Nowy numer 9/2021 Archiwum

Szli do szpitali i DPS-ów. Zakonni wolontariusze w covidowych czasach

- To były najpiękniejsze dni mojego zakonnego powołania. Czysta Ewangelia, bez domieszek - przyznaje br. Tadeusz Lihs, jeden z kilkuset zakonników i zakonnic, którzy w czasie pandemii dobrowolnie zgłosili się do pracy wśród chorych i zakażonych.

Z zawodu rzeźnik, z powołania misjonarz klaretyn, a obecnie prowincjalny ekonom w Warszawie, o pomocy chorym, zwłaszcza tym obłożnie, miał pojęcie mgliste. Ale kiedy wiosną domy pomocy społecznej z mocno przerzedzoną kadrą słały rozpaczliwe prośby o wolontariuszy, bez wahania zgłosił się do prowincjała, a ten pobłogosławił go na drogę. Od maja do września pomagał w pięciu DPS-ach: w Kaliszu, Starachowicach, Michowie, Zdunach i Poznaniu.

- Jedna z opiekunek powiedziała mi, że jak usłyszała o zakonnikach w jej placówce, to ze zgrozą pomyślała: „Teraz to zdrowaśki będziemy klepać, a tu tyle roboty!”. A potem była zaskoczona, bo wszyscy pracowaliśmy ramię w ramię bez taryfy ulgowej. Byliśmy do dyspozycji chorych 24 godziny na dobę - mówi br. Tadeusz Lihs CMF.

Nikt dokładnie nie wie, ilu zakonników i zakonnic w najtrudniejszych momentach epidemii zgłosiło się do pracy wolontaryjnej w szpitalach, DPS-ach i innych placówkach opiekuńczych cierpiących w tamtym czasie na olbrzymie braki kadrowe. Z pomocą ruszyli ojcowie, bracia, siostry, klerycy…

Pod koniec kwietnia Konferencja Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych podliczyła, że oprócz 1535 sióstr pracujących w placówkach medycznych i opiekuńczych na co dzień, w okresie pandemii dodatkowo zgłosiło się do nich 377 zakonnic. A był to przecież dopiero początek pandemicznych problemów. Potem prośby o pomoc napływały nie tylko do WPŻZZ, ale też bezpośrednio do konkretnych zgromadzeń i było ich tak dużo, że nikt już nie liczył.

Podobnie apele nadchodziły do zgromadzeń męskich. - Zamierzamy latem, kiedy po szczepieniach sytuacja w palcówkach opiekuńczych i szpitalach będzie już stabilna, zebrać informacje o zakonnikach, którzy pomagali w czasie pandemii. Wiosną na pierwsze nasze prośby o pomoc od razu odpowiedziało 150 zakonników. Potem już nie liczyliśmy tych kontaktów. Powstała lista chętnych ojców i braci, którzy gdy tylko była taka potrzeba, jechali z pomocą, nawet z jednego krańca Polski na drugi - mówi o. Robert Wawrzeniecki OMI, dyrektor Forum Współpracy Międzyzakonnej.

W kwietniu ubiegłego roku felicjanka s. Anna Maria Zabieglik zgłosiła się jako jedna z ponad 20 sióstr wolontariuszek do Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. Sytuacja kadrowa placówki pracującej w trybie ostrego dyżuru była wtedy trudna, bo na 1800 pracowników, ponad 400 przebywało w izolacji, na kwarantannie, na zwolnieniach lekarskich czy opiekuńczych na dzieci. Każde ręce do pracy były na wagę złota.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama