Nowy numer 49/2020 Archiwum

Student, co dowodzi z garażu

Kiedy zgodził się przejąć Akcję Bezpośredniej Pomocy Głodującym, Jadwiga Sobol odetchnęła z ulgą. – To Matka Boża Cię przysłała – powiedziała. Następnego dnia zmarła.

Tomasz Głażewski, student I roku medycyny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wrócił właśnie z ferii. Obudził go SMS: „Pani Jadwiga jest umierająca, prosimy o modlitwę”. Wiedział, że jeżeli ma się z nią pożegnać, jest to ten moment. Pojechał od razu. 90-letnia Jadwiga Sobol leżała pod aparatem tlenowym w swoim mieszkaniu na Białołęce, gdzie mieściło się „biuro” prowadzonej przez nią Akcji Bezpośredniej Pomocy Głodującym.

Telefon, stara maszyna do pisania, tysiące dokumentów i wciąż napływające nowe prośby o pomoc z różnych regionów kraju. Przez 16 lat emerytowana prawniczka, współpracując z wolontariuszami z całej Polski, wspomogła 5 tys. osób – bezrobotnych, zagrożonych eksmisją, pogorzelców i żyjących w nędzy. – Co dalej z Akcją? – zapytał. Ku zaskoczeniu usłyszał: „Będzie to dla mnie ogromna radość, jeśli poprowadzisz ją dalej. W innym wypadku ją zamknę”. Zgodził się. Dla niej. – Jesteś prezentem od Maryi. To Ona cię przyprowadziła – powiedziała. Następnego dnia rano umarła.

Bezpośrednia pomoc

Jadwigę Sobol poznał 4 lata temu. Za uzbierane pieniądze robił właśnie świąteczne paczki, ale nie wiedział, komu je sprezentować. Po adresy potrzebujących zwrócił się do emerytki. Tak został jednym z wolontariuszy Akcji, od 5 lutego jej szefem. Pod jego opieką znalazło się kilkadziesiąt osób z całej Polski. Ich sprawy uporządkował na pilne i te, które będą pilne za chwilę. – Większość potrzebuje pomocy finansowej, tj. opłacenia rachunków za media, zaległości czynszowych czy spłat rat kredytu. Ale są także osoby proszące np. o żywność, zakup leków, meble, ubrania ciążowe czy mleko dla dziecka z alergią – mówi Tomasz Głażewski. Pomocy nie udziela „z automatu”. Każda nowa osoba, która zgłasza się do niego, swoją trudną sytuację musi najpierw udokumentować. – W zależności od sytuacji proszę o zaświadczenia o dochodach, niepełnosprawności czy liczbie osób w rodzinie. Jeżeli ktoś mówi, że nie pracuje, to pytam go o przyczynę. Nie chodzi o to, żeby czyimś kosztem wygodnie żyć. Większość osób, którym pomagamy, sama robi, co może, by poprawić swój los. Kilka razy zdarzyło się, że ktoś próbował wyłudzić ode mnie pieniądze – wspomina Tomasz Głażewski i dodaje: – Nie dajemy pieniędzy, ale pomagamy bezpośrednio: przelewając je na konto spółdzielni mieszkaniowej lub wysyłając paczkę z jedzeniem czy lekami. Tak jak chciała pani Jadwiga, łączymy potrzebujących z tymi, którzy chcą pomóc. To nie jest żadna fundacja ani stowarzyszenie, tylko zwykła baza kontaktów.

Dzień na telefonie

Jedno z „centrów dowodzenia” mieści się w garażu Tomasza Głażewskiego na Mokotowie. To tam na nowych właścicieli oczekują sprzęty AGD, meble, komputery czy worki ubrań, które ofiarowują ludzie. Jest jeszcze dwuosobowy smart – czasami zapakowany rzeczami do rozwiezienia pod sam sufit. Biura brak. Telefony od podopiecznych odbiera w przerwach między zajęciami na uczelni. Zdarza się, że podczas półtoragodzinnego wykładu telefon zadzwoni 11 razy. W ciągu całego dnia nawet i 40. – Bywają dni, że muszę poświęcić się tylko nauce lub dorywczo pracować – mówi. W prowadzeniu bazy potrzebujących i gromadzeniu dokumentacji pomaga jedna z podopiecznych. W pomocy bezpośredniej – 20 wolontariuszy, głównie z Warszawy. – Najczęściej jest to pomoc finansowa według możliwości każdego. Ale nie jesteśmy studnią bez dna. Jedna z wolontariuszek zadeklarowała spłatę całości zadłużenia wynoszącego 2 tys. zł. Ktoś co miesiąc organizuje w pracy pieniężne zbiórki. Czasami trzeba kogoś zawieźć do lekarza lub załatwić sprawę w urzędzie, staramy się także bacznie obserwować swoje środowisko – wyjaśnia Tomasz Głażewski. I dodaje: – Na szczęście nie jestem w tym sam, wspólnie staramy się szukać rozwiązania, wsparcie dają mi także rodzina i najbliższa mi osoba. Mimo to czasami czuje obciążenie. – Wiem, że robię tyle, ile w danej chwili mogę. Wiem także, że robię to dla pani Jadwigi i czuję, że ona mi w tym pomaga – mówi.

Jak pomóc?

Akcja Bezpośredniej Pomocy Głodującym poszukuje wolontariuszy, którzy w miarę możliwości włączą się w pomoc. Chętni mogą dzwonić pod numer 553 797 035.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama