Nowy numer 50/2018 Archiwum

Tam potrzeba serca

Jadą na koniec świata. Gotowi są dla Chrystusa pokonać tysiące kilometrów. Nie wiedzą, co ich tam czeka. Bo każdy ksiądz musi być misjonarzem.

Księdza Marka Kołodziejskiego, jak mówi, „zawsze ciągnęło na misje”. – Najpierw myślałem o Peru. Rozmawiałem o tym jeszcze z kard. Józefem Glempem, który jednak powiedział mi, że moja misja to na razie Warszawa. Ale w sercu wciąż patrzyłem nieco dalej, od pewnego czasu na Wschód. Jeden ze znajomych prosił mnie: „Marek, potrzeba nam księży w Rosji”.

Marzenie wikariusza parafii św. Ignacego Loyoli właśnie się spełnia. W ręku trzyma dekret, w którym kard. Kazimierz Nycz kieruje go do pracy duszpasterskiej w Kaliningradzie, należącym do archidiecezji moskiewskiej. – To krok naprzód, rozwój, dopełnienie życia kapłańskiego. Każdy ksiądz musi być trochę misjonarzem, gotowym pójść tam, gdzie są ludzie głodni wiary – mówi. Co roku kilku księży kierowanych jest przez metropolitę warszawskiego na misje. – To naturalne, bo mamy archidiecezjalne seminarium misyjne „Redemptoris Mater” – podkreśla ks. Matteo Campagnaro, Włoch i absolwent tego seminarium, dziś sekretarz kard. Kazimierza Nycza. Ale ks. Marek Kołodziejski jest wyjątkiem. Nie kończył seminarium misyjnego. 17 lat swojego kapłańskiego powołania spędził w parafiach wokół Warszawy: w Milanówku, Pruszkowie, Błoniu, Mogielnicy, na Mokotowie i w Wólce Węglowej. Czy czuje się przygotowany? – Apostołowie też pewnie się nie czuli gotowi. Zaufali, poszli z miłością i wiarą. Ja też więcej nie mam. Nawet język będę musiał sobie dopiero przypomnieć. Ale tam bardziej potrzeba serca niż perfekcyjnego rosyjskiego – mówi. Cieszy się, że na misje rusza w Roku Miłosierdzia. Swoje misyjne walizki pakuje w tym roku czterech absolwentów „Redemptoris Mater”. Wśród nich ks. Piotr Łapa, wikariusz parafii Zesłania Ducha Świętego na Piaskach, skierowany do pracy duszpasterskiej 5 tys. kilometrów od Warszawy, w diecezji nowosybirskiej w Federacji Rosyjskiej, jako prezbiter Missio ad Gentes. – Spędziłem na Wschodzie już cztery lata jako seminarzysta. Dwa lata w Nowosybirsku, pół roku w Azerbejdżanie, pół roku w Gruzji, w Estonii, w Wołgogradzie, Kijowie. Pierwsza miłość to Syberia. Po 10 latach w parafiach warszawskich: Zwiastowania Pańskiego i Zesłania Ducha Świętego przyszedł moment, że misyjne powołanie trzeba znów podjąć na prośbę papieża. 18 marca posłał mnie do Barnauł, 250 km na południe od Nowosybirska, z czterema rodzinami wielodzietnymi: włoską, kostarykańską i dwiema wenezuelskimi. Będziemy ewangelizować przede wszystkim swoją obecnością. Mamy być znakiem dla 700 tys. ludzi, którzy widząc rodzinę z siedmiorgiem dzieci, sami będą chcieli pytać nas o Chrystusa. Będziemy się modlić razem, bo już istnieje tam parafia. Jak długo? Aż po męczeństwo – śmieje się ks. Piotr Łapa. Ks. Claudio Bonavita, dotychczasowy wikariusz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego, skierowany został do pracy duszpasterskiej w diecezji Cassano all’Jonio we Włoszech, a ks. Witold Kocon, dotychczasowy wikariusz parafii św. Tomasza Apostoła, do diecezji České Budějovice w Republice Czeskiej. Piąty tegoroczny misjonarz, ks. Józef Siwiński, wikariusz parafii św. Szczepana w Raszynie, pod koniec sierpnia wyruszy do pracy w Atyrauskiej Rzymskokatolickiej Administraturze Apostolskiej w Kazachstanie. To, jak mówi, między morzem a stepem. – To Kościół wielonarodowy, choć niewielki. Chrześcijanie to zaledwie 1–2 proc. całej, głównie muzułmańskiej, społeczności. Odległości między parafiami to setki i tysiące kilometrów po kazachskich stepach. W Karagandzie, gdzie spędziłem już nieco czasu podczas praktyk duszpasterskich, spotykałem także Polaków. Albo raczej tych, których przodkowie nimi byli. To miejsce dawnych zsyłek, więc spotkać można nie tylko Azjatów, ale także Ukraińców, Rosjan czy Europejczyków wyznania protestanckiego. Efektem działalności księży są pierwsze chrzty, także wśród ludności muzułmańskiej – mówi. Jego misyjne powołanie zrodziło się podczas Światowych Dni Młodzieży w Rzymie, w 2000 r. – To wtedy pomyślałem, że gotów jestem pójść dla Chrystusa na koniec świata – dodaje ks. Józef Siwiński.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy