Nowy numer 33/2018 Archiwum

Perpetuum mobile

Żądza panowania, strach i demoralizacja. Sztuka Stanisławy Przybyszewskiej w zadziwiająco aktualny sposób odkrywa toksyczny wpływ władzy na ludzi.

Los bywa okrutny. Bo jak wytłumaczyć fakt, że legendą obrósł pozbawiony talentu literackiego Stanisław Przybyszewski, a jego córka Stanisława z trudem przebiła się na sceny. A to przecież jej autorstwa jest „Sprawa Dantona”, „Dziewięćdziesiąty trzeci” czy wystawiona ostatnio w Teatrze Polskim sztuka „Thermidor” w reżyserii Edwarda Wojtaszka.

Ta trzecia część tryptyku poświęcona rewolucji francuskiej zadziwia trafnością sądów, znajomością mechanizmów wielkich przewrotów społecznych, a nade wszystko wiedzą. Przy czym sztuka Stanisławy Przybyszewskiej okazała się zadziwiająco aktualna. Odkrywa bowiem toksyczny wpływ władzy na ludzi, którzy zatracili ideały, a to, co im pozostało, to żądza panowania, strach i demoralizacja. Perpetuum mobile. Na scenie pojawiają się rozpaleni walką o władzę i przetrwanie uczestnicy ruchu rewolucyjnego, którzy nie ufają już nikomu, a najmniej swemu przywódcy, zarzucając mu terror i szaleństwo. Robespierre zaczyna być postrzegany jako doktryner, którego trzeba zgładzić. Historia potwierdza, że najniebezpieczniejsze są spiski zawiązywane przez „oddanych” towarzyszy. Najciekawszy fragment sztuki to spotkanie dwóch najbardziej oddanych sobie i sprawie: Robespierre’a i Saint-Justa. Robespierre odkrywa przed idealistycznie postrzegającym rewolucję Saint-Justem swoją machiaweliczną wizję zniszczenia dzieła, które stworzyli. Z obserwacji Robespierre’a wynika, że dzieło rewolucji wynaturzyło się i niszczy samo siebie. Żeby temu przeciwdziałać, trzeba je unicestwić, zanim pożre wszystkie ideały. To nie do pojęcia przez naiwnego, oddanego bez reszty towarzysza. To zapewne linia obrony samej autorki, która do końca idealizowała Robespierre’a. Dzięki niemu, jak pisała, odkryła moralność i „najwyższe duchowe pojęcie ludzkości”. Na tle konfliktu o Robespierre’a Stanisława zerwała z ojcem i nigdy mu nie przebaczyła, że nazwał przywódcę rewolucji „nędznym, głupim adwokatem”. Stanisława Przybyszewska usprawiedliwiała mordy, do jakich dopuszczali się jakobini, uważając widocznie, że cel uświęca środki. Największym walorem spektaklu nie są nawet aktualnie brzmiące tyrady spiskowców, ale kreacje Robespierre’a i Saint-Justa, czyli Marcina Kwaśnego (ostatnio nagrodzonego za filmową rolę rotmistrza Pileckiego) i Krzysztofa Kwiatkowskiego, który ma za sobą rolę Irydiona na deskach Teatru Polskiego.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma