Legendarny prezydent Warszawy Stefan Starzyński, symbol oporu stolicy we wrześniu 1939 r., jest bohaterem najnowszego musicalu Teatru "Syrena".
Całe przedstawienie to jedna noc z 26 na 27 października 1939 r., czyli ostatnie godziny, które Starzyński spędził w ratuszu przed aresztowaniem przez Niemców. Towarzyszył mu dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie Stanisław Lorentz, przyjaciel, który świetnie mówił po niemiecku.
Inspiracją musicalu była biografia "Starzyński. Prezydent z pomnika" autorstwa Grzegorza Piątka. - Kiedy czytałem książkę, a jest ona w układzie chronologicznym, miałem wątpliwości, czy Starzyński może być atrakcyjnym bohaterem teatralnym. To był przewidywalny urzędnik i polityk. Przekonały mnie ostatnie rozdziały, kiedy jeszcze przed wybuchem wojny stracił ukochaną żonę i z osoby bez wodzowskiej charyzmy, introwertycznej, szorstkiej został cywilnym szefem obrony Warszawy. Musiał zagrzewać do walki, podnosić na duchu. Był krytykowany, że tak późno poddał stolicę. Wyobraziłem sobie jego bagaż psychiczny w październiku 1939 r., po kapitulacji Warszawy i w początkach niemieckiej okupacji. Miał świadomość, że jeśli zostanie w mieście, to zginie - mówił na próbie dla mediów reżyser Konrad Imiela, dla którego praca przy musicalu jest premierą w Teatrze "Syrena".
Dodał, że jednym z powodów, dla których podjął się realizacji musicalu o Starzyńskim, jest współczesne zagrożenie wojną. - Napięcia dzisiejszego świata przywołują atmosferę lat 30. XX w., a postać S. Starzyńskiego może nam przypominać Wołodymyra Zełenskiego, który pewnie, startując w wyborach prezydenckich, nie przypuszczał, z czym będzie się mierzył . On też musi mobilizować do walki naród ukraiński - mówił K. Imiela.
W spektaklu wykorzystano fragmenty "Dziadów" Adama Mickiewicza, które są głosem podpowiadającym prezydentowi, co robić.
- Starzyńskiemu towarzyszy Konrad z "Dziadów". Myślę, że wielu bohaterów w walce z góry przegranej miało w pamięci utwory Mickiewicza i toczyło ją z wiarą i nadzieją. Akcja dzieje się tuż przed Zaduszkami - dodał reżyser, mówiąc, że do scenariusza wprowadził wypowiedzi Ludwiki Nitschowej z reportaży Polskiego Radia. - To rzeźbiarka, która stworzyła pomnik Syrenki, wymyślony przez Starzyńskiego. W tej wersji miał 25 m wysokości. Ona też zrobiła pomnik S. Starzyńskiego. Jego projekt przygotowała już w 1964 r. i przekonywała władze Warszawy do jego realizacji, co udało się dopiero w latach 80. XX w. - mówił K. Imiela.
W musicalu w warstwie wizualnej użyto ważki zaczerpniętej z obrazu Józefa Mehoffera "Dziwny ogród". Atutem jest też nowoczesna muzyka grana na żywo pod batutą Tomasza Filipczaka. Jej ostatnie akordy - "Warszawy do reszty strzaskać nie pozwolę!" - utrzymane są w nucie młodzieżowo-dyskotekowej.
Spektakl powstał w ramach programu obchodów 80. rocznicy rozpoczęcia odbudowy stolicy. - Ten musical wpisuje się w nasze zainteresowanie Warszawą, zgodnie z nazwą teatru. Jest premierą autorską, jedną z dwóch w roku. Realizujemy w sezonie dwie premiery muscialowe: jedną opartą na amerykańskiej lub angielskiej licencji, tym razem to "Beetlujcie", teatralna adaptacja filmu "Sok z Żuka" Tima Burtona, oraz jedną autorską, napisaną na zamówienie teatru. Lubimy spektakle zaangażowane społecznie, lubimy zajmować się poważnymi tematami, na przekór temu, co myślało się kiedyś o musicalu - mówiła na próbie dla mediów Agnieszka Walecka, dyrektor Teatru "Syrena".
Premiera 28 lutego. Potem musical będzie grany do 8 marca. Kolejne sety spektaklu zaplanowano w kwietniu oraz czerwcu.