Wspólny wysiłek historyka i specjalisty od cyberbezpieczeństwa doprowadziły do identyfikacji po 82 latach członka oddziału, który w czasie II wojny światowej przeprowadzał akcje likwidacyjne konfidentów.
Było to możliwe dzięki tytanicznej i wieloletniej pracy badawczej Wojciecha Königsberga i złamaniu szyfru AK-owskiego kontrwywiadu przez prof. Remigiusza Wiśniewskiego z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Okazało się, że jeden z najlepszych przedwojennych strzelców w historii Lecha Poznań w czasie wojny był egzekutorem Armii Krajowej. Działał w pełnej konspiracji. W dokumentach nie funkcjonowało jego nazwisko, tylko pseudonim. Nikt przez lata nie wiedział, kim jest "Ryś", żołnierz oddziału 993/W, jednostki szybkiego reagowania, specjalnej formacji wykonawczej kontrwywiadu Komendy Głównej Armii Krajowej, zajmującej się likwidacją niemieckich konfidentów i zdrajców. Po wojnie jego historia była kompletnie nieznana.
- Dochodzenie do prawdy było trudne. Wiedzieliśmy, że "Ryś" dołączył do oddziału w 1942 roku. Popadł w konflikt z dowódcą, prawdopodobnie dlatego, że nie chciał wykonać rozkazu na niemieckim małżeństwie, w którym kobieta był w wysokiej ciąży. Koniec końców odszedł z oddziału na własną prośbę. Przeniósł się do "Tygrysów Woli". Nieprawdą okazało się, że urodził się w Poznaniu. "Ryś" urodził się w 1910 r. w Dębcu, czyli osobnej wiosce, która dopiero w 1925 r. została dołączona do Poznania. Nie był oficerem. Szukałem go przez grafologów, bo miałem meldunki "Rysia". Chciałem złamać szyfr AK, do którego nie było kluczy. Ta praca zajęła mi 10 lat - przyznał W. Königsberg na premierze książki "Tajemnica »Rysia« z oddziału 993/W", którą 30 kwietnia zaprezentowano w Muzeum Powstania Warszawskiego.
Rodzina o "Rysiu"
Jest ona efektem zmagań także prof. Wiśniewskiego, do którego z prośbą o pomoc zwrócił się W. Königsberg. - Szyfrogram otrzymałem na początku 2025 roku. Trzy szyfry wyglądały jak proces szalonego matematyka. To były ułamki, dodawania. Trzeci szyfr przypominał rachunek. Nic mi to nie przypominało. Zadziałała intuicja. Nie używałem komputera, właściwe tylko na początku Excela. Sztuczna inteligencja okazała się tu bezradna. Miałem kartę i długopis, a potem to już wszystkie wyliczenia w głowie. Ten szyfrogram okazał się jednym z najmocniejszych, nie porównując do Enigmy, bo to była maszyna. Miałem dane, ale nie byłem w stanie odkodować. Jako pierwsza nasunęła mi się zależność alfabetyczna. Pomogły mi powtórzenia znanych wartości. Proces odszyfrowania zajął mi pół roku - przyznał profesor.
Kiedy nazwisko było już ustalone, trzeba było je przyporządkować do konkretnej osoby. - Żołnierze pamiętali, że "Ryś" miał dialekt z Wielkopolski. Zobaczyłem stare foto drużyny piłkarskiej i wydawało mi się, że jedna osoba ze zdjęcia jest podobna do zachowanej fotografii "Rysia" z czasów wojny. Znalazłem akt ślubu brata Jana Nowickiego, na którym on podpisał się jako świadek. Dałem go jako materiał do pracy pani grafolog, ale sam podpis jej nie wystarczał. Musiałem szukać dalej - wspominał W. Königsberg.
Odwiedził też dom, gdzie J. Nowicki się wychowywał. - Robiłem zdjęcia, ale nawet do głowy nie przyszło mi, że może w nim nadal mieszkać rodzina "Rysia" - mówił.
Tak jednak było. Gdy rodzina zobaczyła swój dom w mediach, skontaktowała się autorem. - O sprawie dowiedzieliśmy się z telewizji, gdy zobaczyliśmy nasz dom, w którym wychowywał się "Ryś", i w którym i ja się wychowywałem. Nasz wuj był uważany za zaginionego. Ślad urwał się po nim w Warszawie w 1944 r., gdzie spotkał się z najstarsza siostrą, z którą mieli bardzo bliskie relacje. Wiedzieliśmy, że był w AK. Pojechał do Warszawy, bo wiedział, że zbliża się powstanie. Po wojnie rodzina szukała go przez Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc. Bez rezultatu. Na podstawie historii rodziny przypuszczaliśmy, że mógł dokonać czegoś wielkiego. Dziadek Stanisław zasłużył się dla Lecha Poznań. Wprowadził klub pod Koleje Państwowe i za jego sprawą kolej finansowała klub. J. Nowicki był strzelcem w drużynie dziadka. W rankingach historyków klubu uwzględniających przedwojenne dzieje zajmuje 10. miejsce wśród najlepszych strzelców z liczbą 61 bramek, a np. Robert Lewandowski ma ich 32 w barwach klubowych. Reprezentant kadry narodowej Edmund Białas to był młodszy krewny J. Nowickiego. Uczył się od Jana w latach 30. w dzisiejszym Lechu Poznań. Uczył się od niego, później go powoli zastąpił, a w 1972 r. jako trener wprowadził Lecha do ekstraklasy - mówił na spotkaniu Igor Czapczyk, praprawnuk najstarszej siostry "Rysia", który też odpowiedział na pytanie o duchową stronę życiorysu J. Nowickiego.
- Lech Poznań założony został w początkach sierpnia 1920 r. jako Lutnia Dębiec. Jego podwaliny to Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, do którego należeli członkowie naszej rodziny. J. Nowicki był za młody, by do niego należeć, ale trzeba pamiętać, że rodzina kultywowała wiarę w Boga i patriotyzm. Początkowo wyglądało to tak, że mecze grali w niedzielę, po Mszy św. i obiedzie - tłumaczył.
- "Ryś" wziął zwolnienie lekarskie, by nie zabić kobiety w ciąży. Dziecko urodziło się w kwietniu. Możliwe, że zlecenie miał też, gdy już ono było na świecie. Prawdopodobnie niewykonanie rozkazu było przyczyną konfliktu z dowódcą. Niemiecka rodzina przeżyła. Osiedliła się we Francji - tłumaczył W. Königsberg.
Książka "Tajemnica »Rysia« z oddziału 993/W" będzie uzupełniana o dane i fotografie, które do tej pory posiadała tylko rodzina J. Nowickiego.