czuję sympatię otoczenia. Mam to szczęście, że ludzie są moją podporą. Tak też było z przełożonymi. Kiedy pracowałam jako młoda mama, ich otwartość pozwalała mi godzić potrzeby rodziny i sprawy służbowe. To jest wyzwanie, ale da się to zrobić, żyjąc w atmosferze zaufania. Przez pewien czas byłam szefową zespołu, w którym pracowały młode mamy. Były rzetelne, terminowe, zmobilizowane. Doceniały, że miejsce pracy czekało na nie po porodzie. Dzieci wymagają miłości, uwagi, troski, zaangażowania, ale też dają siłę. Kiedy wyjeżdżałam na konkurs do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, moja piątka dodawała mi otuchy, skandując jak kibice sportowi: „Matka, matka, matka!”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł