Biła się na pięści, popalała papieroski, a na dyskoteki chodziła bardziej wyfiokowana niż niejedna miss. Od 18 lat jest loretanką.
Dzieciństwo Kasi Szabuniewicz to ul. Ząbkowska, a młodość – Szmulki. – Praga to miejsce, gdzie wychowuje cię podwórko, które rządzi się swoimi prawami. Trzeba szybko dorastać, uczyć się, kiedy wiać, co robić, by nie być lamusem. Ale to też miejsce więzi, gdzie ktoś pójdzie za tobą w ogień, otworzy ci drzwi domu, gdy nie masz gdzie mieszkać. Grupa cię obroni, swojego nie ruszy. Wiele dzieci z Pragi ma za sobą doświadczenie, którego niejeden dorosły nie uzbierał nawet przez połowę swego życia – mówi s. Macieja Szabuniewicz CSL.
Jako młoda dziewczyna chciała założyć rodzinę. Męża szukała na dyskotekach i prowadząc rozrywkowe życie. Do kościoła raczej nie chodziła.
– Miałam wszystkie sakramenty, bo o to dbali rodzice. Tata prowadzał nas z bratem na Msze św. w niedziele, choć sam w nich nie uczestniczył. Gdy podrosłam, zamiast do katedry praskiej chodziłam nad Wisłę. Choć mama mnie sprawdzała, o czym było kazanie, to bez uczestnictwa potrafiłam opisać, co się działo. Z Kościołem pożegnałam się po bierzmowaniu, do którego, mimo wielu nieobecności na przygotowaniach, dopuścił mnie dzisiejszy biskup Marek Solarczyk – uśmiecha się s. Macieja.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł