Europa przez te wszystkie lata nieco się obudziła i już wie, że granice państw należy chronić. Od początku kryzysu migracyjnego mówił to Viktor Orbán, ale wtedy nikt nie chciał go słuchać.
Wymóg prawdy nie może dominować nad gotowością do przebaczenia. Równowaga między obu wartościami jest drogą do sukcesu, jakim niewątpliwie byłoby polsko-ukraińskie pojednanie.
Rzekome trudności w codziennym życiu oraz sytuacjach nadzwyczajnych, w jakich mogą znaleźć się związki jednopłciowe, są od lat uregulowane.
Wiara oparta na regularnej Mszy św., spowiedzi i modlitwie jest wystarczająca, żeby myśleć o kapłaństwie. Nie są potrzebne jakieś szczególne duchowe przeżycia.
Znam kilka osób, które od lat gorliwie uczestniczą w liturgii sprawowanej przez księży należących do Bractwa. Bardzo chciałbym, żeby wrócili do swoich parafii.
Nie może być niczym złym modlitwa o przemianę serca swoich braci i sióstr. A bez tej przemiany ciemno widzę przyszłość stosunków polsko- -ukraińskich.
26 czerwca 2001 r., podczas liturgii na hipodromie we Lwowie, z udziałem papieża Jana Pawła II, kard. Lubomyr Huzar oficjalnie poprosił o przebaczenie krzywd, jakie naród ukraiński wyrządził Polakom w historii.
Niewykluczone, że na sądzie Bożym, a każdy przed nim stanie, również socjalistyczny deputowany do hiszpańskich Kortezów, będzie mógł powiedzieć, że przecież klaskał Leonowi XIV, gdy ten występował w obronie najsłabszych.
Nie ten jest burzycielem jedności, kto protestuje na ulicy, ale ten, kto cicho siedzi w domu, kto z wygody, lenistwa lub oportunizmu przyzwala na łamanie podstawowych praw moralnych.
Żaden naród nie ma prawa do takiej interpretacji swojej historii, która pomijałaby odniesienie do prawdy i zasad moralnych.
Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.
Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript.Zmień ustawienia lub wypróbuj inną przeglądarkę.