Nowy numer 49/2020 Archiwum

Jak nie oni, to Antoni

O ścianę oparte są kule, kilka flag, znaki drogowe, ogrodowy parasol, a nawet kościelna skarbona. Czego to ludzie nie zgubią?

Dzwoni mężczyzna z Opoczna. Od kilku miesięcy pyta, czy ktoś nie przyniósł do Biura przy ul. Dzielnej 15 jego kurtki. Przepadła w Warszawie jak kamień w wodę, choć trzy magazyny po sufit wypełnione są 1700 przedmiotami znalezionymi w ciągu ostatnich dwóch lat w stolicy. – Najczęściej zguby szukają kobiety. Chociaż często dzwonią w imieniu męża czy syna – mówi Beata Kamińska, która od pięciu lat kieruje Biurem Rzeczy Znalezionych.

Święte obrazki, puste portfele

Niepozorny lokal znajduje się na Muranowie. Najbliżej stąd do kościoła św. Augustyna, tego z czerwonej cegły, ze strzelistą charakterystyczną wieżą, przy Nowolipkach. To tam szefowa zanosi wszystkie znalezione różańce, medaliki i święte obrazki, których jest mnóstwo w przynoszonych tu pustych (niestety) portfelach. Jeden z nich, z bł. ks. Jerzym, leży jeszcze między półkami. W magazynach BRZ jest wszystko, co tylko można zgubić: od sztucznej szczęki, po parasole, laptopy, a nawet wózek inwalidzki czy kij bejsbolowy. Są też noże, mnóstwo dziecięcych maskotek, smoczek, flaga Unii Europejskiej, ślubny garnitur z koszulą (chyba ktoś się rozmyślił, bo wygląda na nieużywany). Do tego mnóstwo walizek, komórek, ubrań. Zostawione w hotelach, pociągach, sklepach… Kluczy nie da się nawet wpisać w rejestr. Leżą dziesiątkami w pudełkach, tuż przy recepcji.

Niespodzianka!

– Uśmiech właścicieli? Bezcenny – mówi Beata Kamińska, szefowa Biura Rzeczy Znalezionych, która nieraz słyszała, że są ostatnią deską ratunku. Czasem ludzie dzwonią bez wiary, że ich zguba się odnajdzie. A tu, niespodzianka. W podziemiach stoi kilkadziesiąt rowerów, a nawet skuter… z 68 kilometrami na liczniku. Nowiuśki. – Trafia do nas coraz więcej przedmiotów. Coraz więcej osób prywatnych zdaje sobie sprawę, że nieoddanie w ciągu 10 dni na przykład telefonu komórkowego skutkuje oskarżeniem o kradzież. Ale mam wrażenie, że jako społeczeństwo jesteśmy też uczciwsi. W jednym ze sklepów przed Bożym Narodzeniem ktoś zostawił torbę z wielką sumą pieniędzy. Tę także przyniesiono do nas – mówi B. Kamińska, dodając, że ta praca uczy pokory. Zgubić można wszystko. Zgubić może każdy. Ona sama kilka tygodni temu zostawiła w pociągu parasol.

Rękawiczka nie do pary

Od kilku dni Biuro będzie miało nieco lżej, bo może odmówić przyjęcia przedmiotów, których wartość nie przekracza 100 zł. Na oko – to większość przedmiotów, które dziś zajmują miejsce na magazynowych półkach. Ale jednocześnie biuro przy Dzielnej 15 będzie musiało przyjmować rzeczy znalezione nie tylko na terenie miasta, ale wszystkie znalezione przez mieszkańców Warszawy, choćby na urlopie na Helu. Albo w pociągu w Zakopanem, bo do stolicy wrócą także przedmioty utracone w środkach transportu firm tu zarejestrowanych. – Zniknie problem pustych portfeli, pojedynczych rękawiczek czy dziecięcych czapeczek, ale pojawi się nowy, bo właściciele – nawet z drugiego końca Polski – będą musieli pojawić się w Warszawie albo bezspornie udowodnić, że są właścicielami danej rzeczy. Od 21 czerwca Biuro Rzeczy Znalezionych musi również informować w dziennikach ogólnopolskich o przedmiotach wartości powyżej 5 tys. zł. Takich do biura trafia kilka rocznie.

Święty od roztargnionych

Najczęściej gubimy jednak dokumenty. Tylko w tym roku przyjęto ich ponad 1200. Kilka dni temu do biura trafiło też sześć rowerów. Samych telefonów komórkowych jest 126. W przypadku dowodów rejestracyjnych czy osobistych biuro samo poszukuje właścicieli. Czasem udaje się ich odnaleźć, uruchamiając komórkę czy laptopa. Jeśli właściciela danego przedmiotu nie uda się znaleźć w ciągu dwóch lat, zguba trafia na licytację. Choć niedawno dzwonił pan, który zgubił album ze zdjęciami…na początku lat 60. Czasem jedyną radą, jaką mogą dać pracownicy biura jest… modlitwa do św. Antoniego. I niekiedy po trzech dniach ktoś dzwoni wdzięczny: „Wie pani, pomógł!”. Bywa też, że zguby są świadectwem innych… cudów. – Trafiają do nas wózki inwalidzkie albo kule. Ludzie wsiadają do tramwaju chorzy, a wysiadają zdrowi. Cuda! – śmieje się Beata Kamińska. Biuro Rzeczy Znalezionych czynne jest w poniedziałki w godz. 8–18, w pozostałe dni robocze: 8.00–16.00. O zguby można także pytać telefonicznie: 22 4432960 lub e-mailem: rzeczyznalezione@um.warszawa.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama