Pięcioletnie dzieci w Strefie Gazy mają myśli samobójcze. Szpitale i lekarze przestali być nietykalni. Brak korytarzy humanitarnych sprawia, że dostarczanie realnej pomocy jest niemal niemożliwe. O dramatycznej sytuacji cywilów na Bliskim Wschodzie opowiedzieli eksperci Caritas Polska.
Telewizje i agencje newsowe skrupulatnie liczą wystrzelone rakiety, analizują skutki uderzeń rakiet i cytują polityczne deklaracje, jednak prawdziwy obraz wojny na Bliskim Wschodzie rozgrywa się tam, gdzie nie sięgają obiektywy kamer newsowych. Podczas spotkania prasowego eksperci Caritas Polska, posiadający wieloletnie doświadczenie w pracy humanitarnej w regionach wysokiego ryzyka, przedstawili perspektywę spoza oficjalnych komunikatów. Skupiono się na dramacie cywilów, którzy stanowią od 80 do 90 procent ofiar współczesnych konfliktów, oraz na niszczycielskim wpływie wojny na systemy wodociągowe, infrastrukturę edukacyjną i psychikę całego pokolenia.
Sytuację w Libanie, kraju balansującym na krawędzi katastrofy, przybliżył Dominik Derlicki, Szef Misji Caritas Polska w Libanie i Syrii, który podzielił się relacją „na gorąco” po powrocie z ostrzeliwanego Bejrutu. Wskazał on na ogromną skalę kryzysu uchodźczego, gdzie blisko milion osób zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów, często chroniąc się w prowizorycznych warunkach bez dostępu do podstawowych dóbr.
- Oficjalne statystyki mówią o tysiącu ofiar śmiertelnych i ponad dwóch tysiącach rannych, jednak skala tragedii wykracza poza liczby, obejmując systematyczne niszczenie infrastruktury wodociągowej, mostów oraz elektrowni - podkreślał Dominik Derlicki, który wrócił z ostrzeliwanego Bejrutu, relacjonując dramatyczne warunki w 96 schroniskach zorganizowanych w szkołach i kościołach, gdzie ludzie koczują bez podstawowych środków do życia, mając często zaledwie 30 minut na ewakuację po ostrzeżeniach publikowanych w mediach społecznościowych. - W odpowiedzi na te potrzeby Caritas Polska przekazała natychmiastowe wsparcie w wysokości 100 000 dolarów na pomoc doraźną, obejmującą ciepłe posiłki, leki oraz pakiety higieniczne. Równolegle kontynuowany jest program Rodzina Rodzinie, który od 2021 roku zapewnia regularną pomoc finansową najuboższym mieszkańcom regionu, pozwalając im na samodzielny zakup opału czy żywności - opisywał Dominik Derlicki.
Eksperci omówili również szeroki kontekst regionalny, w tym napięcia na linii Iran–Izrael oraz kulisy pracy humanitarnej w skrajnie trudnych warunkach Jemu, Syrii czy Palestyny. Radosław Sterna, kierownik ds. pomocy humanitarnej na Bliskim Wschodzie, podkreślił wagę współpracy z lokalnymi partnerami i zarządzania misjami w kontekstach wysokiego ryzyka.
Szczególną uwagę poświęcono „cichej epidemii traumy”, o której mówiła Nina Mocior, ekspertka ds. pomocy humanitarnej i psychotraumatologii. Zwróciła ona uwagę na los dzieci, które stanowią połowę populacji uchodźców i nie znają życia bez huku eksplozji. Ich trauma nie kończy się wraz z zawieszeniem broni, a brak systematycznego wsparcia psychologicznego i psychospołecznego rzutuje na przyszłość całego regionu.
- Współczesna wojna przeszła drastyczną i mroczną ewolucję. Dzisiejsze konflikty charakteryzują się bezprecedensowym brakiem prawa wojennego, gdzie domy i szkoły stały się linią frontu, a cywile stanowią aż 90 procent ofiar. Wykorzystanie nowoczesnych technologii, takich jak drony, sprawiło, że pojęcie bezpiecznego miejsca przestało istnieć, a sześciominutowe okno na ucieczkę przed atakiem jest jedynie iluzją zmuszającą ludzi do czekania na śmierć we własnych domach - mówiła Nina Mocior. - Skala dramatu najmłodszych jest porażająca, ponieważ obecnie aż 52 miliony dzieci nie chodzi do szkoły, co odpowiada populacji kilkudziesięciu ogromnych metropolii. System ochrony zdrowia jest celowo niszczony, a tysiące ośrodków medycznych są ewakuowane lub atakowane, aby uniemożliwić świadczenie pomocy. Skutkuje to powrotem chorób, które w Europie wyleczono sto lat temu, oraz sytuacjami, w których matki ryzykują życie dla podstawowych leków, wracając do zburzonych domów. Lekarze pracujący w ciągłym zagrożeniu muszą mierzyć się z masowym napływem rannych przy jednoczesnym braku środków przeciwbólowych, co sprawia, że praca humanitarna staje się w dużej mierze zarządzaniem ludzką bezsilnością - dodała.
Według Niny Mocior najtrudniejszy etap kryzysu zaczyna się jednak wtedy, gdy milkną bomby, ponieważ ludzkie ciało i psychika nie rejestrują natychmiast końca zagrożenia.
- Trauma wojenna dotyka całych pokoleń, czego najbardziej drastycznym dowodem są myśli samobójcze u pięcioletnich dzieci w Gazie - stwierdziła.
Przesiedlenia na ogromną skalę w Libanie czy Palestynie, obejmujące miliony ludzi, tworzą rzeczywistość, w której nie ma dokąd wrócić. Ekspertka podkreśla, że choć organizacje pomocowe nie opowiadają się po żadnej ze stron konfliktu, mają obowiązek alarmować o łamaniu prawa przez wszystkich uczestników walk, ponieważ obecny dramat człowieczeństwa i zniszczenia będą odczuwalne przez całe dekady, nawet gdy kamery mediów już dawno odjadą z miejsc tragedii.