Eucharystia pod przewodnictwem bp. Rafała Markowskiego upamiętniła rocznicę pierwszej Mszy za Ojczyznę, odprawionej przez bł. Jerzego Popiełuszkę.
Liturgia zainaugurowała jednocześnie rok modlitw o "duchową wolność w ojczyźnie". Bp Markowski w homilii połączył symbolikę Wielkiego Postu z duchowym dziedzictwem bł. Popiełuszki. Rozpoczął od refleksji nad fenomenem Środy Popielcowej, wyrażając podziw dla tłumów ludzi, którzy w zwykły dzień pracy pokornie chylą głowy, by przyjąć popiół. Zdaniem biskupa, ten gest jest wyrazem tęsknoty za prawdą o sobie samym. Stanięcie w prawdzie o własnej grzeszności i śmiertelności staje się punktem wyjścia do szukania głębokiego sensu życia, szczególnie w chwilach zmęczenia codziennością, bólu, samotności czy straty najbliższych.
Bp Rafał Markowski o bł. Jerzym Popiełuszce
Bp Markowski przekonywał, że Wielki Post nie jest czasem smutku, lecz okresem zachwytu nad miłością Boga, która objawia się najpełniej w męce i śmierci krzyżowej. Przywołał postać św. Brata Alberta, który odwzorowując umęczone oblicze Chrystusa na obrazie "Ecce Homo", doznał całkowitej przemiany życia, odkrywając miłość ofiarowującą się bez granic.
Sanktuarium bł. Jerzego Popiełuszki
- Chrystus wkracza w nasze życie i - bez względu na to, czego w nim doświadczamy, ile okazji zmarnowaliśmy i jak wiele niepotrzebnych słów powiedzieliśmy - przytula nas i mówi: nie ma życia definitywnie straconego. Nie ma życia, które byłoby nieodwołalnie zmarnowane, ani winy, której nie można by odpokutować. To dzięki Niemu dowiadujemy się, że zawsze jest szansa, by zacząć od nowa, coś zmienić, stać się lepszym i czynić więcej dobra. On daje nam tę szansę - mówił bp Markowski.
Duchowy zachwyt nad Chrystusem był - według biskupa - także źródłem siły bł. Popiełuszki. Przypomniał trudną drogę kapelana Solidarności, od prześladowań w jednostce wojskowej w Bartoszycach, gdzie próbowano go upodlić i odebrać mu godność, aż po jego posługę na Żoliborzu. Hierarcha zauważył, że choć ks. Jerzy był człowiekiem słabym fizycznie i schorowanym, to dzięki mocy ducha stał się wielkim duszpasterzem świata pracy. Jego Msze za Ojczyznę, zainaugurowane w lutym 1982 r., nie były teatrem, lecz przestrzenią, w której ludzie odzyskiwali pokój wewnętrzny i wolność od nienawiści. Biskup podkreślił, że owoce tych modlitw były widoczne w postawie wiernych, którzy mimo komunistycznej opresji wychodzili z kościoła zdolni do przebaczenia i zachowania godności.
44. rocznica pierwszej Mszy św. za Ojczyznę
- Ta Msza św. przede wszystkim była wyrazem jego największej troski i największego oddania ludziom, którzy najbardziej potrzebowali pomocy. Organizował im pomoc materialną, ale wiedział przede wszystkim o tym, że ludzie ci potrzebują siły ducha, mocy ducha, bowiem doświadczają ludzkiej niesprawiedliwości. Są krzywdzeni na oczach całego społeczeństwa, odzierani z godności, zmuszani do współpracy. Wiedział o tym, że oni potrzebują tej wewnętrznej mocy i ducha, żeby unieść ten swój krzyż życiowy. Ubolewał nad dziećmi, które tęskniły za internowanymi rodzicami. Ubolewał nad rodzinami, które straciły najbliższych w wyniku stanu wojennego i wszelkich działań, które dokonały się również na przestrzeni następnych lat. Skąd u niego ta wrażliwość? Skąd u niego, tak słabego, pozbawionego sił fizycznych i zdrowia, skąd tyle mocy do tego, żeby ogarniać tysiące i nieść im pomoc, wszelaką, ale przede wszystkim duchową? To jest efekt jego zachwytu Chrystusem. Szczególnie tym Chrystusem ubiczowanym, ukoronowanym cierniem, podeptanym, umierającym na krzyżu - mówił biskup. - Ludzie z tych Mszy św. wychodzili nie tylko umocnieni duchowo, ale pełni pokoju. Mimo otaczającej ich trudnej rzeczywistości komunistycznej i niesprawiedliwości czynionej przez rządzących ci ludzie pozbywali się na tych Mszach św. gniewu i chęci do zemsty. Ludzie wychodzili stąd jak ludzie, którzy zachowują godność, a dzięki Chrystusowi są w stanie przebaczyć. To wielkie dzieło, którego dokonał błogosławiony ksiądz Jerzy. Dzisiaj wyrażamy dobremu Bogu wdzięczność za jego życie, za jego powołanie, za jego kapłaństwo i za jego świętość. Ale pozostawać pełnym podziwu wobec niego i tego wszystkiego, co uczynił, to jeszcze za mało. Podziwiając go, powinniśmy iść jego śladami, gromadzić się nadal na tej modlitwie, którą on zapoczątkował - mówił bp Markowski.
Kończąc homilię, bp Rafał odniósł przesłanie ks. Jerzego do współczesności, wskazując na niepokój, złe emocje dzielące społeczeństwo oraz trwające i planowane wojny. Przestrzegł, że prawdziwego pokoju nie zagwarantują armie ani polityczne traktaty, ponieważ rodzi się on wyłącznie w sercu człowieka jako dar od Boga. Wezwał zebranych, by nie ograniczali się do podziwiania błogosławionego męczennika, ale szli jego śladami, trwając na modlitwie za bliskich, ojczyznę i świat. Zachęcał do częstego nawiedzania świątyni i wiary, że tylko Boża interwencja może położyć kres nienawiści i zaprowadzić w ludzkich sercach upragniony pokój Chrystusowy.
Po Eucharystii wierni wspólnie odśpiewali litanię za wstawiennictwem bł. Popiełuszki, prosząc o jego opiekę nad krajem. Zwieńczeniem obchodów było spotkanie z dawnymi studentami z duszpasterstwa ks. Jerzego, którzy brali udział w strajku akademickim w lutym 1982 roku.