Mirosława Misiejuk dobrze pamięta wojnę, chociaż miała ledwie trzy lata, gdy żołnierze ze Wschodu „wyzwalali” Białystok. – Wyszliśmy ze schronu i jeszcze przez dwa tygodnie widzieliśmy na niebie czerwone smużki przelatujących nad naszymi głowami katiusz. Widziałam zgliszcza miasta, widziałam splądrowany nasz dom, nie mieliśmy niczego, nawet butów. Pamiętam przednówki, gdy wybiegaliśmy na łąkę szukać liści szczawiu, żeby mama cokolwiek ugotowała. Dobrze rozumiem mieszkańców Aleppo – mówi. Swoim wdowim groszem, razem z córką Anną, włączyła się w akcję Caritas Rodzina Rodzinie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








