GN 32/2018 Archiwum

Gdy umysły ogarnia szaleństwo

„Msza za miasto Arras” to memento w obliczu degradacji podstawowych wartości.

Wykonawca monodramu „Msza za miasto Arras” w Teatrze Narodowym Janusz Gajos jest zdania, że świat od lat popełnia te same błędy. O tych problemach nie tylko warto, ile należy mówić. – Dla aktora ten tekst jest materiałem godnym poniesienia wszelkich trudów i każdego ryzyka – mówi.

Do tego tekstu, napisanego w roku 1968, sięga już po raz drugi. Sposób, w jaki relacjonuje wydarzenia, które miały miejsce w nękanym zarazą i głodem XV-wiecznym Arras, osiąga wyraz mistrzowski, chociaż Gajos operuje niezwykle dyskretnymi środkami wyrazu: stosuje autoironię i dystans. By rozpętać piekło, wystarczy znaleźć winnych. Potem spirala wydarzeń nakręca się już sama. Umysły zwykłych, z pozoru uczciwych ludzi, ogarnia szaleństwo. Wiedzieli o tym naziści, wiedzieli komuniści, wszelkiej maści manipulatorzy. Jak widać, największym złem są wszelkie ideologie. To one zatruwają ludzkie dusze. Wielcy polscy pisarze, tacy jak Krasiński czy Żeromski, ostrzegali nas od lat. Ale „zbawcy” ludzkości, przywdziewając maski hipokrytów, grali na ludzkich lękach, nieszczęściach, fobiach i osiągali swoje. Zaczynają więc płonąć stosy, giną niewinne ofiary, sprawcy zacierają ręce. W 1994 roku w Teatrze Powszechnym nieżyjący już reżyser Krzysztof Zaleski zaproponował interpretację tego tekstu Januszowi Gajosowi. Spektakl od razu stał się wydarzeniem, a gdy Gajos po 20 latach przeczytał tekst ponownie, ze zgrozą odkrył, że w mentalności manipulowanej społeczności nic się nie zmieniło. Że dalej działa ten sam mechanizm. I że ten tekst tym bardziej dziś może stanowić groźne memento. Wystarcza iskra, by uruchomić nieludzkie instynkty. Jeśli nawet w którymś momencie przychodzi opamiętanie, jeśli pojawia się poczucie winy, ta refleksja umyka równie szybko, jak się pojawiła. Aktor, który gra uczestnika tych wydarzeń, nie próbuje się oczyszczać, ale na zimno analizuje przyczyny, dlaczego to piekło się rozpętało, i doszukuje się okoliczności łagodzących, z powodu których ludzie zamienili się w okrutne bestie. Ze spektaklu wyłania się przygnębiająca myśl, że wszystko toczy się według zasad perpetuum mobile i nie raz jeszcze staniemy się sprawcami lub ofiarami społecznych kataklizmów. A zaczyna się niewinnie, jak choćby w Arras. Pada cenny koń, sprawcą jest „zapewne” klątwa Żyda Celusa, Rada Miasta rozsądza o winie i ten absurdalny fakt jest jak kamień wyzwalający lawinę.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma