Nowy numer 25/2018 Archiwum

Zabójczy grzech pychy

Każda nowa inscenizacja Dostojewskiego to wydarzenie nie tylko artystyczne. To fundamentalne pytania o kondycję człowieka, przekraczanie granic wolności i odpowiedzialności oraz o wybory między dobrem i złem.


To nieprawda, że czytane kanonicznie dzieła literatury światowej nie obiecują nowych olśnień, niespodziewanych odkryć, choćby z tego powodu. Odbierane  przez kolejne pokolenie, wzbogacone są przecież o nowe doświadczenia, których nasi poprzednicy nie byli sobie nawet w stanie wyobrazić. Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, co w inscenizacji „Zbrodni i kary” Waldemara Śmigasiewicza uderzyło mnie ze zdwojoną siłą, powiedziałabym: grzech pychy, który dotyka w coraz większym stopniu człowieka starającego się wyprzeć ze swojej świadomości Boga, w głębokim przekonaniu, że jest Go w stanie nie tylko zastąpić, ale i skorygować. Już Konrad z III części „Dziadów”, wydając wojnę Stwórcy, sromotnie przegrał. Ten sam fałszywy trop wiedzie bohatera „Zbrodni i kary”.


Przedstawienie jest zagrane świetnie. Skondensowana do najważniejszych scen i dialogów akcja przynosi taką intensywność, napięcie, że widz ogląda spektakl, jakby nie znał powieści Dostojewskiego. W roli Raskolnikowa wystąpił gościnnie Marcin Perchuć i ten wybór okazał się nadzwyczaj trafny. Jego obłąkańcza idea sprowadzająca się do przyznania ludziom „wyjątkowym” prawa decydowania, kogo wyeliminować z życia społecznego, obudowana skomplikowaną teorią naukową, zaczyna powoli budzić wątpliwości samego twórcy tej teorii, a wraz z tym dopuszcza do głosu sumienie. Ucieczką od tego głosu staje się degradacja fizyczna, symulowane lub prawdziwe objawy choroby, ale to remedium zawodne. Marcin Perchuć pokazuje ten proces w sposób wstrząsający. Dobrym pomysłem jest też oparcie roli śledczego Porfirego na dystansie do tych emocji. Kazimierz Kaczor gra z Raskolnikowem dyskretnie, jakby zafrasowany upadkiem człowieka, którego ma zdemaskować i osądzić. Znakomicie też prowadzi swego bohatera Razumichina młody aktor Michał Sitarski.
Jeżeli czegoś zabrakło mi w tym przedstawieniu, to pokazania momentu głębokiej duchowej ekspiacji Raskolnikowa, dramatycznego fiaska jego rozumowania, a mówiąc wprost, zrozumienia ohydy własnego czynu. Może dlatego, że rola Soni wydaje się w tekście nadmiernie zredukowana, a to przecież Sonia jest najbardziej wyrazistą przeciwwagą pychy. Jej pokora, niezachwiana wiara, prostota, w której zawiera się biblijne przesłanie o maluczkich, prowadzi Raskolnikowa ku światłu.


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma