Nowy numer 43/2020 Archiwum

Sukces z porażek

Osuszał bagna, karczował las, pobity opatrywał rany i uczył swoich współbraci hardego znoszenia przeciwności. A tych Bóg nie szczędził ani bł. o. Stanisławowi Papczyńskiemu, ani kolejnym pokoleniom marianów.

Biały sarkofag ojca założyciela, który stoi w Wieczerniku na Mariankach w Górze Kalwarii, wyraźnie się zapada. To skutek niestabilnego, podmokłego gruntu. – Kiedy na niego patrzę, widzę 333-letnią historię nieustannych strat: miejsc, pamiątek, dokumentów... – mówi kustosz ks. Wojciech Skóra MIC. – Nasze zgromadzenie wielokrotnie było w stanie agonii, która jednak się nie dokonała, i to jest znak, że istniejemy dzięki Opatrzności Bożej.

Dwie trumny

Po śmierci założyciela jego zakonnicy wyszli z Polski z misją ewangelizacyjną, docierając do Portugalii i Rzymu. Po niecałych 100 latach, na skutek politycznych zawirowań i prześladowania Kościoła, klasztory marianów zaczęły upadać, a zakonników ubywało. W 1908 r. wydawało się, że kres zakonu jest przesądzony. Na świecie pozostał tylko jeden marianin, o. Wincenty Sękowski, w klasztorze w Mariampolu na Litwie. Mówił, że przyszło mu przygotować dwie trumny: jedną dla siebie, a drugą dla zgromadzenia. Z ratunkiem przyszedł Jerzy Matulewicz, ksiądz diecezjalny związany z Warszawą, późniejszy błogosławiony. W 1909 r. złożył śluby zakonne i w krótkim czasie udało mu się odbudować zgromadzenie. Teraz 487 marianów (w tym 233 Polaków) pracuje w 18 krajach.

Biało-czarni apostołowie

5 czerwca o. Stanisław Papczyński, mistyk, prekursor, który pod wieloma względami wyprzedzał swoją epokę, niestrudzony ewangelizator, jako pierwszy marianin zostanie ogłoszony świętym. Kiedy w 1673 r. zakładał nowe zgromadzenie, nadał mu charyzmat szerzenia kultu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, 200 lat przedtem, zanim ogłoszono to jako kościelny dogmat. Zewnętrznym znakiem związania zakonu z Maryją stał się biały habit marianów (po odnowieniu zakonu zmieniono go na czarną sutannę). „Biali ojcowie”, w odróżnieniu od innych ówczesnych zgromadzeń, opierających swoją pracę na zasadzie „Módl się i pracuj”, mieli iść do ludzi, ewangelizować mieszkańców wsi, wspierać ubogich. Zgodnie z przesłaniem zawartym w „Mistycznej świątyni Boga”, podręczniku ascetycznym dla świeckich, o. Papczyński widział w nich sprzymierzeńców w dziele apostołowania. – Ojciec Stanisław zyskał miano apostoła Mazowsza, bo odwiedzał parafie w okolicach Puszczy Korabiewskiej, Goźlina, Góry Kalwarii. Widząc potrzeby duszpasterskie w parafiach, jako jeden z charyzmatów naszego zgromadzenia ustanowił pomoc księżom diecezjalnym – mówi ks. Zbigniew Borkowski MIC, kustosz sanktuarium MB Goźlińskiej, który wraz ze współbraćmi często głosi rekolekcje w sąsiednich parafiach, a każdego roku we wrześniu organizuje pieszą pielgrzymkę do oddalonego o 25 km grobu założyciela w Górze Kalwarii. W tamtych czasach marianie nie prowadzili parafii, a teraz tylko na samym Mazowszu mają ich siedem. Uczą w szkołach, zakładzie poprawczym w Studzieńcu, są kapelanami w szpitalach, spowiednikami sióstr zakonnych, posługują w domach pomocy społecznej, duszpasterzują wśród rodzin i małżeństw, prowadzą własne wydawnictwo oraz oratorium dla młodzieży, diecezjalne sanktuarium chorych i hospicjum domowe na Pradze.

Pod okiem Opatrzności

Relikwiarz z doczesnymi szczątkami bł. o. Papczyńskiegoa stoi na biurku ks. Zbigniewa Borkowskiego MIC, proboszcza parafii św. Michała Archanioła w Puszczy Mariańskiej, gdzie założyciel wcielał w życie wizję nowego zgromadzenia i „gdzie wszystko się zaczęło”. – Czasami narzekam jako proboszcz czy przełożony wspólnoty, przychodzą duże trudności.... – przyznaje ks. Borkowski. – Wtedy patrzę na relikwie i przypominam sobie, z jakimi trudnościami musiał zmagać się o. Papczyński. On wyprasza mi wiele łask, daje siły, jest jak prawdziwy ojciec, który mówi: nic się nie bój, tylko zawierz... – Kiedy umierał założyciel Nowej Jerozolimy (obecnej Góry Kalwarii – przyp. J.J.W.), bp Stefan Wierzbowski, wzywał do siebie przełożonych posługujących w niej siedmiu wspólnot zakonnych i rozdawał im ziemie, nieruchomości, kosztowności – mówi ks. Wojciech Skóra MIC. – Kiedy o. Papczyński przyjechał ostatni, nic już dla niego nie zostało. Umierający biskup spojrzał na obraz przedstawiający Oko Opatrzności Bożej i powierzył Mu zgromadzenie. Z dzisiejszej perspektywy widać, że obraliśmy najlepszą cząstkę. Pozostałych wspólnot zakonnych w Górze Kalwarii już nie ma, nie ma dawnych ziem do nich należących, a my wciąż tutaj apostołujemy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama