Kim byli? Co uchodziło im płazem? Jak wykonywali egzekucje? Opowiada o tym wystawa „Metodą katyńską” w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów PRL.
Na etacie było ich siedmiu. Zabijało głównie dwóch. Dostawali premie od każdego zastrzelonego. Pochodzili z marginesu społecznego, nadużywali alkoholu. Uchodziły im płazem konflikty z prawem. Przymykano oko, że stosowali przemoc domową. Nie nadawali się do pracy operacyjnej, raczej do konkretnych zleceń. W dokumentach nazywano ich „oficerami do zadań specjalnych”. Czasami wyjeżdżali w delegacje do innych miast, np. Płocka.
– Przed II wojną światową w Polsce wyroki śmierci wykonywał pluton egzekucyjny lub odbywały się one przez powieszenie. W 1940 r. strzałem w tył głowy zabijano na Wschodzie polskich oficerów. Po 1944 r. z Armią Czerwoną przyszła metoda katyńska. Wiadomo, że komuniści walczyli z Kościołem, wprowadzali szybką socjalizację rolnictwa i ideologizację szkół. Nawet na płaszczyźnie zabijania ludzi kopiowali Rosję. Po 1945 r. w Polsce było kilka tysięcy ich ofiar, ale dokładnych danych nie znamy. Tak mordowano „wroga klasowego”. Na wystawie przybliżamy stan badań i odkryć, ale nie jest to ostateczna wersja historii. Wciąż są jeszcze białe plamy – tłumaczy Patryk Pankowski, kurator.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł